Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?

Malarstwo polskie

środa, 04 maja 2016

Nie jest to, ten dział malarstwa, który darze jakąś szczególna sympatią delikatnie mówiąc. Kubizm, ekspresjonizm, abstrakcjonizm.
Kubizm, geometria, ciosana kantami linia rysunku.
Ekspresjonizm, ta emocjonalność i bagaż ideologii do kilku barwnych plam.
Abstrakcjonizm, nierzeczywistość, i brak tematu.
Kolor do koloru, plama do plamy, kształt do kształtu. Także, tutaj, od czasu do czasu, znajduje coś, koło czego nie przechodzę obojętnie.

Zaglądamy do Lwowskiej Galerii Sztuki, gdzie są bogate zbiory sztuki polskiej. Niestety strona internetowa jakby z poprzedniej epoki. Kobieta, dziecko i zwierzątko w miłym górzystym terenie. Sen. Ale czy jest to prawdziwy sen, czy tylko relaks z zamkniętymi oczyma. Chwila, którą trzeba poświęcić, by malarzowi zapozować.



Władysław Lam – Sen, ok. 1923
Lwowska Galeria Sztuki. Lwów.


Władysław Lam, oprócz tego, że malował, był wykładowcą i napisał kilka książek o malarstwie. Po wojnie osiedlił się w Gdańsku, cześć jego sztuki pozostała poza granicami Polski. Natomiast w wykazie strat wojennych znajdują się dwa niezweryfikowane obrazy Władysława Lama. Może kiedyś się odnajdą.
Niestety resztą swoich dzieł malarskich autor Snu mnie nie zachwycił. Ale czy koniecznie należy zachwycać się każda sztuką.



sobota, 17 stycznia 2015


Ekspresja, ruch, dynamika, chyżość, animusz, werwa, wigor, szwung..

Nie jest to wszystko proste do wyrażenia pędzlem. A tu proszę, niczym stopklatka z filmu, jeden kadr. O ile ludzkie oko potrafi taki ruch wychwycić, to zapamiętać wszystkie jego szczegóły nie jest prosto, tym bardziej ustawić np. konia w takiej pozie.

Józef Brandt był jednakże, w pewnym okresie swej twórczości, mocno zaangażowany w przekazanie pędzlem takiego ruchu właśnie. I proszę jak pięknie się udało. Dramatyzm sytuacji, zapierający dech w piersiach. Czy Pan w białej sukmanie przeżył?

                            Józef Brandt – Konie poniosły 1885
                                      Własność prywatna.


Bardzo lubię twórczość Józefa Brandta, a ten obraz szczególnie. Nie ma tu kozaków, lisowczyków, walki. Są konie, ale po cywilnemu rzekłbym, jest anegdota, i precyzja w detalu a wszystko ujęte bardzo malowniczo. Józef Brandt tak dobrze malował konie, dlatego, ponieważ będąc w Paryżu postarał się o pozwolenie na rysunkowe i malarskie ćwiczenia w stadninie koni, należącej do żandarmerii, a wiadomo praktyka czyni mistrza.

 W pierwszym poście z Brandtem zamieściłem dwa z poszukiwanych obrazów, czas leci, poszukiwania trwają, kilka ważnych obrazów odnaleziono i odzyskano, w tym jeden Brandta. W 2012r wrócił do kraju obraz „Czaty” skradziony z Zachęty. A te poniżej nadal są poszukiwane:


             


     

Linki do tekstu:
Józef Brandt z Warszawy
Lisowczycy
Obraz "Czaty"

 



wtorek, 06 stycznia 2015

W przed dzień wesela, huculska kapela ćwiczy muzykę skoczną.
Dźwięki porwały do tańca pary, przed chałupą robi się tłoczno.
Trzaskają obcasy, wirują kiecki, kręci się kołomyjka.
Gdy gra muzyka i na wsi wesoło, dzieje się komedyjka.

 

Ekspresyjne, żywiołowe, radosne. Jeden z obrazów o tematyce ludowej Teodora Axentowicza. Dynamiczne pociągnięcia pędzla na płótnie, widać, że obraz był malowany od serca.
Nie jestem pewien czy „słychać” muzykę z obrazu, ale na pewno jakieś dźwięki przebijają się do uszu.


