Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
Kategorie: Wszystkie | Czytelnia | Malarstwo polskie | Malarstwo zagraniczne | Obrazy z obrazami | Van Clomp i okolice
RSS

Malarstwo zagraniczne

poniedziałek, 23 maja 2016

 

Bachus, primo voto Dionizos. Syn samego Zeusa, odkrył winorośle i to, co z nich można zrobić. Jak każde bóstwo miał swoje święto, a obrzędy były tak imprezowe, że w 186r p.n.e. zostały zakazane i to nie tylko w Rzymie, ale także prowincjach. Zakazy zakazami, a orgie orgiami.
Dionizos zamieniał wodę w wino, był zwany Synem Bożym, zmartwychwstał po śmierci a urodziny miał 25 grudnia. Prawda, że to wszystko jakby znajome? A to nie jedyne podobieństwa.

Najbardziej znany w malarstwie jest chyba Bachus Carravaggia, taki przeuroczy młodzian. Często Dionizos Bachus występuje w sztuce, jako gruby, stary pijaczyna, wole jednak, na obrazach tego młodego imprezowicza.
 


Reni Guido – Mały Bachus, ok. 1637-38

Galeria Obrazów Starych Mistrzów, Drezno.


Reni Guido to bardzo płodny artysta, jego obrazy są w wielu muzeach i kościołach europejskich, a także w muzeach amerykańskich. Uduchowione malarstwo z epoki baroku, wszystko upięknione, wygładzone, nachalnie egzaltowane. A Bachus upity, młodociany i siusia świntuch nie bacząc na nic. Zarówno Bachus jak i bigoteryjne kobiety prezentują się dekoracyjnie poprawnie, te drugie szczególnie jak dekorują ściany kościołów.
Chociaż..., wole jednak jak sztuka prezentowana jest w muzeach i galeriach.

Do dzisiejszego tematu pasuje ten wpis: o winie.  



niedziela, 03 kwietnia 2016

Po wątkach diabolicznych, skierujmy się w przeciwną stronę i zajrzyjmy do Katalonii. Nacieszmy oko arcydziełem, tym razem obraz nie ze sztalugi, ale prosto ze ściany kościoła w Taull czy też Tahull, z doliny Vall de Boi. Dziś do oglądania w muzeum w Barcelonie.

Kościół konsekrowano 10-12-1123r., więc ok. tego roku został wykonany fresk. 893 lata temu. Dbałość o szczegóły, kolorystyka i styl przyciągający swoistym urokiem. 893 lata..., dobra wszystko wyblakło i odpadło, ale, od czego talent konserwatorów i nowoczesne technologie.

Na księdze „Ja jestem światłością świata”. Dwie litery alfa i omega, gest błogosławieństwa a po bokach, Anioły symbolizują czterech Ewangelistów. Tak nawiasem mówiąc miny mają jak zawodowi biurokraci.



Autor Nieznany/ Mistrz z Tahull – Majestas Domini with Evangelistas and Saints. ok. 1123
Museu Nacional d’Arte de Catalunya. Barcelona.


Bardzo wyraziste malarstwo, fantastyczna kolorystyka. Niestety nic nie wiemy o mistrzu, który dzieło spłodził. Fachowcy mówią coś o wpływach z Langwedocji oraz, że pigment mógł być sprowadzany z Włoch. Sam kościół, w którym stworzono to dzieło ma wyraźne lombardzkie oznaki architektoniczne i w zasadzie to wszystko. W katalońskim muzeum już byliśmy, takich arcydzieł jest tam więcej.
A w tym linku zdjęcie całości z muzeum w Barcelonie,KLIK.

 

poniedziałek, 21 marca 2016

Ofiara szatana i własnej żądzy. Kobieta wspólniczka diabła, stała się symbolem perwersji. Femme fatale.
Kobieta poddając się pożądaniu, jako wspólniczka szatana, a raczej jego narzędzie, ostatecznie musi umrzeć uduszona swoimi własnymi włosami.

Symbolika satanizmu była dla malarza środkiem do przełamywania tabu i wyrażania oburzenia wartościami burżuazji.

Niektórzy mówili że Rops maluje fallusy jak inni malują pejzaże.


    Félicien Rops  – The Satanic. Calvary.
1882
                  Musee Felicien Rops. Namur.


Felicien Rops dekadent i symbolista, a ci poznawali świat przez podświadomość i emocje. Wykraczanie poza byty realne, to już tylko krok ku okultyzmowi. Oskarżany był o satanizm i pornografie. Felicien Rops antyklerykałem był już w szkole, z której go wywalili. Watki satanistyczne zaczerpnął od przyjaciela Charlesa Baudelaire, prekursora symbolizmu i dekadentyzmu.
Twórca bardzo oryginalny w treści. Niewątpliwie chciał szokować. Powiązanie obu dziedzin dawało efekt. W życiu tez sobie nie żałował, po separacji z żoną przez 30 lat żył w trójkącie z siostrami Leontyną i Aurelią Duluc.

