Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
Kategorie: Wszystkie | Malarstwo polskie | Malarstwo zagraniczne | Obrazy z obrazami | Van Clomp i okolice
RSS

Van Clomp i okolice

niedziela, 17 stycznia 2010

W zasadzie powinienem nic nie napisać bo i po co, wszystko widać. Panie i Panowie przedstawiam: marokańska Zocha, co ją słońce kocha. No nie całkiem dokładnie bo arabskie imię Zohra a właściwie Zahrah (زهره)  to po naszemu kwiat ale możemy przyjąć swojsko, że to Zocha.
Za oknem śniegi i mrozy a my nacieszmy oczy słońcem Afryki.

Dzisiejsze Zośki w Maroku także noszę się niebanalnie i kolorowo jednakże są jakby-cokolwiek mniej otwarte na tendencje światowe, w szczególności panoszącą się tu i ówdzie teorię globalnego ocieplenia.


                  

                                  Adam Styka – Zohra – tancerka z Maroko
                                                 
Własność prywatna.


Adam Styka, syn Jana, młodszy brat Tadeusza, wszyscy malowali, każdy trochę inaczej. Adam Styka za służbę w Armii Francuskiej podczas I Wojny Światowej uzyskał francuskie obywatelstwo i został odznaczony Krzyżem Zasługi.

Podobnych obrazów o tematyce orientalnej, skąpanych w słońcu marokanek i arabów, namalował kilka. Po wyjeździe do ameryki malował także sceny z Dzikiego Zachodu, tematyka orientalna jest jednak bardziej wpadająca w oko i cieszy się większą popularnością wśród widzów.

Nie wiem co tańczyły tancerki Adamowi Styce, ale pewnie nie wyglądało to tak. Poza dorodną tancerką warto zwrócić uwagę na srebrną i złota biżuterię, zapewne dodającą uroku i blasku.

Wieszamy – sypialnia.   

wtorek, 22 grudnia 2009

Klasyka zawsze jest piękna. Style i różne prądy się zmieniają, jedne teorie wypychają inne teorie a klasyk trwa jak porządny fundament. Artyści różnie widzieli kobietę i różnie ją przedstawiali. Lubię tą klasyczna elegancje. Nie nachalny negliż podkreślający rysy twarzy i te duże oczy. Ciekawe czy malarz wzorował się na osobie z krwi i kości czy antycznych pomnikach różnych Venus i podobnych.


                         
                               Carlo Maria Mariani – Głowa w chmurach 2004
                                 Hackett - Freedman Gallery, San Francisco
*

Carlo Maria Mariani włoski malarz od pewnego czasu tworzący w Nowym Jorku jest twórcą tej eleganckiej Pani. Fachowcy określają twórczość malarza jako konceptualizm ale etykiety zostawmy, bo żadna etykieta nie wpłynie na fakt czy na obraz patrzy się z przyjemnością czy obojętnością.
A głowa w chmurach ? No cóż, obraz powinien mieć tytuł i ta głowa mu go daje, ponadto jak się patrzy na chmury często ich kształty układają się w różne twarze i głowy. Całkiem nie przeszkadzający i nie rozpraszający uwagi detal z drugiego planu. Może właśnie z takiej chmury malarz malował ten obraz. Podobne a nawet te same twarze można pooglądać na stronie autora. Jedne prace mogą się podobać bardzie inne mniej.
A patrząc na obraz powyżej zastanawiam się – ile ona może mieć lat ?

Wieszamy – Salon czwarty.   

* Galeria 01 maja 2009r., zaprzestała publicznej działalności. Jej strona internetowa nadal nie działa. 

środa, 18 listopada 2009

Średniowieczna sztuka przepełniona jest śmiercią w różnych postaciach i okolicznościach, ale nie ma co się dziwić. Ospa, dżuma, trąd i inne paskudztwa przetrzebiały państwa europejskie w tym okresie wzdłuż i wszerz. Dzisiejsza grypa (a wcześniej aids, sars, wściekłe krowy, owce, ptasia grypa...) to tylko czarna panikarska propaganda wobec wydarzeń wieków minionych, ileż to razy straszono zagładą ludzkości.
Sztuka na strachy jest odporna a często sama straszy ale wdzięcznie. Pocałunek śmierci. Tym razem śmierć bez tradycyjnego narzędzia kosy, nie zakapturzona, za to jakaś taka wyleniała na głowie. Jak całuje lepiej się nie dowiadywać.


