Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
wtorek, 16 września 2008

256 lat po urodzinach W. Drosta  urodził się Stanisław Żurawski, kolejny wychowanek krakowskiej ASP. Malarz kolorysta, członek stowarzyszenia Jednoróg malował różne rzeczy, ale głównie akty kobiece.

Koloryści programowo malowali obrazki przyciągające oko barwami.

Prawda, że Pani przyciąga nie tylko wybitną piersią ale także, zdrowym rumieńcem i czerwonokrwistymi ustami a artysta tym dziełem dowodzi, że niekoniecznie mężczyźni wolą blondynki.

 
                                    
                                                                         Stanisław Żurawski - Półakt kobiety
                                                               Własnośc prywatna

Malarskie akty i nie tylko Stanisława Żurawskiego pojawiają się co jakiś czas na różnych aukcjach a cena ich wydaje się stale rosnąć. Kto ma do zainwestowania kwotę kilku tysięcy złotych na pewno znajdzie coś ciekawego.

Chętnie odwiedziłbym wystawę prac autora, szczególnie aktów a Państwu jak się podoba ?

Wieszamy – w jadalni bo w sypialni mamy już dwa

niedziela, 07 września 2008

Spacer po polu już był, teraz może by tak do lasu.

Wrzesień to dobry miesiąc na to, żeby połazić po lesie. Michał Wywiórski Gorstkin (Gorstkin po ojcu) chodził nie tylko we wrześniu a przy okazji wziął pędzle i taki widok wymalował. Dzisiaj zapewne zabrałby aparat i robił takie foty albo takie

Pan Wywiórski, uczeń K. Rauppa, J Brandta i A. Wierusz- Kowalskiego malował różne rzeczy ale pejzaże wychodziły mu najlepiej. Dlatego też należy jakiś mieć w kolekcji. Ja wybrałem na ściany bloga taki, co tu dużo ukrywać mgła i jeleń przeważyły.


                   Michał Wywiórski Gorstkin - Krajobraz poranny z jeleniem 1902 
                                      Muzeum Narodowe w Poznaniu.

Zainteresowani mogą ozdobić ściany produkcją Michała Wywiórskiego Gorstkina, od czasu do czasu pojawiają się do nabycia na aukcjach jego malunki.

A jakby ktoś chciał się przysłużyć to jest poszukiwany jeden zaginiony obraz, wszelkie informacje proszę przekazywać do ministerstwa albo na mój adres mailowy.

Powyżej prezentowana produkcja wisi i czeka na widzów w Muzeum Narodowym w Poznaniu, w soboty wstęp za darmoche !! (godziny otwarcia i ceny biletów należy sprawdzać na stronie muzeum)

Wieszamy – może w naszej prywatnej bibliotece

środa, 27 sierpnia 2008

Dawniej malarze nie mogli sobie pozwolić na namalowanie kobiety z gołym biustem i nazwanie tego Madonna z Wielkim Cycem albo na przykład Goła Baba z listem.

Jeśli już pokazywane były wdzięki to musiała to być postać biblijna albo wyciągnięta wprost z mitologii greckiej.

Holender Willem Drost tak właśnie postąpił, dorobił teorie do dzieła a dzieło wyszło pysznie. W dodatku żeby być jeszcze bardziej niewinny w swoich zamiarach niż się wydawał, marketingowo powołał się na Rembrandta, którego był uczniem, że to niby na podstawie i w ogóle. Malowidło nazwał Batszeba, imię to znaczy „córka pełności”, no i pasuje. Normalnej zwykłej kobiety z gołą piersią to by wtedy nie przełknęli ale żonę Dawida i matkę Salomona … aaa to już inna inszość.


                   
                                                  Willem Drost - Batszeba 1654
                                                               Luwr, Paryż.

Co widzimy ? Kobieta dostała list, pewnie nic dobrego w nim nie było, bo aż jej koszula opadła z ramion, ku naszej uciesze. Wstydzić się nie ma czego, że też takie okrąglutkie 

krągłości występowały wtedy w naturze, bo chyba z natury W. Drost malował (chociaż wiemy, że się powoływał)

O autorze wiemy niewiele, uczył się u Rembrandta, pracował z J. Vermeerem oraz J. C. Lothem. O swoje nie dbał, przez co wiele jego prac przypisanych zostało innym np. Rembrandtowi  

Panowie powyższy obraz docenić powinni szczególnie, jeśli sobie uświadomią że silikon  wtedy nie był znany…

Panie zwrócą uwagę na kolczyki, w perłach pozowały kobiety zanim Vermeer machnął swoja dziewczynę 


    

Obraz oryginalny do zobaczenia w największym muzeum świata, w każdą pierwszą niedziele miesiąca za gratis.

