Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
poniedziałek, 27 kwietnia 2009

W lutym były góry z akcją, wcześniej górska scena rodzajowa, czas na najbardziej oblegane miejsce w naszych Tatrach.
Niedługo znów się tam zaroi od turystów, może także od malarzy a na pewno od fotografów różnej maści.
Czy jest ktoś, kto nie zna tego miejsca, nawet jeśli tam nigdy nie był ?
Malowane przez wielu, tym razem ukazane talentem malarza realisty Aleksandra Mroczkowskiego.



                                              Aleksander Mroczkowski – Morskie Oko 1891
                                                       
Muzeum Narodowe w Krakowie


Z pełną wiernością oddane piękno Tatr, urokliwe góry, świetne światło, precyzyjnie namalowany brzeg i subtelna postać ludzka. Góral to miejscowy czy przyjezdny turysta ?

Aleksander Mroczkowski namalował kilka obrazów Morskiego Oka, ale oprócz gór malował także obrazy historyczne i religijne.
Wykonał również kilka obrazów ołtarzowych oraz w kilku kościołach polichromie.
Podobnie jak inny malarz prezentowany wcześniej – (który ? odpowiedzi proszę poszukać w blogu) - wykonał kurtynę dla teatru. Teatr był amatorski, z Wieliczki.

Obrazy tatrzańskie artysty były prezentowane ok. roku 1900 na pocztówkach.

Z ciekawostek, całkiem niedawno w kwietniu 2008r powrócił do kraju zaginiony w czasie II wojny światowej obraz „Żniwa”, (tu kliknąć) utwierdza mnie to w przekonaniu, że jeszcze nie jeden obraz zrabowany w zawierusze wojennej czeka na odnalezienie i powrót do kraju. Będąc w wojażach po krajach obcych, bliższych czy dalszych, trzeba się bacznie rozglądać.
Państwo pamiętają o mieczach i krzyżackich sztandarach ? to ja  
przypominam a także o martwych naturach  przy okazji.

Wieszamy – Pokój górski. Pomiędzy mapą Tatr a naszymi fotami ze szczytów.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Staw czy też jezioro w promieniach zachodzącego słońca. Impresjonizm. Pierwszy z -izmów (nie ukrywam, że prawdopodobnie ostatni tutaj) i tym samym uświęcony, uświęcony grzechem pierworodnym… (no powiedzmy dla kogo uświęcony to uświęcony, dla innych to napaćkane monidła, bohomazy, itp. )

Na czym to w ogóle polegało ? Hmmm… głównie chodzi o światło, impresjoniści malowali obrazy jasne, przepełnione światłem. Jak dla mnie to po prostu nie radzili sobie z kontrastem, kto nie potrafił rysować ten dorabiał teorie o przenikającym obraz świetle, podstawa malarstwa – rysunek stał się zbędny. Namalowane, mogło się zlewać, mogło być niewyraźne, mogło mieć dziwne kolory i ważne żeby przedstawiało naturę…

A szczegóły ? A kto by tam zawracał sobie głowę szczegółami. To też tu nie będziemy zawracać sobie głowy teoriami. Z tego się nie strzela, tego się nie je, na to się patrzy. Popatrzmy, co kto wypatrzy to jego.



                                             Władysław Podkowiński – Mokra Wieś 1892
                                                     
Muzeum Narodowe w Poznaniu


Zanim coś wypatrzymy to warto wiedzieć, skąd się to wzięło (to znaczy impresjonizm, nie obraz). Proszę Państwa, prosto z Paryża. Nowinka modna została przywieziona przez duet Podkowiński, Pankiewicz w 1890r. Naoglądali się nowych technik i od razu chcieli podbić rynek wschodni. Niespecjalnie się udało.

Mokra Wieś. Dlaczego ten obraz ? Bo jakoś tak wpada w oko i wydaje mi się, że cała siła tkwi w kręgach wody rozchodzących się po stawie (staw to czy jezioro?).
Są jeszcze dwa inne obrazy Podkowińskiego które mi wpadają w oko, pewnie kiedyś je tu zamieszczę (ależ niekonsekwencja). 
Na marginesie dodam tylko ze Podkowińskiego cenimy nie za kręgi i odbicia w wodzie ale namiętność szału uniesionego w osobie kobiety pięknej, przez konia czarnego, w siną dal, czy jak to tam szło. Sam nie wiem bardziej piękny mu, ten koń–bestia wyszedł czy kobieta–piękna … nie sposób nie wrócić do tematu…

Wszyscy zainteresowani tym obrazem oraz bogatą kolekcją nie tylko malarstwa mogą miło spędzić sobotę, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, kiedy to wstęp jest za darmo. 

Wieszamy – Salon trzeci.

środa, 01 kwietnia 2009

Ja już gdzieś pisałem, że koło malarstwa holenderskiego i flamandzkiego to przejść się nie da obojętnie ? Przynajmniej ja nie potrafię. Ale da się wejść w to malarstwo, idzie się, idzie… i łubudu … szczególnie jak się idzie po pijaku. Nie dosyć, że pies się pląta pod nogami to jeszcze służka mopa zostawiła, trudno nie zawadzić…

No kto to widział malować takie rzeczy !
W dodatku wisi to na końcu korytarza wydatnie go przedłużając. No cóż sami zawiesiliśmy pretensji do nikogo słać nie można. Trzeźwiejemy.
A malarz z górnej półki. Można powiedzieć, że młody i perspektywiczny. Z tą młodością to może przesadziłem trochę ale perspektywiczny jak najbardziej.


                                            
                                       Samuel van Hoogstraten – Korytarz 1662
                                     
National Trust Dyrham Park Gloucestershire

Samuel van Hoogstraten był nie tylko holenderskim malarzem, ale również poetą, grawerem, teoretykiem sztuki, dyrektorem mennic w Dordrecht. Uczeń Rembrandta, zaczynał od malowania portretów, nieźle radził sobie z architektura, wnętrzami i martwą naturą ale specjalizował się w „perspektywie”.
Powyżej, typowe wykorzystanie holenderskich podłóg kafelkowych do zaakcentowania głębi. Świetna iluzja wielkiej głębi skłania spojrzenie widza do szybkiej wędrówki w głąb domu, zanim powróci, by przyjrzeć się szczegółom. Kapitalne.
Autor włączył do obrazu aluzje miłosnej schadzki – odstawiony mop, niewyraźne postaci mężczyzny i kobiety… a my w to weszliśmy…

Z ciekawostek warto wiedzieć, że w 1648r Hoogstraten wziął udział ruchu religijnym, przyłączył się do mennonitów, dziesięć lat później został wykluczony za ożenek bez pozwolenia i noszenie miecza. Takie czasy były.

Wieszamy – Korytarz. Na samym końcu.

blogi