                                                 Teodor Axentowicz – Kołomyjka 1895
                                                     Muzeum Narodowe w Warszawie

Axentowicz pozostaje malarzem słabo „zbadanym”.  Był uznanym portrecistą w Europie. Wiele poróżował, znał biegle francuski, niemiecki, angielski, bywał na salonach. Ożenił się z Iza Giełgud i miał 8 dzieci. Bardzo dużo malował, w końcu z czegoś musiał utrzymać rodzinę. Dużą wystawę prac artysty (80 obrazów) niedawno można było podziwiać w Sopocie, niestety nie widziałem, tylko tyle, co w necie dane było znaleźć.

Córka Jadzia, na tym blogu już była.



piątek, 16 maja 2014


Bez Paryża Polakom
Wyżyć ani, ani:
Bezeń byśmy jak dzicy
Żyli w Oceani

                  Jan Lemański.

Kawałek Paryża nocą. Dokładnie ulica 4 Września, około godziny pierwszej w nocy. Dorożka ze śpiącym fiakrem, koń sam zna drogę do domu. Trafi. Miasto ginie w blasku ulicznych latarń. Ulica prawie pusta, kilku przechodniów. Kapitalnie uchwycony klimat.

Są miasta, które żyją przez 24 godziny na dobę, są takie gdzie się nie wychodzi z domu po pewnej godzinie. Czasami nocne wędrówki mają urok, czasami to może być walka o przetrwanie. Dla autora to nocne malowanie to była walka o przetrwanie, chociaż z innych powodów.

 
                     Ludwik de Laveaux – Ulica paryska nocą 1892/93
                                      Muzeum Sztuki, Łódź.


Ludwik de Laveaux „umarł z głodu, chłodu i goryczy – a głównym powodem nieszczęścia było uporczywe wstrzymywanie przez plenipotenta rodziny, spłaty pieniędzy należnych artyście ze spadku po matce. Działo się to w skutek zatrważająco konsekwentnej, bezwzględnej decyzji ojca – o motywach trudnych do ustalenia” Marek Sołtysik „Piękni szaleńcy czyli sztuka skandalem podszyta”

Gdy umierał, malarz miał 25 lat. Na blogu już raz gościł, proszę kliknąć poniżej.

Ponieważ w wirtualnej przestrzeni istnieją dwie wersje kolorystyczne obrazu a muzeum w Łodzi, mimo, że trafiło do projekt art coś tam, jakoś słabo chwali się posiadanym dobrem, znów mam dylemat. Prezentuje wersję, która bardziej przypadła mi do gustu, chociaż może się okazać, że ta w poniższym linku jest jednak bliższa prawdzie. Może pomoże ktoś z Łodzi?

Linki uzupełniające do powyższego wpisu:

Inna wersja kolorystyczna

Marek Sołtysik - Piękni szaleńcy

L. de Laveaux, pierwsza notka na blogu.

Muzeum Sztuki w Łodzi

 

środa, 07 maja 2014


Rysunek – kompozycja linii wykonana na płaszczyźnie, polegająca na nanoszeniu na powierzchnię walorów wizualnych przy użyciu odpowiednich narzędzi. Także dział sztuk plastycznych. Wikipedia.

Rysunek – kontur, kształt, obrys, szkic, zarys, diagram, wykres, grafika, rycina. Słownik synonimów.

Rysunek - to bardzo prosta sprawa, to jest nie tylko malarstwa, podstawa. Redakcja.

Cokolwiek by to nie było, umieć rysować jest miło (też autor). Poniżej rysunek malarza Jana Matejki, wybór miałem trudny, ale spośród wielu wybrałem ten, ze względu na treść. Tak, facet od malowanej historii przedstawił teraźniejszość. Jego teraźniejszość, nie naszą. Dla nas to właśnie historia. Matejko urodził się w 1838, to jest 3 lata po rozpoczęciu budowy pierwszej linii kolejowej na ziemiach polskich, jak to i dzisiaj bywa budowa się ślimaczyła a rozwój kolejnictwa przypadł na dorosłe życie artysty.

