Van Clomp i okolice
niedziela, 17 stycznia 2010
W zasadzie powinienem nic nie napisać bo i po co, wszystko widać. Panie i Panowie przedstawiam: marokańska Zocha, co ją słońce kocha. No nie całkiem dokładnie bo arabskie imię Zohra a właściwie Zahrah (زهره) to po naszemu kwiat ale możemy przyjąć swojsko, że to Zocha. Adam Styka – Zohra – tancerka z Maroko Adam Styka, syn Jana, młodszy brat Tadeusza, wszyscy malowali, każdy trochę inaczej. Adam Styka za służbę w Armii Francuskiej podczas I Wojny Światowej uzyskał francuskie obywatelstwo i został odznaczony Krzyżem Zasługi.
wtorek, 22 grudnia 2009
Klasyka zawsze jest piękna. Style i różne prądy się zmieniają, jedne teorie wypychają inne teorie a klasyk trwa jak porządny fundament. Artyści różnie widzieli kobietę i różnie ją przedstawiali. Lubię tą klasyczna elegancje. Nie nachalny negliż podkreślający rysy twarzy i te duże oczy. Ciekawe czy malarz wzorował się na osobie z krwi i kości czy antycznych pomnikach różnych Venus i podobnych. Carlo Maria Mariani włoski malarz od pewnego czasu tworzący w Nowym Jorku jest twórcą tej eleganckiej Pani. Fachowcy określają twórczość malarza jako konceptualizm ale etykiety zostawmy, bo żadna etykieta nie wpłynie na fakt czy na obraz patrzy się z przyjemnością czy obojętnością.
środa, 18 listopada 2009
Średniowieczna sztuka przepełniona jest śmiercią w różnych postaciach i okolicznościach, ale nie ma co się dziwić. Ospa, dżuma, trąd i inne paskudztwa przetrzebiały państwa europejskie w tym okresie wzdłuż i wszerz. Dzisiejsza grypa (a wcześniej aids, sars, wściekłe krowy, owce, ptasia grypa...) to tylko czarna panikarska propaganda wobec wydarzeń wieków minionych, ileż to razy straszono zagładą ludzkości. Śmierć jak i kobieta są autorstwa niemieckiego malarza Hansa Baldunga. Był uczniem A. Durera i pozostawał pod jego wpływem, podobno interesował się czarownicami, które rysował w erotycznych pozach, lubił malować takie klimaty. W sumie niezłe znalazł alibi, żadna cenzura nie mogła się doczepić, malował ku przestrodze, wiadomo ! A oczywistą oczywistością jest, że czarownice, orgie z diabłami urządzają. Żeby nie było, malował także obrazy ołtarzowe np. do katedry we Fryburgu. Jedno z jego najważniejszych dzieł, które można podziwiać w katedrze do dzisiaj. Śmierć tutaj już się przewijała i pewnie zagości jeszcze nie raz. Podobna kompozycja postaci także już była, chociaż w nieco lepszych klimatach utrzymana.
sobota, 17 października 2009
W krótkim cyklu Van Clomp i okolice były już panie leżące, siedzące i stojące. Były, często prezentujące swe wdzięki na płótnach malarzy Batszeba i Wenus ( ta już trzy razy) oraz te rzadziej, Dirce, Kraka, Flora a także kilka bezimiennych. Tym razem będzie Kleopatra, również często goszcząca na płótnach i nie tylko, ale to w końcu ona była ostatnim faraonem Egiptu. Po czym poznajemy, że to Kleopatra a nie inna ? To proste, po wężu (tutaj na oparciu pod prawa ręką) bo przecież nie po biuście. Musimy sobie zdać sprawę również, że patrząc na tak uwiecznioną, patrzymy na martwą Kleopatrę czyli zwłoki. Chociaż dokładnie patrząc na ten akt nie byłbym pewien, niedomknięte oczy i rozchylone usta sprawiają wrażenie, że jeszcze żyje. Wieszamy – Salon trzeci.