                            
                       Hans Grien Baldung – Śmierć i dziewczyna 1518-1520
                                              
Kunstmuseum, Bazylea

Śmierć jak i kobieta są autorstwa niemieckiego malarza Hansa Baldunga. Był uczniem A. Durera i pozostawał pod jego wpływem, podobno interesował się czarownicami, które rysował w erotycznych pozach, lubił malować takie klimaty. W sumie niezłe znalazł alibi, żadna cenzura nie mogła się doczepić, malował ku przestrodze, wiadomo ! A oczywistą oczywistością jest, że czarownice, orgie z diabłami urządzają. Żeby nie było, malował także obrazy ołtarzowe np. do katedry we Fryburgu. Jedno z jego najważniejszych dzieł, które można podziwiać w katedrze do dzisiaj.
Po wystąpieniu M. Lutra popierał reformację.

Śmierć tutaj już się przewijała i pewnie zagości jeszcze nie raz. Podobna kompozycja postaci także już była, chociaż w nieco lepszych klimatach utrzymana.

Wieszamy – Korytarz. Tuż przy wejściu do lochów.   

sobota, 17 października 2009

W krótkim cyklu Van Clomp i okolice  były już panie leżące, siedzące i stojące. Były, często prezentujące swe wdzięki na płótnach malarzy Batszeba i Wenus ( ta już trzy razy) oraz te rzadziej, Dirce, Kraka, Flora a także kilka bezimiennych. Tym razem będzie Kleopatra, również często goszcząca na płótnach i nie tylko, ale to w końcu ona była ostatnim faraonem Egiptu.


                                                Guido Cagnacci – Martwa Kleopatra 1660
                                                         
Pinacoteca di Brera, Mediolan.

Po czym poznajemy, że to Kleopatra a nie inna ? To proste, po wężu (tutaj na oparciu pod prawa ręką) bo przecież nie po biuście. Musimy sobie zdać sprawę również, że patrząc na tak uwiecznioną, patrzymy na martwą Kleopatrę czyli zwłoki. Chociaż dokładnie patrząc na ten akt nie byłbym pewien, niedomknięte oczy i rozchylone usta sprawiają wrażenie, że jeszcze żyje.

Guido Cagnacci podobnych półaktów namalował kilka.
Podobno był dziwakiem o wątpliwej moralności, w 1628 próbował uciec z Rimini z bogata wdową, nie udało się zastał za to wygnany. W Wenecji żył z moda kobietą pod przybranym nazwiskiem, musiał mieć coś do ukrycia.
Wracając do Kleopatry, czy taki stołek mógł być w użyciu za jej czasów, to raz i dwa czy nie macie wrażenia, że siedzi w dżinsach ? Mało egipska urodę pomińmy w końcu nie chodziło o portret.

Malarz trochę niedoceniany, jakby w cieniu wielkich. Jego kobiety bez względu kim są na obrazie, są zmysłowe i seksowne jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli. W ubiegłym roku autor miał we Włoszech duża wystawę, którą można podejrzeć na you tube.

Wieszamy – Salon trzeci.  

niedziela, 30 sierpnia 2009

Lato to dobry czas o uprawiania sportu na tzw. świeżym powietrzu. Niedawno zakończyły się lekkoatletyczne mistrzostwa, bardzo udane dla naszej ekipy. Panie zagrały główne role, a narodowy zryw huraoptymizmu pchnął niektórych do dzielenia skóry na przysłowiowym miśku i przedstawiania wyssanych z palca prognoz o potędze jaką się staniemy na olimpiadzie w Londynie, w dodatku za trzy lata. Jedni prognozowali przyszłość inni skonsumowali całe złoto od razu na śniadanie.

Sukces ma wielu ojców, a każdy jeden głodny i w dodatku pazerny. Na tej samej imprezie (mówię o mistrzostwach) odnotowano też kilka porażek ale nie odbyły się z tego tytułu ani obiad, ani kolacja, ani nawet skromny podwieczorek. I co to wszystko ma wspólnego ze sztuką ? Nic. Po prostu taka ... wolna refleksja.
No chyba, że te sukcesy jakiegoś artystę natchną i popełni swoje wiekopomne dzieło. Artyści też bywają kibicami.


                           
                                                       NN. autor nieznany – bez tytułu 1901
                                                   
Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie

Kim był i co mogło pchnąć artystę tego dzieła do jego namalowania ? Obraz powstał w roku 1901, takie Trzy Gracje sportu... szkoda że bezimienne. Sportowe sylwetki, dwie z nich rzucają, jedna talerzem, druga kijem (chociaż są tacy co twierdzą że to jachty, sport ekstremalny) trzecia jest tajemnicą. Trening to raczej niż zawody. Stadionu żadnego nie widać, może poza kadrem, widać las ale to i tak dobrze, że akcja nie dzieje się pod mostem.

