Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?

Van Clomp i okolice

niedziela, 17 kwietnia 2016

  Całkiem ładna dziewczyna pod kolumną z egipskimi zapiskami. Muszę  przyznać, że nawet jak na Egipt to strasznie kuso się nosi. Kuso, ale za to bogato. Bogato, o ile naszyjnik jest jej i są to klejnoty a nie tania podróbka. Bardzo uroczy obrazek.

A na kolumnie historia kołem się toczy, kołem bo trzeba chodzić dookoła żeby tą historię odczytać. Trudno powiedzieć, co tam jest zapisane, ale zapewne, jakieś ważne wydarzenia.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na piłkę. Tak, już w starożytnym Egipcie była to popularna zabawka. Piłki ubijano z trawy lub trzciny i obszywano barwiona skórą. W Historii Sportu Wojciecha Lipońskiego znalazł się opis takiego przedstawienia: „gracze rzucają do siebie piłkę podczas siedzenia „na barana” na plecach osób niebiorących bezpośrednio udziału w grze.” Ale ta Pani raczej nie brała w tym udziału, a na pewno brała udział w imprezach „U Ramzesa”. Skąd to wiadomo? Ta sama osoba, w tej samej pozie, pojawia się na jeszcze jednym obrazie tego autora, na egipskiej uczcie. 

 


Long Edwin Longsden – Eastera Favourite, ok. 1880

Własność nieustalona.


A autor zanim zaczął flirtować z Orientem, był pod wrażeniem Velazguez’a. Potem malował sceny orientalne i biblijne, bardzo ceniony ze względu na doskonałą realizacje techniczną oraz interpretację faktów historycznych. Miał też przeciwników, zarzucali mu afektację. A może po prostu był zauroczony, bo Orient jest malowniczy.

Naszych malarzy też pociągał w swoim czasie. Klik.
Nie wiem, kto cieszy oko tym obrazem Longsdena, ale gdzieś mi mignęło w internecie, że był na aukcji w 2004r w Sotheby’s.



sobota, 21 marca 2015

Mieszczańskie wnętrze kryje się w mroku, ogień w kominku dogasa.
Za pięć dwunasta. Nastrojowa kompozycja i bardzo proporcjonalna figura. Na białym atłasie uwodzi zalotną pozą. Czy można powiedzieć, że ma diabła w oczach czy tylko nęcące spojrzenie?
Takie ciepłe malarstwo. Dla porównania kilka innych obrazów z leżącymi kobietami: J.B. Reiter i jego żona pod pierzyną. Kobieta w ujęciu skandynawskim A. Zorna, malowane lewie 11 lat później a jakże inaczej. W. Brymner też nieco później malował, za to E. Grandjean nieco wcześniej.
Dla porównania jeszcze słynny L. Alma-Tadema oraz coś z malarstwa krajowego, akt L. Wyczółkowskiego. Akt malowany rok później niż obraz Egornova.
Można wybierać, który obraz Państwu się podoba najbardziej?.

Obraz S. S. Egornova pojawił się w 1999, w domu aukcyjnym Christie’s.

                        Sergei Semenovich Egornov – Naga kobieta na sofie. 1907
                                                        Własność prywatna.


O rosyjskim malarzu, co nieco można znaleźć, jeśli się przeszuka rosyjskie strony internetowe, ale nawet tam nie za dużo. Szkolił się w Akademii Sztuk Pięknych, zdobywał medale, był wziętym portrecistą i pejzażystą. Miał brata Aleksandra, także malarza. Artysta chyba jeszcze nieodkryty do końca, ale nie można powiedzieć, że nieznany. Jego obrazy wiszą w muzeach, głównie rosyjskich i pojawiają się na aukcjach. Ten wydaje się rozgrzewać widza najmocniej. Wszystko za sprawą nieźle rozpalonego kominka.



wtorek, 17 lutego 2015

 
O co tu chodzi? Bo coś się nie zgadza.


Bajka pierwsza „Kąpiel Nimfy i Fauna”.
Faun, czyli Pan owszem dybał na cnotliwe Nimfy. Jedną z nich zdybał nad rzeką, a kiedy została zamieniona w trzcinę, zerwał ją i zrobił fletnie. Tu jest i fletnia i Nimfa. Fletnia wisi na drzewie. Nimfa wcale nie wydaje się być zdybana, a usłużnie prowadzona do wody. W dodatku Faun ma nogi ludzkie a powinien mieć kozie. Fletnie to raczej robi się z drzewa a nie z trzciny, ale mogę nie mieć racji. A może to w ogóle nie ta bajka?

