Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
środa, 28 września 2011


Pracownie malarskie wyglądają różnie. Jedne są jasne, posprzątane i oświetlone, inne wręcz przeciwnie. Wszystkie zawierają jakieś obrazy, szkice oraz mnóstwo różnych bibelotów wykorzystywanych do tworzenia kadru. Na tym obrazie pracownia malarska po kanadyjsku, chociaż pewności nie ma. Bałagan spory, artyście można wybaczyć, niektórzy odnajdują się tylko w bałaganie.
Portrety kobiet, mężczyzn i jakiegoś podrywacza spod okienka, w dodatku na białym koniu. Białość konia ma niby podkreślać, że taki on wymarzony przez pannę rycerz. Szkoda, że nie widać, nad czym się męczy artycha, co tam na sztaludze paćka?. I odwróciłby sobie ją do światła...

Widać dobrze dwa obrazy, portret kobiety oraz ten z koniem. Te dwa zasadniczo da się rozpoznać, duże, wyraźne, i tyle w temacie. Dodam tylko, że ten z koniem gdzieś widziałem, ale absolutnie nie mogę sobie przypomnieć w jakich odmętach internetu to było, ani też nijak nie mogę trafić na niego, trudno.

                                Cornelius Krieghoff – The Studio 1845
                                 National Gallery of Canada, Ontario.


Urodzony w Amsterdamie Cornelius związany był najbardziej z Kanadą.  Kanadyjski pejzaż, zima, życie Indian stanowią też największą pulę w jego dorobku malarskim. Autor sporo podróżował, najpierw był uczony przez ojca, później studiował malarstwo w Niemczech. W swojej karierze miał też okres kopiowania dzieł w Luwrze.

Kanadyjska tematyka nie specjalnie mnie zachwyca. Wolę zimę w swojskim wydaniu oczywiście w ujęciu malarskim. Ale niektóre inne kadry Krieghoffa, takie jak ten wyżej są całkiem ciekawe. Taki bałagan artystyczny sprawia, że jest, na czym oko zatrzymać. No i ten jeździec na białym koniu...co, za jeden cholerka.

Wieszamy – galeria obrazów wieloobrazowych.

Prenumerata bloga.

środa, 14 września 2011

Medytacja kojarzy się raczej z jakimś hinduskim mnichem niż z młodą dziewczyną. Dziewczyna medytująca, w dodatku nad historią Włoch?! To nie może być nic realnego, to musi być coś alegorycznego.

Sama księga to raczej też nie cała historia a zaledwie jeden z jej tomów. Któż jest w stanie unieść całą historię Italii !!


Ja sobie myślę, że wcale nie chodzi tu o historię, ani medytację tylko o to spojrzenie. Pamiętacie Kaszpirowskiego...adin, dwa, tri... To dopiero był hochsztapler.
Zgubiona dusza tego, co dał się uwieść temu spojrzeniu, dziewczyna ma diabła w oczach, chociaż krzyż trzyma w dłoni. Jak to mówią, skromna jak św. Agnieszka, a diabeł w niej mieszka!

Chłopaki lubią takie dziewczyny. 

                 
                   Francesco Hayez – Medytacja na temat historii Włoch 1850
                                     Własność prywatna

Autor był malarzem włoskim. Nieźle wychodziły mu portrety oraz obrazy o zabarwieniu historycznym. Wykazywał ciągoty do malowania obrazów z motywami politycznymi, tak jak ten powyżej. Bardziej rozsławiony jest jego Pocałunek, ale dla mnie tchnie trochę plastikiem, niczym kadr z disneyowskiej bajki. Ten natomiast uważam za najlepszy obraz malarza.

Diabeł w oczach przyciąga, mieć takiego diabła to jedno, a potrafić go namalować to drugie. Tu wyszło dobrze, ale i inni też potrafili, pewnie będzie tu więcej takich spojrzeń „z diabłem w oczach”.

Kto chce może sobie ustawić obraz, jako tapetę w komputerze i hipnotyzować się spojrzeniem w wolnej chwili.

Wieszamy – salon trzeci.

Prenumerata bloga.



blogi