Na marginesie:
w 1881 - Lawrence Alma-Tadema wystawił – Tepidarium,
w 1882 - Paul Trouillebert pokazał Kobietę z wężem,
w 1883 – Aelksander Gierymski namalował miejską bramę a A. Bocklin morze, syreny i fauny.

Dzień dobry Państwu.



poniedziałek, 02 lutego 2015


Taniec śmierci, jeden z najpopularniejszych motywów w średniowieczu. Średniowiecze odeszło, ale taniec powraca. Na początku XX w., powrócił na płótnach austriackiego malarza. Niezwykle sugestywnie, przytłaczająco. Zapada w pamięć. Taniec śmierci, to cykl sześciu obrazów, oraz szkiców i wielu powtórzeń, jakie autor dokonał między 1906 a 1921r.

Najbardziej znana wersja jest z Belvedere w Wiedniu, inne są w Dreźnie w Gemaldegalerie, Innsbrucku w Landesmuseum, Klagenfurcie w Muzeum Narodowym, Wiedniu w Leopold Muzeum, kilka jest własnością prywatną, kilku los jest nieznany.


                                Albin Egger Lienz – Dance of The Dead 1915
                                              Leopold Museum, Wiedeń.


Taniec śmierci powstał, jako monumentalna alegoria przeciwko wojnie i dotyczył wojny wyzwoleńczej Tyrolczyków z 1809r. Szybko stał się antywojenna alegorią w ogóle. Antywojennych obrazów A. Egger Lienz namalował jeszcze kilka, sam uczestniczył w działaniach wojennych podczas pierwszej wojny światowej. Wszystkie wersje namalowane przez autora różnią się nieznacznie, patrz linki poniżej. W 2014 była wystawa w wiedeńskim Belvedere oraz Schloss Bruck, na której pokazano 5 z 6 wersji obrazu, linki poniżej.

Wersja z Belvedere, Wiedeń.
Wersja z Schloss Bruck Lienz lub obcięta werja z Belvedere
Tak prezentowały się obrazy na wystwie w Museum Schloss Bruck. – tu wersja z „dechami” fajna, ale nie ustaliłem czyja.

Tu widać rozmiar wersji belvederskiej.
Trzy wersje obok siebie.  
Dwie kolejne wersje na wystawie w Belvedere.

 

poniedziałek, 08 grudnia 2014


Żeby malować trzeba umieć rysować. A niektórzy poprzestają na rysowaniu a w zasadzie robią z rysunku swoją główna dziedzinę w produkcji obrazków. A jak to robił autor? Trochę pod prąd, a mianowicie zwykle malował farbami olejnymi obraz, który później był reprodukowany, jako np. okładka magazynu.

9 pań, 6 panów, 5 kapeluszy, 1 czapka, 1 chusta… średnia wieku mieszcząca się w górnej połowie średniej życia ludzkiego. Ot, obraz jak rozprzestrzeniała się plotka. Kiedyś. Bo dzisiaj plota nazywa się njus i nie przechodzi z „ust do ust” tylko raczej z ekranu na ekran.

Co tam plota, niech sobie żyje własnym życiem. Twarze są ważne, podobno to znajomi artysty. No i koncepcja, tu bardzo jasna. Trzy przekazy na rząd, pięć rzędów i zaczynamy drugie okrążenie.

No. Możemy, jak mamy dużo czasu snuć refleksje, co było tematem tego przekazu.



                                 Norman Rockwell – Plotki 1948
                             Norman Rockwell Museum, Stockbridge.

 

Autor, mocna postać w świecie ilustratorów. Największy sukces przyniosły mu okładki Saturday Evening Post, z którym związany był przez 47 lat. Jego obrazki inspirują całą sztukę amerykańską. Kto jest zainteresowany sztuką ilustrowania, odnajdzie w internecie mnóstwo prac artysty. Jest także muzeum, warto pooglądać.

 

Norman Rockwell Museum

Saturday Evening Post

 



sobota, 15 listopada 2014

Jaś nie doczekał. Maria Konopnicka

Lubię takie klimaty, toteż, co jakiś czas pojawiają się na tym blogu.
Deliberacja nad egzystencjalizmem przy butelce wina. Tak to może się skończyć.

Sztuka średniowieczna, jak już pisałem, pełna była takich klimatów, dzisiejsza może mniej, a na pewno przedstawia inaczej. Ja jednakże, lubię tak właśnie. On to czy Ona? On. O ile wzrok w ciemnościach mnie nie myli, siedzi w błazeńskiej czapce. Kpiarz znaczy się. Zaszył się z butelką wina w najdalszym kącie piwnic, pewnie jakiejś okazałej posiadłości i… nikt go nie szukał. Zakpiło z kpiarza życie. Skończyła się błazenada. W gruncie rzeczy jakbym go znalazł to bym go nie ruszał, niech sobie tak siedzi, dobrze wygląda.