Wszystkie wpatrzone gdzieś poza kadr, tam musi się cos dziać, może czwarta udziela się w swojej kolejce. Patrząc na obraz nachodzi mnie myśl, ciekawe jakie mają wyniki...
Ten i kilka innych obrazów o tematyce sportowej można oglądać w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.

Wieszamy – pokój z bujanym fotelem

środa, 01 lipca 2009

Ładnie namalowana kobieta w przyjemnych okolicznościach przyrody zawsze jest ozdobą. Holender mieszkający w Anglii jest autorem tej ładnej dla oka kompozycji, Lawrence Alma-Tadema – prawda, że nazwisko w sam raz dla artysty.
Rzymskie tepidarium, taki ogrzewany pokój do odpoczynku, tyle że z basenem, dziś do znalezienia w salonach spa.


                                             Lawrence Alma-Tadema – Tepidarium 1881
                                                     
Lady Lever Art Gallery, Wirral

Jeszcze chwila i Pani upuści pióro trzymane w ręce, kto chce zobaczyć skrywana tajemnice musi jednak chwile poczekać. Pióro piórem, ciekawszy przedmiot ma w drugiej ręce, to strigil, taki drapak do zdrapywania z ciała nieczystości, oliwy... no powiedzmy, bo jego wyraźnie falliczny kształt także cos nam sugeruje.
Autor lubował się w malowaniu scen z epoki antycznej, w których to scenach główne role grają kobiety. Do tego stopnia uwielbiał antyk, że swój dom w Londynie urządzał by jak najbardziej przypominał pompejańskie wille. Malarstwo atrakcyjne dla oka i bardzo dekoracyjne. Pewnie jeszcze kiedyś tu zawita.

Z ciekawostek należy wspomnieć, że córka malarza – Laurence - pod wpływem Ignacego Paderewskiego nauczyła się języka polskiego i była mocno zaangażowana w sprawy polskie w okresie I wojny światowej.

Inna ciekawostka, kilka lat temu Jan Nowak Jeziorański kupił portret Ignacego Paderewskiego autorstwa Lawrenc’a Almy-Tademy, który okazał się pomalowaną fotografią, pikanterii sprawie dodaje fakt, że autentyczność potwierdził marszand Zbigniew Legutko - właściciel nowojorskiej Lipert Gallery, który wsławił się jako współtwórca kolekcji Fibaka.

Widać obrazy autora są nie tylko atrakcyjne dla oka ale i dla fałszerzy.

Wieszamy – Salon drugi. 

 

poniedziałek, 11 maja 2009

W roku 1597 kiedy założono Ostrowiec Świętokrzyski, ukazało się pierwsze wydanie Kazań sejmowych Piotra Skargi oraz miało miejsce kilka innych ciekawych wydarzeń, niderlandzki malarz, Bartholomeus Spranger namalował obraz Venus i Adonis.

Postać Venus jest powszechnie znana chyba wszystkim, z Adonisem jest trochę gorzej, a nie powinno być !
Oprócz bardzo ciekawej pozy Venus, zwracają uwagę, tak zwane okoliczności przyrody, w których rozgrywa się scena. Pomińmy alegoryczne znaczenia tych dodatków dekoracyjnych, odnotujemy tylko ważkę na dłoni – bo to chyba ważka jest, w każdym razie coś co ma skrzydła – robi tu za ciekawą biżuterię, odnotujmy też psa o jakże sympatycznym wyrazie pyska. Ja znów zapytam, a jaka to rasa ?

                                      

                                        Bartholomaus Spranger – Venus i Adonis 1597
                                           
 Kunsthistorisches Museum w Wiedniu


Natomiast Adonis, piękniś, faworyt Afrodyty i Persefony, baby o niego strasznie rywalizowały, a jak się kobiety o chłopa biją to on sam na tym najgorzej wychodzi.
Tu też tak było, bo zginął podstępnie dzikiem zaszczuty, ale moce bogów w mitologii greckiej wielkie. Uwaga chłopy !! Adonis ożywiony przez Zeusa 1/3 roku spędzał z Afrodyta, 1/3 z Persefoną a 1/3 z kim chce !!! Niech mi nikt nie mówi, że nie ma czego zazdrościć.
Szczegóły Państwo sobie znajda sami i poczytają.