W roku 1885, gdy powstał rysunek Mark Twain opublikował Przygody Hucka Finna a Bolesław Prus zaczyna publikować w odcinkach Placówkę. W kolejnictwie natomiast Orient Express kursował od dwóch lat z Paryża do Stambułu. Od roku 1885 przy budowie dróg zaczęto stosować kostkę ze skał wulkanicznych (granit, bazalt, porfir) spajaną cementem. Ot, taki mini zarys wyglądu świata ówczesnego.

Świat wyraźnie przyspieszył, skojarzenia z pędzącą strzałą jak najbardziej na miejscu. Tym bardziej, że wykorzystywane do dziś. Po torach mkną czerwona i zielona strzała (Włochy), niedawno jeszcze pędziła po Sztokholmie srebrna, a po Słowacji, słowacka, obie dziś w muzeum. Ale pewnie są inne, znacie jakieś?

 

           
    Jan Matejko –
Szkic do cyklu Dzieje Cywilizacji Ludzkości -  Wynalazek kolei żelaznej 1885
                            Muzeum Narodowe, Dom Jana Matejki, Kraków.

 

A któż to, na platformie się ściska? Może to muza i sam artysta!?

Skąd ten pomysł i co artysta miał na myśli, nie wiem, mnie nic do głowy nie przychodzi. Nagość pociągowego i tych na platformie wskazuje, że coś alegorycznie muszą reprezentować.

A co do rysunków Jana Matejki, to nie była to, jego koronna konkurencja. Rysunki traktował raczej użytkowo niż artystycznie, większość ma charakter studium z natury, bądź szkiców, bardziej lub mniej dokładnych. Są też takie, które powstały być może dla małolatów, kręcących się wokół i wcale nie miały być zabytkowymi dziełami (rys.: Jan Matejko i Stanisław Giebułtowski podczas wycieczki do Starego Wiśnicza, Izio wożący siano po parku Krzesławickim) Jest też kilka karykatur, wszystkie warte obejrzenia.

Ach te szkice do Bitwy!! Ileż podobnych powstało w polskich szkołach na nudnych lekcjach i przepadło bezpowrotnie.

Jeśli już jesteśmy na tym malarskim blogu z rysunkami, to mam pytanie: Państwo coś rysują? Idzie jakoś czy w ogóle? Proszę się chwalić.

 

środa, 29 czerwca 2011

Rzućmy okiem na malarstwo polskie, dawno nic nie było. To może jakaś scena, nazwijmy ją „przygodowa”. Lisowczycy w trakcie postoju. Tak wyglądał oddział siedemnastowiecznych komandosów. Chociaż nie jestem do końca przekonany, że tych zabijaków można tak porównać. Lisowczycy to raczej armagedon w barwnym opakowaniu. W tej scenie akurat mają przerwę w rabowaniu, paleniu i mordowaniu. Konstrukcja zatrudnienia takich co to się niczego nie boją, jako specjalny oddział żołnierzy, w zamian za łupy zamiast żołdu wpłynęła znacząco na sposób działania a potem reputację. Poznała ich cała Europa niemalże, walczyli m.in.: daleko w Rosji, bili się z Turkami pod Chocimiem, ze Szwedami w Prusach, na służbie cesarza Ferdynanda II we Francji a na zakończenie swej epopei spalili Radomsko. Około 2 tys. Zabijaków i 15 lat na wojennym rynku wystarczyło, żeby zła sława odbijała się echem, aż do czasów Napoleona.

Z naszego punktu widzenia świetny temat na barwne kino, niestety jakoś nie potrafimy niczego wypromować, zachwycamy się głupotami o latającym nietoperzu na sterydach albo kolorowanymi przygodami pirata Sparrowa. Dziwne, bo malarstwo z taką anegdotą na płótnie miało duże wzięcie już za życia malarza i teraz notuje wysokie ceny. Sienkiewiczowska twórczość też odżywa, chociaż nie podbija, jak sława Lisowczyków, Europy, o świecie nie wspominając.

Ciekawe, o czym rozmawia tych czterech? Jeden, relację składa, trzech pilnie słucha, pewnie za chwilę będzie zawierucha.



                                    Józef Brandt – Lisowczycy przed gospodą 1870
                                                         Własność prywatna.