Kiedyś w sztuce czaszkami i umarlakami straszono. Tu patrzę, strachu nie widzę, widzę tajemnicę i może jakąś przygodę. 

 

              
                                   Matthew Almy –
House of Mirth
                                        Własność nieustalona.

 
Autor jest z Chicago, ale studiował również we Florencji. Wydaje mi się, że to widać w jego obrazach. Jego żona, Magdalena też maluje, a na dodatek pochodzi z Polski. Ciekawi łatwo odnajdą w necie jej prace. Klimat twórczości bardzo zbliżony.

A co do powyższego obrazu to: Nie pij w samotności, bo Cię tak znajdą, kiedy będzie za późno.
Linki do dzisiejszego wpisu:
Żyj dopóki umrzesz,
oraz kilka innych sentencji.
Pocałunek śmierci
według Baldunga.

Artysta Wiertz oraz kilka refleksji.
Omnia Venitas oraz kilka cennych informacji (w komentarzu) od czytelniczki ada.libra (Ado gdzie znikłaś?) w kwestii, co możemy znaleźć na Wawelu. Polecam.    

 



środa, 05 listopada 2014

 

Chodząc po muzeach oglądamy obrazy lub inne eksponaty a one patrzą na nas. Czasy się zmieniają, a przed nimi przemyka coraz to nowy, inny tłum gapiów. Dawniej, niektórzy-nieliczni, zatrzymywali się na dłuższą chwilę by namalować ten, czy inny obraz ulubionego artysty, teraz niektórzy-większość, zatrzymują się na krótszą chwilę by uwiecznić coś aparatem.
Tym razem jesteśmy po raz kolejny w Luwrze.

Autor obrazu już gościł na blogu, proszę zajrzeć. Grande Galerie malował kilka razy, widocznie jako kustosz Luwru miał sporo wolnego czasu. To, co zwraca uwagę, to nie obrazy na ścianach, ale te maleńkie figurki w strojach z epoki. No i fakt, że nie trzeba się przeciskać przez tłum.

                Robert Hubert – La Grande Galerie, między 1801 a 1805r
                                                               Luwr, Paryż.

 
Robert Hubert żył w ciekawych czasach i tworzył ciekawe rzeczy, nie tylko obrazy. To właśnie on nadał kształt Wielkiej Galerii w Luwrze. Przeszklony sufit znacząco wpływa na komfort podziwiania obrazów, w końcu światło się liczy. Odpowiednim oświetleniem można coś wydobyć z obrazu lub coś ukryć. Mniej więcej mamy lato, (rzeczywiście autor pisał ów tekst w lecie, ale nieprzewidziane perturbacje i przeszkody techniczne niezależne od autora spowodowały, że publikacja następuje teraz – dop. redakcja) czas wakacyjnych eskapad i podziwiań. Jak już zwiedzacie muzea małe, czy duże, zwróćcie uwagę, jak prezentują swoje zbiory.
Bo fakt, że coś w zbiorach się posiada, to jedno, a fakt jak to jest prezentowane, to całkiem inna bajka.

Tu kilka linków:

Ruiny w Polsce

Ruiny za granicą

Zajrzyj do Luwru




środa, 23 lipca 2014


Na pierwszy rzut oka trochę kiczowate kolorystycznie, ale jak się przyjrzeć całkiem ciekawe. Strażnik pałacowy, bardziej w stroju galowym niż bojowym, chociaż oręża mu nie brakuje. Był taki okres, w którym modny był orientalizm i wszystko, co się z nim wiązało. Inny świat, inna kolorystyka, inna filozofia, inne doznania, w ogóle inne postrzeganie świata. Trochę z przepychem, trochę bajecznie. Bardzo malowniczo i ta malowniczość urzekła nie jednego. Autor namalował kilkanaście obrazów o tematyce orientalnej, ten wybrałem ze względu na żółć. Lubię taki żółty. No i strażnik robi wrażenie, dzisiaj ciężko o takiego. Tylko, dlaczego stoi boso a obuwie leży obok?

 

                
                                 Ludwig Deutsch –
Nubian Palace Guard 1908
                                                 Własność nieustalona.


Ludwig Deutsch, kolejny Austriak, który swój talent spełniał poza Austrią. O ile Blaas urodził się we Włoszech, Deutsch wyjechał do Paryża. Tam zafascynował się orientalizmem, który pieczołowicie i z detalami przelewał na płótno. Kolorowo, bo wschód był kolorowy. Z fotograficzną dbałością o detale, precyzyjnie. Kto lubi wschodnie klimaty może cieszyć oko. Francja jako miejsce zamieszkania też się autorowi podobała, w 1919r uzyskał obywatelstwo francuskie i podpisywał się Louis.