Wieszamy – w sypialni naprzeciw łóżka


poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Zawsze fajnie mieć na ścianie jakieś regionalia.  Wynalazłem taki skromny rysunek ołówkiem Zamku w Będzinie a właściwie jego ruin.  Ludwik de Laveaux machnął ten rysunek będąc pewnego razu w okolicy, pewnie na randce z hrabianką Iwoną Prośnieńską z Olkusza z która romansował a z romansów był znany. Przyjaciel Wyspiański pisał o nim "Ten rozhulaniec, pędziwiatr” i umieścił go w Weselu w postaci „Widma”.

                   
                                  Ludwik de Laveaux - Ruiny Będzina 1884-1886 
                                             Własnośc prywatna.

Zwraca uwagę bardzo efektowna sygnatura, w każdym razie mnie się podoba.

Malarskie dzieła
artysty, które znajdują się w Polsce są skatalogowane, gorzej z tymi które są we Francji, Anglii i USA, tam artysta w ogóle nie jest znany i mało kto wie, że był polakiem, pewnie ze względu na nazwisko.

Ponieważ nie ma informacji z muzeów, pewnie jego dzieła znajdują się w rękach prywatnych. W związku z powyższym rodzina Ludwika de Laveaux poszukuje wszelkich informacji, które posłużyłyby do skatalogowania dzieł malarza. Niniejszym wpisem przyłączam się do poszukiwań.

Szanowni czytający, wszelkie donosy proszę kierować na mój adres mailowy

Powyższy rysunek znajduje się w zbiorach prywatnych, ale jeśliby kiedyś chciał się pojawić na jakiejś aukcji kupujemy zdecydowanie, (o ile mamy kasę) szczególnie jeśli jesteśmy z Będzina lub okolic.

Do Ludwika de Laveaux jeszcze kiedyś wrócimy bo to co stworzył warte jest by zawiesić na ścianach bloga tego.

Wieszamy – w bibliotece naszej blogowej chałupy.

piątek, 08 sierpnia 2008

Imprezy na obrazach są tak częstym motywem jak Upadle Madonny.

Taki obraz zawsze się przydaje w domu, można sobie golnąć nie patrząc w
lustro albo nawiązać do tematu, jak impreza nie może się rozkręcić.
W tym przypadku musieli podać coś dobrego do
wyżerki bo tłok przy stole duży, a i tak zakąska nie wszystkim pomogła, niektórym się przelało (gość z lewej w niebieskim kapeluszu)

Jordaens Jacob, trzeci z wielkich malarstwa flamandzkiego (po Rubensie i Van Dycku) namalował temat kilka razy w różnych opcjach, widać lubił takie sceny a ich realność nasuwa myśl, że pewnie i sam uczestniczył.


                                             Jacob Jordaens - Święto fasolowe 1659
                                              Kunsthistorisches Museum w Wiedniu


Grubas po prawej widać sponsorował, to od razu go docenili koroną. Mistrz zmieścił w kadrze psa, kota i goły cycek a także Obłapiacza molestującego jakieś Pulchne Lico. Jak to na imprezie.

Mam tylko nadzieję, że dziecko pije wodę, chociaż kto wie…

Dociekliwi mogą pokombinować gdzie stoją te dwie postacie, które odbijają się w lustrze, bo to chyba lustro miało być.

Oryginał do obejrzenia w Wiedniu, w Kunsthistorisches Museum

Wieszamy – pokoju gdzie zawsze robimy imprezy.

piątek, 18 kwietnia 2008

Wisi już zadyma grunwaldzka w dużym i wysokim pokoju a także jedna upadła wg Leona, w sam raz nad łóżkiem w sypialni, czas powiesić na ścianie coś spokojnego.

Cisza spokój, odludzie. Można  sobie pospacerować i oderwać się od zgiełku wszelkiego. 

Józef Chełmoński daje nam taka możliwość. Gdy w 1889r kupił drewniany dworek, okolice

wsi Kulkówka w której zamieszkał stały się główna inspiracją.

 
                                                          Józef Chełmoński -  
Droga w polu 1889 
                                               Muzeum Narodowe w Warszawie.

Droga przed siebie, można iść i kontemplować, można się zapatrzeć w dal.