 
Józef Brandt pochodził z rodziny lekarzy, dziadek był profesorem anatomii na Uniwersytecie Warszawskim, ojciec naczelnym lekarzem Ordynacji Zamoyskich, dlatego też Józef urodził się w Szczebrzeszynie. Początkowo miał zostać inżynierem i budować drogi i mosty, ale po roku porzucił pomysł by zwrócić się ku sztuce i to był bardzo dobry zwrot.
Malarz trafił pod opiekę Juliusza Kossaka, pierwsza wystawa w Zachęcie  w 1861r, a w 1870 miał już swoja pracownię w Monachium bardzo ciekawie urządzoną. We wnętrzu był rozstawiony na stałe wielki namiot wezyra a na ścianach cała menażeria uzbrojenia wojskowego z epoki. A potem to już samo pasmo sukcesów...

Ciekawe czy Trylogia Sienkiewicza podobała się Brandtowi tak jak obrazy Brandta pisarzowi.
To drugi obraz tego malarza, pierwszy jest tutaj.


Wieszamy – Salon czwarty

Prenumerata bloga.

* Zalinkowałaś/ eś tego bloga?! Nie znajdujesz w szpalacie bocznej linka do siebie? Poinformuj redakcję mailem lub w komentarzach. Redakcja nie jest w stanie wszystkiego wyłapać osobiście. Przepraszam za niedogodności i życzę miłego dnia. 

 

czwartek, 24 marca 2011

Wiosnę czuć w powietrzu, choć poranki mroźne.
Mgła, zawiesina wodna, równie malownicza, co denerwująca, nie dosyć, że przesłania widok to jeszcze oplata wilgocią. Często pokazuje się w horrorach czy innych filmach grozy. Czy mgłę można jednak polubić? I, za co ewentualnie?

Prosta kompozycja obrazu, w pierwszym planie pozimowe trawy, niewielki strumyk i kilka drzew a w drugim mgła. Zajęła w stu procentach drugi plan, wprawdzie coś tam się jeszcze przebija w zarysie, ale może być tylko mgielnym złudzeniem. Proste w ujęciu, dobrze to wszystko wygląda, moją uwagę przyciągnęło.

           
                Stanisław Witkiewicz – Mgła wiosenna 1893
                          Muzeum Narodowe w Krakowie


Autor, ojciec Witkacego był pisarzem, architektem, malarzem, krytykiem, po prostu miał talent do sztuki. Jako 12-latek był kurierem w powstaniu styczniowym. Stanowił jedną z pierwszych agencji reklamowych Zakopanego. Stworzył styl zakopiański, zaprojektował m.in. Kaplicę w Jaszczurówce. Wszystko to może się podobać, albo nie, jednakże nie sposób odmówić Stanisławowi Witkiewiczowi ogromnego talentu. Ogrom jest na prawdę duży, kto go nie zna (ogromu artysty, nie samego artysty) znajdzie w internecie sporo do poczytania, warto.

Dzisiejsza notka dosyć krótka, może następna będzie niosła więcej treści. A kiedy się pojawi? Któż to wie, gdy opadnie mgła pewnie się wyłoni niespodziewanie zaskakując także autora.

Mgła już raz się pojawiła na tym blogu, wraz z łosiem, ale jakże inaczej się prezentowała, o tu.

Wieszamy – biblioteka prywatna

Prenumerata bloga.

środa, 29 grudnia 2010

Bramy domów miejskich niekiedy są bardzo ciekawe, szczególnie te stare, zdobione. Tworzą klimat, którego nie mają blokowe wejścia. Stare bramy odchodzą, niektórym uda się załapać na ochronę konserwatora inne przetrwają tylko na fotografiach albo jak ta, na płótnie malarza.

Skrupulatnie wyrysowane detale na tym niewielkim obrazie (64 x 48 cm) autor łączy z malarstwem kolorystycznym, to musiało pochłonąć ogrom pracy.


                     
                    Aleksander Gierymski –
Brama na Starym Mieście 1883
                                               Muzeum Sztuki w Łodzi

Aleksander Gierymski, starszy z braci Gierymskich to bardzo ciekawa osobowość. Świadom swojej wartości dążył, aby być „moderny” i często podróżował do Rzymu, Monachium, Paryża gdzie chciał błyszczeć swoją sztuką, i często powracał do kraju, by malować Polskę, skąd znów go ciągnęło do nowych prądów w świat. Był nieco cyniczny i szyderczy, nawet w obcowaniu z przychylnymi mu jak Witkiewicz. Sam często w nieciekawej sytuacji materialnej, zawsze starał się pomagać młodszej siostrze Kloci.