Bajka druga „Młoda dziewczyna nad rzeką Skamander”.
Młoda owszem, w wianku, znaczy się, że w dziewictwie. Jakaś woda jest powiedzmy, że rzeka. Jaka rzeka? Tego się nie da określić może i Skamander, tylko, dlaczego w tytule nic a nic nie mów się o tym młodzieńcu? Uwodziciel z pomalowanymi oczami i to sitowie w miejscu fallusa. Skradnie wianek i porzuci, oby nie utopił tylko.

Panie Court, co Pan namalował?... Dla kogo? ...I po co!


                
                    Joseph Desire Court – Nimfa i Faun w kąpieli.
1824
             Musee des Beaux Arts at de la Dentelle d’Alencon.
Alencon.


Francuski malarz portretów arystokracji i tematów historycznych. Dosyć przeciętny, owszem można rzucić okiem, ale na kolana nie powala.

Obrazy malarza wiszą w wielu muzeach świata, powyższy w Muzeum Sztuk Pięknych i Koronek w Alencon. Nie wiem czy bardziej można się tam zachwycić sztukami pięknymi czy koronkami, ale jak kogoś nie zachwycają koronki z Koniakowa to tym bardziej nie zachwycą z prowincji we Francji.

 linki do tekstu poniżej:
Muzeum koronek
Tak się prezentuje obraz w muzeum

czwartek, 18 grudnia 2014


Smutna trochę, wydaje się, że z wypiekami. Studium kobiety tworzone z natury.
Całkiem udane, nawet bardzo dobre. Florentyna. Być może tak miała na imię, na prawdę, a może tak nazwał ją autor. Kolejny przykład malarstwa skandynawskiego. Całość jest bardzo mała zaledwie 22 cm średnicy i nie jest to obraz olejny na płótnie, ale na miedzi. Tylko, dlaczego jest smutna?



                         Christoffer Wilhelm Eckersberg – Female Model, Florentine 1840
                                               Fyns Kunstmuseum, Odense*.


Autor otrzymał miano ojca duńskiego malarstwa, jako profesor i dyrektor Królewskiej Duńskiej Akademii Sztuk, wprowadził do duńskiej sztuki studium z natury. Nie ma to jak malowanie pozującej nagiej kobiety. Nawet, jeśli jest smutna. Poza tym kariera raczej klasyczna. Najpierw był talent, potem szlify w szkołach, następnie podróże po miejscach malarsko docenionych. Autora w wieku 70 lat zabrała zaraza, co grasowała po Danii.

Odense

Anders Zorn 

Marten Eskil Winge


*Fyns Kunstmuseum zostało zamknięte, jako niezależne muzeum, od 2014r zbiory są częścią Brandts, Odense. 

 

środa, 26 listopada 2014


Naturalna modelka, bez photoshopa i poprawności w trendach wizerunkowych. Oprócz pozowania, dziewczyna musi gdzieś pracować, popatrzcie na te ręce, te kolana.
Taki prosty studyjny akt, można by dodać węża i byłaby Cleopatra. To jednak nie miała być piękność, tylko poprawnie namalowane ciało. I to, autorowi udało się bardzo dobrze. Reszta, czyli tło potraktowane zostało …powiedzmy „z grubsza”. Za to, przez to „z grubsza” potraktowanie, powstał fajny kontrast między modelką a tłem.

Taki akt to raczej wyjątek niż reguła u malarza, jeśli malował ludzi, to ubranych, w okolicznościach pejzażowych, często dzieci.

Jak ona mogłaby mieć na imię?


William McTaggart –
A life study a female nude model seated on white drapery 1854
       National Galleries of Scotland, Edynburg.


Szkocki malarz krajobrazu, a krajobraz w Szkocji zawsze związany jest z morzem. Wiliam McTaggart już w wieku 12 lat malował portrety, pracując w aptece. To aptekarz namówił go, by szedł ta drogą, studiował i malował.

Autor był płodny zarówno w kwestiach malarskich jak i osobistych. Dwukrotnie żonaty, z pierwszą żoną miał szóstkę dzieci, z druga dziewięcioro. Druga żona była młodsza o 21 lat od artysty. 

Jego wnuczek też William McTaggart, także był malarzem.
Na marginesie, czy pani jest przykładem szkockiej urody czy raczej niekoniecznie? 



czwartek, 14 sierpnia 2014


W Grecji to one były Charytki, które później w Rzymie zwano Gracjami, ale jak te Gracje przechodziły gdzieś blisko kościoła, to one były Trzy Cnoty. W sztuce najczęściej bywały nago. Chociaż nie zawsze i najczęściej to były jednak Gracje, więc jeśli widzimy trzy dziewczyny nago, to powinny być Trzy Gracje.

Ale nie są, świat poszedł do przodu i golizna nie musi być ubrana w teorie mityczne. W żadne teorie nie musi być ubrana. Po prostu polana, a na niej dziewczyny. A dlaczego rozebrane? A bo im gorąco. Zresztą nie wszystkie są rozebrane. Może obcowanie z natura na golasa sprawia im przyjemność. 