Wracamy do malarstwa. Podoba się Państwu Venus ? Bo musze przyznać ze widziałem piękniejsze, Adonis też jakiś taki… Za to pozę Venus przyjęła niczego sobie. I to jest siła tego obrazu.
Z drugiej strony, wyobrażacie sobie modelkę, która musi pozować w bezruchu !! Ręka do góry, biodro w bok, nogę w kolanie zgiąć … i trwać.

Pan Spranger specjalizował się w malowaniu takich wygibasów, może dlatego był nadwornym malarzem cesarzy Maksymiliana II i Rudolfa II a wcześniej malował w Rzymie dla papieża i nie tylko. Ładnie malował, po pozach obrazy jego poznacie.

Wieszamy – Salon trzeci.

sobota, 21 marca 2009


Portrety zwykle odwzorowują wizerunek, są też takie co odwzorowują duszę. Najlepsze odwzorowują wizerunek i dusze jednocześnie. W tym ich siła.
Portrety malowali prawie wszyscy malarze, często ratowały marne dochody i pozwalały przeżyć. Dzisiaj zgrabny portret „rzymianki” dzieło Michele Tosiniego, włoskiego malarza z Florencji.


                            
                                                    Michele Tosini – Venus Victrix
                                                  
Muzeum Narodowe w Krakowie

Zdrowy rumieniec, misterna fryzura, elegancki strój (niby ubrana po szyję ale nie końca) i przede wszystkim rozbieżnie zezujące cycuszki, tak to one rozpraszają portretową nudę.
Lewy, jakby zsynchronizowany z okiem. Niczym magnez ciągnie w stronę widza. Ba, on właśnie sprawia, że widz „przyciągnie się” do obrazu. Zabawnie to wygląda ale może się podobać.

I pomyśleć tylko, że Pani tak zezuje już prawie 500 lat i nadal zachwyca elegancją stroju i spojrzenia.
Kto chce pozezować z Panią na żywo musi się udać do Krakowa i poszukać obrazu w salach Muzeum Narodowego.  
Nie jest to jedyna zezująca Tosiniego, inna zezująca znajduje się we Florencji, jednak krakowska jest ładniejsza.


Wieszamy – Salon drugi.

środa, 04 marca 2009

***

Chryzantema ma w Polsce zapisaną całkiem ładną kartę, nie tylko jako kwiat ozdobny masowo wykorzystywany pierwszego listopada…
Panie proszą Panów. Maestro… chryzantemy w kryształowym wazonie dla wszystkich !!

***

Przeglądając różne galerie, stare i współczesne, zastanawiałem się co powinno tu zaistnieć. To nowoczesne paćkanie z koniecznie dorobioną filozofią, bo tak samo bez filozofii to bardziej na bohomazajstwo pozuje, nie wywołuje jakichś większych emocji, jeśli w ogóle. (Przynajmniej u mnie, bo u innych to różnie). Czasami jednak trafia się artysta, który nie musi tłumaczyć co przedstawia jego sztuka i w której kategorii izmów się mieści, podpierając się przy tym stosem wycinków z tzw. prasy fachowej gdzie produkują się literacko koledzy, wpisujący w rubrykach zawód – krytyk.
Czasami trafia się całkiem sprawnie sporządzony malunek.

Taki jak ten. Świetny rysunek, dbałość o detal, wirtuozeria techniczna, proste. Proste i genialne i co najważniejsze jest na czym oko zawiesić.


                                    
                                                  
Claudio Bravo – Chryzantema 1974
                                                              
Własność prywatna

Claudio Bravo chilijski malarz realista, mieszkający i pracujący w Maroku. Głównie współczesne martwe natury w różniastych układach ale nie tylko. Facet, który pędzlem, z powodzeniem zastępuje aparat fotograficzny.
Prawda, że bardzo przyjemnie się patrzy ?

***
Chryzantemy fatalne. Maestro… chryzantemy w półlitrówce, dla dorosłych !!

***

No to tyle tej nowoczesności na razie. Do obrazka jeszcze kawałek poezji produkcji rodzimej, ale nie byle jakiej, bo wprost od noblisty.

A jak ktoś z Państwa będzie miał okazję sprawić sobie jakiegoś Claudia Bravo to polecam, nawet te martwe natury jeśli ktoś lubi. Nie widzę przeciwwskazań do zawieszenia na ścianie.