Rozterki, które nim targały, te wyjazdy i powroty, widać w jego malarstwie, można wyróżnić kilka jego okresów. Okresy te różnią się ze względu na tematykę obrazów jak i ich styl. Warto sobie pooglądać i porównać.
Powyższa brama jest z okresu „warszawskiego”, wtedy powstały Trąbki oraz ostatnio odnaleziona Żydówka z pomarańczami. Oprócz Żydówki z pomarańczami, w 2004 wypłynął Chłopiec niosący snop – uznany za zaginiony znajdował się w rękach prywatnych a wystawiony na aukcje ostatecznie stał się własnością Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Kilka innych obrazów jest nadal poszukiwanych, należy się rozglądać i jak Państwo gdzieś dostrzegą, proszę dać znać.

   
     


Wieszamy – salon pierwszy.

Prenumerata bloga.


piątek, 19 listopada 2010

Polska jak żaden kraj w świecie kiedyś szlachtą stała, a szlachta w pałacach mieszkała. Wydawać by się mogło, że co, jak co, ale szlacheckich dworków i pałaców powinno być wzdłuż i w szerz, co niemiara.
Niestety historyczne dzieje przetoczyły się przez szlacheckie obejścia i nie zważając na nic, pozostawiały po sobie ruiny i zgliszcza. To, co przetrwało objęli troską proletariusze, co to łączyli siły by wymazać z krajobrazu pozostałości.


Tu i ówdzie jednak udało się szlacheckim dworkom przetrwać, a niektóre nawet podniosły się z ruiny.

Jedno z takich miejsc, które przetrwało znajduje się w Sieniawie



                                    Juliusz Kossak –
Pałac Czartoryskich w Sieniawie 1873
                                                        Zbiory Czartoryskich, Kraków

Powszechnie utarło się, że jak się ktoś nazywa Kossak to maluje konie i tylko konie, co jest niesprawiedliwe, przecież na ich obrazach są także ludzie i psy, lasy i równiny, gra świateł i detale. Nooo samo się to nie namalowało.

Co do Kossaków to linia najważniejszych brzmi J-W-J. Juliusz protoplasta, Wojciech od panoram, Jerzy od falsyfikatów. Ponadto reszta linii męskiej, jeśli malowała była mniej utalentowana a linia żeńska zajmowała się pisaniem poezji i prozy. Państwo sobie to sami znajdą i poczytają jak kogoś interesuje. O Kossakach literatury sporo. 

A jeśli spojrzeć na obraz to wprawdzie konia nie widać, ale za to jakież urocze osiołki się prezentują. Czy jakaś stadnina w Polsce hoduje jeszcze osły?

Wieszamy – pokój z bujanym fotelem.

Prenumerata bloga.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Wprowadzenie do atelier nagich modelek na krakowskiej akademii nie jest jedynym wkładem Leona Wyczółkowskiego w malarstwo. Jak większość malarzy tego okresu zafascynowały go Tatry. Jako kolekcjoner i koneser sztuki japońskiej znalazł swój sposób na przedstawienie ogromu gór w małym formacie.

Jak przedstawia się ogrom na małym formacie ?
Daje się tylko fragment, bo całość zmniejszyłaby ogrom – taką zasadę sformułował i wykonywał ją po mistrzowsku. 


                

              Leon Wyczółkowski  – Mnich nad Morskim Okiem 1904                                                                               Muzeum Narodowe w Krakowie.

Będąc w Tatrach studiował pejzaż górski o każdej porze dniaczerpiąc inspiracje ze sztuki japońskiej. Swoimi pejzażami zyskał uznanie publiczności i krytyków.Twórczość malarza można zobaczyć w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy. W soboty wstęp gratis.

Pewien dyrektor banku siedząc z Wyczółkowskim w kawiarni, przy jednym stoliku, sumitował się bardzo przed mistrzem, że nie był na wystawie jego prac.- Niech się pan nie tłumaczy – odpowiedział Wyczółkowski. – Ja w pańskim banku też jeszcze nigdy nie byłem...

Wieszamy – Pokój górski. Obok Morskiego Oka wg A. Mroczkowskiego

 
1 , 2 , 3 , 4
blogi