niedziela, 30 sierpnia 2009
Lato to dobry czas o uprawiania sportu na tzw. świeżym powietrzu. Niedawno zakończyły się lekkoatletyczne mistrzostwa, bardzo udane dla naszej ekipy. Panie zagrały główne role, a narodowy zryw huraoptymizmu pchnął niektórych do dzielenia skóry na przysłowiowym miśku i przedstawiania wyssanych z palca prognoz o potędze jaką się staniemy na olimpiadzie w Londynie, w dodatku za trzy lata. Jedni prognozowali przyszłość inni skonsumowali całe złoto od razu na śniadanie. Kim był i co mogło pchnąć artystę tego dzieła do jego namalowania ? Obraz powstał w roku 1901, takie Trzy Gracje sportu... szkoda że bezimienne. Sportowe sylwetki, dwie z nich rzucają, jedna talerzem, druga kijem (chociaż są tacy co twierdzą że to jachty, sport ekstremalny) trzecia jest tajemnicą. Trening to raczej niż zawody. Stadionu żadnego nie widać, może poza kadrem, widać las ale to i tak dobrze, że akcja nie dzieje się pod mostem. Wieszamy – pokój z bujanym fotelem
środa, 01 lipca 2009
Ładnie namalowana kobieta w przyjemnych okolicznościach przyrody zawsze jest ozdobą. Holender mieszkający w Anglii jest autorem tej ładnej dla oka kompozycji, Lawrence Alma-Tadema – prawda, że nazwisko w sam raz dla artysty. Widać obrazy autora są nie tylko atrakcyjne dla oka ale i dla fałszerzy. Wieszamy – Salon drugi.
poniedziałek, 11 maja 2009
W roku 1597 kiedy założono Ostrowiec Świętokrzyski, ukazało się pierwsze wydanie Kazań sejmowych Piotra Skargi oraz miało miejsce kilka innych ciekawych wydarzeń, niderlandzki malarz, Bartholomeus Spranger namalował obraz Venus i Adonis. Postać Venus jest powszechnie znana chyba wszystkim, z Adonisem jest trochę gorzej, a nie powinno być ! Bartholomaus Spranger – Venus i Adonis 1597 Natomiast Adonis, piękniś, faworyt Afrodyty i Persefony, baby o niego strasznie rywalizowały, a jak się kobiety o chłopa biją to on sam na tym najgorzej wychodzi. Wieszamy – Salon trzeci.
sobota, 21 marca 2009
środa, 04 marca 2009
*** Chryzantema ma w Polsce zapisaną całkiem ładną kartę, nie tylko jako kwiat ozdobny masowo wykorzystywany pierwszego listopada… *** Przeglądając różne galerie, stare i współczesne, zastanawiałem się co powinno tu zaistnieć. To nowoczesne paćkanie z koniecznie dorobioną filozofią, bo tak samo bez filozofii to bardziej na bohomazajstwo pozuje, nie wywołuje jakichś większych emocji, jeśli w ogóle. (Przynajmniej u mnie, bo u innych to różnie). Czasami jednak trafia się artysta, który nie musi tłumaczyć co przedstawia jego sztuka i w której kategorii izmów się mieści, podpierając się przy tym stosem wycinków z tzw. prasy fachowej gdzie produkują się literacko koledzy, wpisujący w rubrykach zawód – krytyk. Taki jak ten. Świetny rysunek, dbałość o detal, wirtuozeria techniczna, proste. Proste i genialne i co najważniejsze jest na czym oko zawiesić. Claudio Bravo chilijski malarz realista, mieszkający i pracujący w Maroku. Głównie współczesne martwe natury w różniastych układach ale nie tylko. Facet, który pędzlem, z powodzeniem zastępuje aparat fotograficzny. *** *** No to tyle tej nowoczesności na razie. Do obrazka jeszcze kawałek poezji produkcji rodzimej, ale nie byle jakiej, bo wprost od noblisty. A jak ktoś z Państwa będzie miał okazję sprawić sobie jakiegoś Claudia Bravo to polecam, nawet te martwe natury jeśli ktoś lubi. Nie widzę przeciwwskazań do zawieszenia na ścianie. Tyłek dziewczyny, która przechodzi,
Wieszamy – Korytarz. Przy wejściu do sauny.