I oby im tylko drzazga nie weszła, ani mrówka żadna, czego na obrazie nie widać, bo obraz ma być miły i przyjemny. A rzeczywistość niestety zawsze zadba jak nie o pokrzywy, to o komary, czy inne ustrojstwo.

No więc, jak to nie są Gracje, to kto to jest i o czym gadają? Wg mnie trzy panny z dobrego domu, wyrwały się by pomarzyć o królewiczu z bajki. Ot, scenka rodzajowa z życia sfer bogatych. A dlaczego to nie wiejskie dziewuchy? Lato jest. Żniwa. Te wiejskie mają huk roboty ;)

 

                      
                                      Julius LeBlanc Stewart –
Polana 1908
                                                Detroit Institute of Arts


Amerykanin w Paryżu, autor tam (w USA) się urodził, tu (we Francji) studiował i tworzył. „Paryżanin z Filadelfii”, tak na niego mówili. Pochodził z bogatej rodziny, ojciec dorobił się na rodzinnej plantacji cukru na Kubie i był kolekcjonerem sztuki.

Z wybuchem I wojny światowej dobrowolnie wstąpił do czerwonego krzyża, ale okropności wojny doprowadziły go do załamania nerwowego.

Z ciekawostek, na jednym z obrazów uwiecznił „początki” motoryzacji malując dwie damy w Peugeocie chyba Typ 14 w roku 1897. Pierwszy Peugeot z silnikiem własnej konstrukcji… LINK



sobota, 21 czerwca 2014

Goła baba na murowanej studni, chyba na dziedzińcu klasztoru, gdy dwóch mnichów chce zaczerpnąć trochę wody. Ależ rozpusta, degrengolada i zakłamanie.

Czyżby? Doprawdy? Czy do Prawdy? Przejrzyj się w lustrze Prawdy i powiedz kogo widzisz?! Powiedziała naga kobieta do mnicha z wiadrami.
A co było potem? Któż to wie, może nawet rozwiązali zakon, choć prędzej wepchnęli Prawdę z powrotem na dno studni. Bo ta naga, to alegoria, Prawda. A jak wiadomo Prawda na dnie studni leży. Tu nie leży, tu wyszła. Naga, jak na Prawdę przystało. Ukazała się mnichom co zamknięci w murach klasztornych usilnie jej poszukują.
Pokazała swoje czyste lustro z którego bije blask, coś jak oświecenie w średniowieczu. A nie oświeconym tylko gołe baby w głowie.


 
Charles West Cope – Duch studni
Własność nieustalona



Po kolei. Prawda. Wszystko na miejscu niczego sobie.
Studnia. Porządna murowana, z malunkiem świętego, chyba Floriana ale pewności nie ma. Mnisi. Po kubrakach patrząc to chyba kapucyni, ale pewności także nie mam.
Mury. Chyba klasztorne, grube, porządne, żeby nikt nie uciekł.
Zakon. Nieznany. Miasto. Nieznane.
Artysta. Charles West Cope. Anglik. Wykonał freski w Izbie Lordów  




sobota, 12 kwietnia 2014


Drzemka. Krótki sen.
Sjesta. Półsen. Kimanie. Niby się śpi, ale nie do końca.
Podobno pomaga i regeneruje. Ale, kto urządza drzemki pod pierzyną. Samo słowo pierzyna kojarzy mi się z mrozem i metrowymi zaspami. Jak już się wchodzi pod pierzynę to nie na drzemkę. Poza tym tak mi się wydaje, że tendencję do ucinania drzemek ma jednak męska cześć społeczeństwa. W fotelu, przed telewizorem, ewentualnie pod kocem, kto by się tam pakował na drzemkę pod pierzynę.

Coś artysta chciał nam powiedzieć, ale tak nie do końca chyba. Sugeruje z taką pewna nieśmiałością... Co go skłoniło do namalowania takiego dzieła?
Sam to wymyślił, czy może na prośbę modelki. Nie ma pewności, co to za dama, ale jest sugestia, że może to być żona malarza.

A do takiej pierzyny, to pierza trochę się trzeba nadrzeć. Ileż to gęsi trzeba oskubać?

                Johann Baptist Reiter – Schlummernde Frau 1849
                                        Belvedere, Wiedeń.


Pan Reiter był Austriakiem, portrecistą. Jego portrety nie są jednak nudnymi popiersiami, to raczej studium charakteru danej osoby. Bardzo oryginalne są portrety dzieci. Mimo, że malarz uznany, jego sława nie wyszła poza Austrię i dopiero teraz jest odkrywany. Większość jego dzieł znajduje się w muzeach i kolekcjach prywatnych w Austrii. Zebrano je w zeszłym roku w Linzu, z okazji dwusetnej rocznicy urodzin i zrobiono wystawę w dwóch muzeach, można o tym w necie poczytać.