Raczej płasko, człowiek się nie zmęczy, można sobie spacerować bo żywej duszy po horyzont, wkoło pola… jak kto lubi można sobie
pohulać i pośpiewać na głos.
Tylko te cholerne bzykadła gryzące !
Obraz można by powiesić w jasnym pokoju, w tym samym w którym stoi bujany fotel.

Na razie obraz wisi w
Muzeum Narodowym w Warszawie, które można pozwiedzać
wirtualnie ale przede wszystkim w soboty za gratis na galerie stałe.

Wieszamy – w jasnym pokoju z bujanym fotelem..

wtorek, 08 kwietnia 2008

Pewien bardzo fajny serial spopularyzował temat upadłych Madonn w malarstwie. W sumie temat stary jak świat bo przecież nie od Van Clompa się zaczęło.

Leon Wyczółkowski  raczej nie gustował w malowaniu aktów ale i jemu się zdarzyło.


                                              Leon Wyczółkowski - Akt 1908
                                              Muzeum Narodowe w Krakowie

Panna twarz zasłania albo była znana albo chce wstyd ukryć, poza tym obraz jak obraz, bardziej chyba cenny ze względu na nazwisko autora niż na temat i jego wykonanie, inni robili to lepiej.

W przypadku Leona ważne jest co innego, a mianowicie to, że Wyczółkowski zrewolucjonizował w latach 1890-ych metody nauczania w krakowskiej akademii  wprowadzając do atelier nagie modelki (tu panowie wznoszą toast w podzięce a i zainteresowane panie też mogą).

Wszyscy studenci mogą być wdzięczni i z tej okazji jakieś imprezowe święto powinni urządzać.

Jakby ktoś chciał to sobie powiesić w domu, to ma małe szanse, szczęśliwym właścicielem jest Muzeum Narodowe w Krakowie i ewentualnie tam się proszę udać w celu podziwiania.

Wstęp do muzeum w czwartki za gratis na wystawy stałe.

p. s  impreza na czasie i na temat

Wieszamy – w sypialni nad łóżkiem.

środa, 02 kwietnia 2008

Z tym obrazkiem (426 x 987cm ba !) związany jestem emocjonalnie bo jako dziecko często oglądałem książkę gdzie wspaniała kolorowa reprodukcja rozkładała się na 4 strony.

Nic tak nie przyciąga uwagi jak zadyma (no chyba, że naga kobieta) a ta jest piękna po prostu (zadyma, nie kobieta) i tyle.

B. Prusowi się nie podobało ale innym owszem, wg L. Wyczółkowskiego „to najpyszniejszy  obraz Matejki”


             Jan Matejko - Bitwa pod Grunwaldem 1878 
           Muzeum Narodowe w Warszawie.

Warto przy okazji pamiętać, że

- po bitwie wzbogaciliśmy się o sztandary krzyżackie, które potem rąbnęli nam Austriacy

- i dwa miecze, nagie niestety  - zaginęły w Rosji.

Bilans po latach powiedziałbym, że ujemny. Jakby się kto natknął gdzieś na te miecze lub chorągwie niech da znać.

Sam obraz zaprezentowano 28-09-1878r potem wystawiany był w Paryżu. Pierwszą wojnę światową spędził w Moskwie ale wrócił w przeciwieństwie do mieczy, drugą zakopany w Lublinie, poszukiwany listem gończym przez Niemców nie dał sie ująć.

      Kto chce może sobie poczytać o samej bitwie i nie tylko  oraz o obrazie, a tutaj o samym artyście.

    Oryginał do obejrzenia w Muzeum Narodowym w Warszawie , w soboty od 10 do 19 zwiedzanie za gratis na galerie stałe.

Dla tych co już oglądali oryginał trochę
humoru

Wieszamy - w dużym i wysokim pokoju.

poniedziałek, 31 marca 2008

Nie to piękne co piękne ale co się komu podoba… a że mnie się podoba, to dla nacieszenia oka zamieszczam, co by popatrzeć sobie można było, jaki to talent mają lub nie, inni.

Zasadniczo to na sztuce się nie znam, a i rysować też nie umiem, ale mam taka wadę że wzrokowiec jestem i obrazy wszelakie uwagę moja przyciągają …

Niestety nie zawsze można sobie na ścianie powiesić to co się podoba, … a co się podoba ? To zależy od pory dnia i nastroju. Tu będzie to co mi się podoba, może podobać lub całkiem nie podoba oraz kategoria Van Clomp i okolice, bo nic tak nie zachwyca jak widok nagiego cyca.

1 ... 11 , 12 , 13
 
blogi