czwartek, 29 stycznia 2009
Krytycy sztuki odnoszą się do niego z dystansem, ale kto by tam przejmował się opinią nawiedzonych, wszak nie to piękne co piękne… Henryk Siemiradzki był prekursorem sztuki popularnej, (coś jakby dzisiejsze seriale) wywoływał swą twórczością u widza pozytywne emocje ale żadnych głębszych doznań (przynajmniej wywoływał emocje w przeciwieństwie do seriali). Dzisiaj pięknie odtworzona architektura z dodatkami czyli Dirce chrześcijańska (263x Krytycy czepiali się, że życia w scenie brak. No może i brak, za to nie brak nie-życia, wielkiego jak byk! Nie sposób go nie zauważyć. W dodatku okraszonego nagą Dirce (Dirke). Facet w laurowych liściach i pledzie, który się przygląda to Neron. Oficjalnie rzymski cesarz, ale ogólnie despota, kanalia i podpalacz (ale jakiż inny mógł wtedy być cesarzem). Tu bawił się w reżysera. Przywiązana do byka kobieta miała być chrześcijanką i zginąć na arenie ku uciesze publiki. Widać lwy były już syte albo się cesarzowi znudziły. Dlaczego tak? Bo się cesarz naczytał bajek o Dirce (Dirke), co to była drugą żoną króla. Królowi było Likos. Synowie pierwszej żony króla, Antiope, zgładzili Dirce przywiązując kobietę właśnie do byka, który ją wlókł aż roztrzaskał na skałach. Cesarz chciał powtórzyć scenę. Takie to horrory oglądała publiczność w Rzymie za czasów Nerona (teraz mamy Teksańska masakrę piłą mechaniczną… w odcinkach, daleko świat się nie posunął w estetyce krwawych jatek)
Twórczość Siemiradzkiego niedoceniana do dzisiaj, była bardzo doceniana za jego życia. Wprawdzie zakupu obrazu odmówiła Galeria Trietiakowska, tłumaczyła, że kupuje tylko rosyjskie dzieła a malarz deklarował się jako Polak, to jednak w Petersburgu obejrzało obraz 25 tys ludzi a malarz został uhonorowany członkostwem Petersburskiego Towarzystwa Malarzy. Co do kupowania nie mieli obiekcji ani car Aleksander III ani Muzeum Historyczne w Moskwie, kilka dzieł zakupili. Dla widzów w Polsce dobrze się stało, że Dirce chrześcijańska nie pozostał w Rosji bo po śmierci Henryka Siemiradzkiego, wdowa ofiarowała obraz Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych Zachęta w Warszawie.
Malarz miał gest! bo wcześniej w roku 1879, piątego października, w Krakowie, z okazji obchodów 50-lecia pracy literackiej J.I. Kraszewskiego, ofiarował obraz Pochodnie Nerona (385 x 704cm)„z przeznaczeniem aby w sukiennicach były umieszczone” Henryk Siemiradzki kilka lat później w roku 1892 za 15 tys. zł, po kosztach, namalował kurtynę (9,5x11,6m) do Teatru Miejskiego w Krakowie (obecnie im J. Słowackiego). Pokonał w konkursie 5 innych prac m.in. S. Wyspiańskiego i J. Mehoffera. Kurtynę opuszczono po raz pierwszy 18-04-1894r. Wyspiański poczuł się urażony. W 1900r dla Teatru Miejskiego we Lwowie namalował druga kurtynę, tym razem obruszyła się Zapolska…., na Zapolską obruszyli się krytycy, cóż ludzie są tylko ludźmi. Panowie ! Wychodzimy… Wieszamy – dużym i wysokim pokoju (tam gdzie bitwa).
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
|