Wśród polskich malarzy też byli orientaliści, niektórzy jednak dostrzegli coś innego: LINK

 



piątek, 11 lipca 2014

 

Zalotnym spojrzeniem obrzuciła mnie, gdy przechodziłem obok… Tak mógłbym napisać gdybym obok przechodził i na przykład, zrobił jej zdjęcie. Ale, to nie ja przechodziłem, tylko Eugeniusz.
Uwiecznił ją pędzlem, ciekawe, tak z pamięci czy poprosił o pozowanie. W powiększeniu widać, że za tym zalotnym spojrzeniem diabeł się kryje, a usta uwydatnia szminka. Niby wyszła z miedzianym garnkiem i dzbanem, może po wodę, ale szybciej by kogoś spotkać właśnie. Zwraca uwagę brak butów, ale to chyba chwilowe, bo prawie wszystkie, które Eugeniusz spotykał i uwieczniał w są butach. Taki zabieg artystyczny.

 

                         
                             Eugene de Blaas –
The Watercarrier 1908
                                          Własność nieustalona.

Eugene de Blaas był Austriakiem, ale urodzonym, wychowanym i pracującym we Włoszech. Ojciec dostał posadę w Wenecji na Akademii Sztuk Pięknych i na dobre wyszło. Zauroczył się chyba Eugeniusz urodą wenecjanek i malował je zaspódniczone, chociaż i naga się trafiła. Portretował solo i gromadnie, panny z dobrych domów i te z mniej dobrych a nawet zakonnice. Charakterne dziewczyny, u których w większości, wyraźnie podkreślił talie osy. Ogólnie malarstwo kolorowe, pozytywne, ozdobne. A dziewczyny niebrzydkie, przyjemnie okiem rzucić na taki widok.

 

wtorek, 10 czerwca 2014


Jedni kolekcjonują obrazy, inni rzeźby. Na tym blogu rzeźb nie było. Jeszcze. Może kiedyś.

Na razie obraz z rzeźbami, kiedyś należącymi do niejakiego Charlesa Towneley’a. Swoista dokumentacja, w czasach kiedy nie znano fotografii. Kolekcja jest prawdziwa i dzisiaj w większości do zobaczenia w The British Museum. Kolekcjoner nie interesuje mnie ani krzty. Bogaty był to sobie kolekcjonował, bo kto bogatemu zabroni. Autor obrazu interesuje mnie bardziej. Ale najbardziej interesują mnie te rzeźby, które tu widać. Po kolei.

Autor. Niemiec o czeskich korzeniach. Związał się z Anglią, skąd podróżował do Włoch, Austrii, Indii. Podobno w czasie powrotu z Indii, statek rozbił się na Andamanach a ocaleni rozbitkowie organizowali loterię, w której przegrany robił za posiłek. Smacznego.
Przy sztaludze zajmował się portretami rodzinnymi, i scenkami rodzajowymi.

Johann Zoffany – Charles Towneley w jego galerii rzeźby 1782
Art Gallery and Museum, Burnley.

Rzeźby. W British Museum można zobaczyć większość z namalowanych tutaj rzeźb. Jest Sfinks z Lanuvium. Jest popiersie Clyti, są tacy którzy twierdzą, że to falsyfikat z XVIII w.
Jest Dyskobol oraz marmurowa waza z ok. II w. Można podziwiać Townley Wenus, oraz rzeźbę Satyr i Nimfa, o ile gdzieś nie wyjechała na gościnne występy bo w rozjazdach non stop.
Jest jeszcze kilka innych rzeźb oraz płaskorzeźb z tego obrazu. W British Museum nie ma tylko tego obrazu, ten wisi w Towneley Hall w miejscowości Burnley gdzie znajduje się Art Gallery & Museum Burnley. 
Kto był, kto widział?

Kilka linków do tego co powyżej, które się nie zmieściły w tekście:
Afrodyta
Gra w kości
Odys
płaskorzeźba

Podrasowana wersja kolorystyczna
– chyba jednak nieprawdziwa bo:
tak wyglada na zdjęciu w necie.
 

 

Lokowanie produktu:
Czytasz ?! Kometujesz ?! A czy link do tego bloga jest już u Ciebie ?!
Zalinkuj bloga, poinformuj redakcję mailem lub w komentarzach ;) Redakcja nie jest w stanie wszystkiego wyłapać osobiście. Poinformowana na pewno się odwdzięczy. Zapraszam do czytania i komentowania. Przepraszam za niedogodności i życzę miłego dnia
. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
blogi