Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
wtorek, 27 października 2009

Dłuższą chwilę zastanawiałem się, gdzie umieścić taką tematykę i ostatecznie doszedłem do wniosku, że dobrze będzie dobudować skrzydło w blogowej chałupie i umieścić tam nową galerie – wirtualnie proste.
Obrazy przedstawiające inne obrazy zawsze budziły zaciekawienie i odkąd powstały prowokowały zasadnicze pytanie: czy te obrazy, które widać na obrazie (czy to masło to bardziej masło, czy margaryna) są „prawdziwe” czy tylko „zmyślone”. No cóż, bywało różnie i dlatego wszyscy podziwiający mają z tymi obrazami taką przednią zabawę.
Obrazów tego typu jest całkiem sporo, od czasu do czasu będą się pojawiać a odwiedzający tego bloga będą mogli sobie zadać wiekopomne pytanie – Jakie to obraz autor przedstawił na swoim obrazie ? – które i tak wydaje mi się prostsze, niż znane każdemu ze szkoły „co autor miał na myśli...?”
Na początek coś z krajowego podwórka.



       Aleksander Kokular – Wnętrze salonu w domu artysty ok. 1830
                              
Muzeum Narodowe w Warszawie.

Autor Aleksander Kokular, wydaje mi się, że większe uznanie zdobył jako nauczyciel niż twórca. Uczył w liceum, w gimnazjum, w prywatnej szkole w domu i w Szkole Sztuk Pięknych, a także w Instytucie Wychowania Panien (sic!) – ależ nazwa, pachnie rygorem i dziewictwem.
A obraz ? Obraz zawiera 27 innych z tego kilka we fragmentach i kawałek ramy, nieco mebli, co najmniej dwie rzeźby, dwoje dzieci, jedna kobietę (żona ?) i perspektywę. Całkiem sporo. Z obrazów na których cokolwiek widać da się rozpoznać największy. Wydaje się, a nawet jestem pewien, że to obraz autora, "Edyp i Antygona" 1825, obecnie również w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Możemy założyć, że również portrety są autorstwa A. Kokulara chociaż rozpoznanie ich wydaje się być niemożliwe. Reszta pozostaje tajemnicą, przynajmniej dla mnie, szczególnie dwa pejzaże po prawej intrygują.
Inna dygresja, czyżby te obrazy nie chciały się sprzedawać, że artysta je zostawił (portrety ?) czy to tylko chwilowa ”dekoracja”

Jeśli ktoś wie, lub ma jakiś pomysł proszę pisać.

Wieszamy – Galeria obrazów wieloobrazowych.  

 

 

sobota, 17 października 2009

W krótkim cyklu Van Clomp i okolice  były już panie leżące, siedzące i stojące. Były, często prezentujące swe wdzięki na płótnach malarzy Batszeba i Wenus ( ta już trzy razy) oraz te rzadziej, Dirce, Kraka, Flora a także kilka bezimiennych. Tym razem będzie Kleopatra, również często goszcząca na płótnach i nie tylko, ale to w końcu ona była ostatnim faraonem Egiptu.


                                                Guido Cagnacci – Martwa Kleopatra 1660
                                                         
Pinacoteca di Brera, Mediolan.

Po czym poznajemy, że to Kleopatra a nie inna ? To proste, po wężu (tutaj na oparciu pod prawa ręką) bo przecież nie po biuście. Musimy sobie zdać sprawę również, że patrząc na tak uwiecznioną, patrzymy na martwą Kleopatrę czyli zwłoki. Chociaż dokładnie patrząc na ten akt nie byłbym pewien, niedomknięte oczy i rozchylone usta sprawiają wrażenie, że jeszcze żyje.

Guido Cagnacci podobnych półaktów namalował kilka.
Podobno był dziwakiem o wątpliwej moralności, w 1628 próbował uciec z Rimini z bogata wdową, nie udało się zastał za to wygnany. W Wenecji żył z moda kobietą pod przybranym nazwiskiem, musiał mieć coś do ukrycia.
Wracając do Kleopatry, czy taki stołek mógł być w użyciu za jej czasów, to raz i dwa czy nie macie wrażenia, że siedzi w dżinsach ? Mało egipska urodę pomińmy w końcu nie chodziło o portret.

Malarz trochę niedoceniany, jakby w cieniu wielkich. Jego kobiety bez względu kim są na obrazie, są zmysłowe i seksowne jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli. W ubiegłym roku autor miał we Włoszech duża wystawę, którą można podejrzeć na you tube.

Wieszamy – Salon trzeci.  

czwartek, 08 października 2009

Chata. Można nawet powiedzieć, że to taka chata za wsią... Solidna, kamienna i balkon ma, no chyba, że to nie balkon tylko dzwonnica jakaś albo ambona myśliwska, w końcu dookoła las. Ciekawe kim są Ci dwoje ? Jak im się żyło po środku lasu, kiedy to było...
Czy to mogła być chata, w której wilk miał aferę z babcią Czerwonego Kapturka ?

Obraz nie jest reprezentatywny dla całości twórczości autora, można rzec że to jeden ze skromniejszych kawałków architektury jaki namalował. Robert Hubert, francuski malarz widoków architektonicznych, zwykle monumentalnych ruin twierdz, zamków, pałaców...



                                               
Robert Hubert – Chata w lesie 1796-97
                                                                 
Ermitaż, Petersburg.

Duży wpływ na jego malarstwo wywarł 11 letni pobyt we Włoszech. Po powrocie do Francji zajmował się także projektowaniem ogrodów królewskich, tworzył dekoracje zamków i pałaców, wystawiał własne prace. Rewolucja nie pozwoliła zrealizować wszystkich projektów, ogrody królewskie nie powstały, zleceniodawca został ścięty. Artysta wyszedł z tego zamieszania, dosyć szczęśliwie omijając gilotynę. Po rewolucji został kustoszem Luwru. Był malarzem bardzo płodnym, jego obrazy znajdują się nawet w prowincjonalnych muzeach oraz wielu kolekcjach prywatnych.

Krótki przegląd twórczości można zobaczyć tutaj.

Wieszamy – Salon trzeci.  

blogi