Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
niedziela, 30 sierpnia 2009

Lato to dobry czas o uprawiania sportu na tzw. świeżym powietrzu. Niedawno zakończyły się lekkoatletyczne mistrzostwa, bardzo udane dla naszej ekipy. Panie zagrały główne role, a narodowy zryw huraoptymizmu pchnął niektórych do dzielenia skóry na przysłowiowym miśku i przedstawiania wyssanych z palca prognoz o potędze jaką się staniemy na olimpiadzie w Londynie, w dodatku za trzy lata. Jedni prognozowali przyszłość inni skonsumowali całe złoto od razu na śniadanie.

Sukces ma wielu ojców, a każdy jeden głodny i w dodatku pazerny. Na tej samej imprezie (mówię o mistrzostwach) odnotowano też kilka porażek ale nie odbyły się z tego tytułu ani obiad, ani kolacja, ani nawet skromny podwieczorek. I co to wszystko ma wspólnego ze sztuką ? Nic. Po prostu taka ... wolna refleksja.
No chyba, że te sukcesy jakiegoś artystę natchną i popełni swoje wiekopomne dzieło. Artyści też bywają kibicami.


                           
                                                       NN. autor nieznany – bez tytułu 1901
                                                   
Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie

Kim był i co mogło pchnąć artystę tego dzieła do jego namalowania ? Obraz powstał w roku 1901, takie Trzy Gracje sportu... szkoda że bezimienne. Sportowe sylwetki, dwie z nich rzucają, jedna talerzem, druga kijem (chociaż są tacy co twierdzą że to jachty, sport ekstremalny) trzecia jest tajemnicą. Trening to raczej niż zawody. Stadionu żadnego nie widać, może poza kadrem, widać las ale to i tak dobrze, że akcja nie dzieje się pod mostem.

Wszystkie wpatrzone gdzieś poza kadr, tam musi się cos dziać, może czwarta udziela się w swojej kolejce. Patrząc na obraz nachodzi mnie myśl, ciekawe jakie mają wyniki...
Ten i kilka innych obrazów o tematyce sportowej można oglądać w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.

Wieszamy – pokój z bujanym fotelem

sobota, 15 sierpnia 2009

Dodatek do obrazu Ogród rozkoszy ziemskich. Zapatrzony i rozkoszujący się tym obrazem całkowicie zapomniałem o takiej to sprawie:

Ogród rozkoszy ziemskich jest tryptykiem czyli takim obrazem co to z trzech części się składa, tym razem Pan Bosch uraczył nas tryptykiem z czterech części !! Kto oglądał tryptyk główny - że się tak wyrażę - i mu się nie podobało lub nasycił oczy, proszony jest o zamknięcie obrazu...

                      
                                             Hieronim Bosch – Ogród rozkoszy ziemskich
                                                    
Muzeum Narodowe – Prado, Madryt

A to Ci niespodzianka ! Czwarty obraz w tryptyku, a właściwie pierwszy, bo przecież od tego widoku powinniśmy zaczynać. Ziemia niczym szklana bańka, równie dziwna jak całe malarstwo, bardziej wpadająca w zieleń niż w błękit. Zwraca uwagę niewielka postać w górnej części lewego skrzydła oraz cytat „On bowiem rzekł, i powstało; on nakazał, i zaczęło się”. Ta maleńka postać to musi być On. Klasnął w dłonie lub strzelił palcami a może nacisnął guzik i zaczęło się.... po czym oddalił się czym prędzej mrucząc pod nosem „uuu.., lepiej stąd pójdę bo będzie na mnie !” czmychnął i to pewnie zanim ludzkość wymyśliła pędzel.

Kto z Państwa nie widział pozostałych trzech obrazów z tryptyku może spojrzeć poniżej.

Wieszamy – już wisi.

piątek, 14 sierpnia 2009

Takie obrazy powstają jak filozoficzny umysł wyraża się pędzlem. Malarstwo Hieronima Boscha pełne jest symboliki astralno – biblijno – alchemicznej. Trudnej do ogarnięcia ale za to stanowiącej bogatą pożywkę dla filozofów, historyków sztuki czy innych interpretatorów. Trudność interpretacji dzieł Boscha sprawiła, że narosło wokół niego mnóstwo legend i podejrzeń, a to że heretyk albo okultysta, a to że narkoman lub psychicznie chory.

O skomplikowanych niuansach zawartych w obrazach, kto ciekaw poszuka sobie w necie, tutaj nasyćmy oczy rozkoszując się obrazem. W końcu to Ogród rozkoszy ziemskich.


                    
                              
Hieronim Bosch – Ogród rozkoszy ziemskich –frag. środkowy
                                                    
Muzeum Narodowe – Prado, Madryt

Po epoce dysput ile diabłów zmieści się na główce szpilki i straszeniu piekłem wreszcie jakieś akcent pozytywny, chociaż wsparty wizja piekła, bo jakieś odniesienie musi być. 
Tryptyk. Po lewej raj, po prawej piekło a w środku rozkosz w ogrodzie. Jakaś niesamowita impreza, w dodatku dla nudystów, jak to śpiewano jest ochlaj i wyżerka... i mnóstwo alegorii i symboli astralnych.

Mnogość elementów sprawia, że obraz dobrze jest obejrzeć w możliwie największym formacie – TU -, a kto może wybrać się do Muzeum Prado w Madrycie ten będzie mógł podziwiać oryginał.
Warto zapamiętać, że pierwszym kolekcjonerem prac Boscha był Filip II król Hiszpanii a malarz Bosch tak na prawdę nazywał się Jeroen Anthoniszoon van Aeken.


                                             Hieronim Bosch – Ogród rozkoszy ziemskich

                                                  Muzeum Narodowe – Prado, Madryt

Jeśli to malarstwo Państwu się podoba, to warto zajrzeć do serwisu you tube, tam 9 minutowy fajny kawałek, najlepsze w drugiej połowie filmu, a także inny, animowane dwie i pół minuty oraz inne wariacje które zainteresowani łatwo odnajdą.  

Wieszamy – Salon czwarty.

poniedziałek, 03 sierpnia 2009

Optymistyczne malarstwo epoki rokoko. Putta i amory, twarze niewiniątek sielsko, anielsko i kolorowo. Nieważne czy treść jest alegoryczna czy nie, ważne, że wieje optymizmem z ram i tak fajnie pasuje na każdą ścianę. Nikogo nie obchodzi czy ten wysoki ze skrzydłami, (anioł czy łobuz ?) ostrzy strzały by trafiać w dziesiątkę na tarczy, czy też tymi strzałami rozwali jakiegoś skurczybyka, zachowując swoją twarz niewiniątka. Nikt nikogo tymi krwawymi scenami nie będzie straszył, średniowiecze skończyło się kilkaset lat temu.


                                  

                                 Charles Joseph Natoire – Kupidyn ostrzący strzałę 1750
                                                           
 Ermitaż, Petersburg.


Autor pobierał najpierw nauki u ojca rzeźbiarza, potem w Académie de France w Rzymie, w której kilkanaście lat później objął stanowisko dyrektora. Dekorował zamki i posiadłości możnych, malował wzory gobelinów, pod koniec życia tworzył wiele rysunków. Za życia uważany był za równego F. Boucherowi, dzisiaj pamiętają o nim głównie rodacy we Francji. Wystarczy popatrzeć i nie ma się co dziwić, talent może i miał ale takimi cukierkowatymi obrazami niczego wielkiego nie zwojował. Na kolana nie powala ale może się podobać.

Wieszamy – Sypialnia.

blogi