A może ta pierzyna wcale nie jest z gęsiego puchu tylko kaczego albo kurzego, hmmm.?!

 

czwartek, 06 lutego 2014


W kulturze, ze Skandynawii największą karierę na naszym rynku robią kryminały i powieści sensacyjne. Malarze jakby mniej, a szkoda. Na tym blogu już był jeden szwedzki malarz LINK i półnaga dziewczyna ze Skandynawii, dzisiaj kolejna dziewczyna, całkiem naga, za to z mandoliną.

Na tym blogu była już jedna mandolinistka LINK z Francji, za to zmarznięta, dzisiaj kolejna mandolinistka, ze Szwecji, za to naga i raczej gorąca. Którą Państwo wolicie? O mandolinę pytam.

O ile M.E. Winge przedstawiał scenę z mitów o tyle tu mamy dziewczę z rodzinnych stron autora, bo w aktach używał dziewczyn ze swoich rodzinnych stron. W bardzo malarskim ujęciu. Anders Zorn namalował kilkanaście różnych aktów, może nawet lepszych niż ten, ale mnie akurat to dziewczę wpadło w oko. Może to kwestia instrumentu a może tła. Nie macie wrażenia, że leży na futrach. Nie wiem, na jakich ale muszą być miękkie, wygodne, miłe w dotyku i ciepłe. Tak mi wynika z obrazu.

Ciepły akt na mroźna zimę. Obraz stanowi własność prywatną, ale na flickrze dostrzegłem, że był wystawiany w na wystawie malarstwa skandynawskiego LINK1, LINK2 w Groningen chyba w zeszłym roku.  LINK3*

A może by tak u nas wystawa dzieł Andersa Zorna? Chętnie bym pooglądał z bliska.


                Anders Zorn – Studio Idyll 1918
                         Własność prywatna

Anders Zorn wybitnym portrecistą był. Urodzony w rodzinie rolników, nigdy nie poznał ojca, wychowany przez dziadków zamierzał zostać rzeźbiarzem. Co, można powiedzieć udało mu się, bo do rzeźby wracał do końca życia. Jednakże sławę i uznanie zdobył jako malarz akwarelista.

Wiele podróżuje, w czasie kilkukrotnych podróży do Stanów portretuje prezydentów Grovera Clevelanda, Theodora Roosevelta i Williama Tafta. Portretów różnych wykonuje wiele i dobrze zarabia. W Szwecji staje się mecenasem sztuk m.in., funduje bibliotekę w rodzinnym miasteczku, ustanawia konkurs muzyczny dla muzyków ludowych, dzisiaj nagroda jego imienia wciąż jest najbardziej prestiżową dla muzyków ludowych w Szwecji.
Poza malarstwem sztalugowym zajmuje się także akwafortami, których tworzy prawie 300.

Anders Zorn, świetne malarstwo, świetna kariera i kapitalnie wykorzystana po jego śmierci (fundacja, muzeum, szkoła).
A wystawa u nas by się przydała.

*LINK o LINKA3

Wieszamy – Galeria Van Clompa

środa, 11 stycznia 2012


Od dawna nic nowego nie było zawieszone na blogu, koniec roku przeleciał z prędkością światła a tu cisza. Jakoś tak teraz się dzieje, że miesiąc ma dwa tygodnie. No dobrze, to mamy rok 2012 i co dalej?

Na początek może kobieta ze szpadą, szablą czy innym floretem. No i co?
Wydaje się, że mówi do nas, patrząc gdzieś poza kadr. Dumna, zdecydowana, zna swoją wartość. Niby namalowana kobieta a jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to namalowana forma władzy. Tylko, kto to widział, żeby władza nagość pokazywała?!

Z dodatków zwracają uwagę buty, chyba bardziej niż ta szpada. Przy okazji ciekawe buty były także tutaj. Jakby odwinąć te cholewy to sięgną pół uda, do takich butów dodać mini... Chyba się zapędziłem, bo przecież nie po to autor rozebrał niewiastę, żebym ja ją ubierał.



                   
          James Montgomery Flagg – The Fencer
1939
                              Własność nieustalona

Autor był przede wszystkim rysownikiem i spłodził jeden z najbardziej znanych wizerunków plakatowych, portretując siebie w lekkiej stylizacji. Już jako 12-latek sprzedawał swoje rysunki do gazet. Ilustrował książki i produkował plakaty. Jego rysunki trafiły na znaczki. Rysownicy są mniej znani z nazwiska niż malarze, chociaż rysunek bardziej i częściej trafia pod strzechy, ot paradoks.

A ta szermierka podoba się Państwu? Ciekawe jak ma na imię ?
Inna kobieta z narzędziem ostrym, tak dla porównania.

Wieszamy – salon pierwszy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
blogi