Tyłek dziewczyny, która przechodzi,
Okrągły tyłek rzeźbiony w blasku
To jest planeta  biednych astronomów,
Kiedy z butelka siedzą na piasku
                                        Cz. Miłosz. 

                                                                             ***
Panowie proszą Panie, na pożegnanie !! Maestro… chryzantemy białe ale zwiędnięte !!


***

Wieszamy – Korytarz. Przy wejściu do sauny.

czwartek, 29 stycznia 2009

Krytycy sztuki odnoszą się do niego z dystansem, ale kto by tam przejmował się opinią nawiedzonych, wszak nie to piękne co piękne…

Henryk Siemiradzki był prekursorem sztuki popularnej, (coś jakby dzisiejsze seriale)  wywoływał swą twórczością u widza pozytywne emocje ale żadnych głębszych doznań (przynajmniej wywoływał emocje w przeciwieństwie do seriali).

Dzisiaj pięknie odtworzona architektura z dodatkami czyli Dirce chrześcijańska (263x 534 cm).

Krytycy czepiali się, że życia w scenie brak. No może i brak, za to nie brak nie-życia, wielkiego jak byk! Nie sposób go nie zauważyć. W dodatku okraszonego nagą Dirce (Dirke).



                  Henryk Siemiradzki – Dirce chrześcijańska 1897r
                            
Muzeum Narodowe w Warszawie.

Facet w laurowych liściach i pledzie, który się przygląda to Neron. Oficjalnie rzymski cesarz, ale ogólnie despota, kanalia i podpalacz (ale jakiż inny mógł wtedy być cesarzem). Tu bawił się w reżysera. Przywiązana do byka kobieta miała być chrześcijanką i zginąć na arenie ku uciesze publiki. Widać lwy były już syte albo się cesarzowi znudziły.

Dlaczego tak? Bo się cesarz naczytał bajek o Dirce (Dirke), co to była drugą żoną króla. Królowi było Likos. Synowie pierwszej żony króla, Antiope, zgładzili Dirce przywiązując kobietę właśnie do byka, który ją wlókł aż roztrzaskał na skałach. Cesarz chciał powtórzyć scenę. Takie to horrory oglądała publiczność w Rzymie za czasów Nerona (teraz mamy Teksańska masakrę piłą mechaniczną… w odcinkach, daleko świat się nie posunął w estetyce krwawych jatek)


                                       

Twórczość Siemiradzkiego niedoceniana do dzisiaj, była bardzo doceniana za jego życia. Wprawdzie zakupu obrazu odmówiła Galeria Trietiakowska, tłumaczyła, że kupuje tylko rosyjskie dzieła a malarz deklarował się jako Polak, to jednak w Petersburgu obejrzało obraz 25 tys ludzi a malarz został uhonorowany członkostwem Petersburskiego Towarzystwa Malarzy.

Co do kupowania nie mieli obiekcji ani car Aleksander III ani Muzeum Historyczne w Moskwie, kilka dzieł zakupili.

Dla widzów w Polsce dobrze się stało, że Dirce chrześcijańska nie pozostał w Rosji bo po śmierci Henryka Siemiradzkiego, wdowa ofiarowała obraz Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych Zachęta w Warszawie.


                      

Malarz miał gest! bo wcześniej w roku 1879, piątego października, w Krakowie, z okazji obchodów 50-lecia pracy literackiej J.I. Kraszewskiego, ofiarował obraz Pochodnie Nerona (385 x 704cm)„z przeznaczeniem aby w sukiennicach były umieszczone”

Henryk Siemiradzki kilka lat później w roku 1892 za 15 tys. zł,  po kosztach, namalował kurtynę (9,5x11,6m) do Teatru Miejskiego w Krakowie (obecnie im J. Słowackiego). Pokonał w konkursie 5 innych prac m.in. S. Wyspiańskiego i J. Mehoffera. Kurtynę opuszczono po raz pierwszy 18-04-1894r. Wyspiański poczuł się urażony.

W 1900r  dla Teatru Miejskiego we Lwowie namalował druga kurtynę, tym razem obruszyła się Zapolska…., na Zapolską obruszyli się krytycy, cóż ludzie są tylko ludźmi.

Od krytyków się zaczęło , na krytykach się skończyło… no cóż chciałem dobrze a wyszło jak zawsze ;)

Panowie ! Wychodzimy…

                             

Wieszamy – dużym i wysokim pokoju (tam gdzie bitwa).

 
1 , 2
Zagłosuj na mnie - Bloger 2009 roku - Wiadomosci24 blogi