Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
piątek, 26 marca 2010

I wreszcie nadeszła, w końcu jest. Bardzo oczekiwana w tym roku, wszak zima była sroga. Tym razem wiosna jest kobietą, chociaż z drzewa nadal nie zgramoliła się. (patrz: Wlastimil Hofman. Wiosna nie musi być kobietą.)
Nie ma za to rogów jak ta zeszłoroczna ale i wianka nie ma chociaż coś tam we włosy wplotła.
Prowokacyjnie naga, siedząca na drzewie kobieta, to nieczęsty widok. Stojąca pod drzewem to już bardziej.

No właśnie, drzewo kwieciem obsypane ale co to za drzewo jest ?
Rozpoznaje za to sikorki, pewnie parka, choć nie są to ptaszki znane z wierności, wręcz przeciwnie. Czyżby sugestia jakaś ? ... i wianka też nie ma !



                                            
                                              Laurent Bouvier – Wiosna
                                                  
Własność prywatna


A jeśli chodzi o autora... no cóż, tym razem niewiele mogę napisać. Pomijany kompletnym milczeniem, człowiek zagadka. Ba, nawet jego twórczość dotychczas nie zaistniała w necie, chociaż jeśli się ktoś uprze to doszuka się sztampowego Egipcjanina pod jakąś kolumną i poważnie nudnych kwiatów w wazonie. Oryginały gdzieś w muzeum w Grenoble, nic na co warto by tracić czas.

Czyżby to jakiś „nie odkryty” talent, Wiosna bardzo zręcznie namalowana, na pewno biegle posługiwał się pędzlem. 

Jakby nie było, któż nie lubi wiosny.
Z wiosną nadzieje rosną, nastanie lato, wszędzie bogato...

Wieszamy – salon czwarty

środa, 17 marca 2010

Pamiętacie Państwo holenderskie śniadanie ? Myślę, że znów przyszedł czas, żeby coś przekąsić, powiedzmy na drugie śniadanie.
Może figi ? A jak kto głodny i same figi to za mało, to może popchnąć bułą.
Tym razem figi, jak i buła hiszpańskie, wszakże kto chciałby zobaczyć akurat ten zestaw, powinien udać się do Paryża. Najwięcej tego malowanego jadła jest jednak w madryckim Prado.

Ten, jak i inne martwe natury ujmują kompozycją, urzekają światłem, zachwycają kolorem. Czy ja kiedyś pisałem, że martwe natury słabo na mnie działają ? Musiałem być przejedzony.

Wsadzając nos między figi nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to nie malowany obrazek, nawet nie fotografia ery cyfrowej a żywe figi ! Jedynie pieczywo mimo, że równie naturalne jak figi,  budzić może wątpliwość albowiem dzisiaj nie widuje się takiego w piekarniach. 
Za to prawie wcale nie różni się od tego holenderskiego, nieco ponad sto lat starszego. Proszę porównać.

 

                               Luis Melendez – Martwa natura z figami 1760*
                                                         
Luwr, Paryż **


Autor, pół Hiszpan po ojcu i pół Włoch po matce, dokładnie zwał się : Luis Egidio Melendez de Rivera Durazo y Santo Padre. Prawda, że hożo.

W 1771r otrzymał od księcia Asturii (późniejszego króla Hiszpanii Karola IV) zapalonego amatora nauk przyrodniczych, zlecenie na namalowanie obrazów do prywatnego muzeum historii naturalnej. Melendez namalował co najmniej 44 prace dokumentujące „każdy gatunek żywności produkowanej przez hiszpański klimat” . 39 z tych prac znajduje się w Prado. Wszystkim chętnym do oglądania tak malowanej żywności Melendeza i w takiej dawce zaleca się przed wizytą w Prado spożyć jakąś sytą strawę.   

Pomimo rewerencji, malarz zmarł w biedzie , przez wieki był przyćmiony przez sławę Francisco Goi.

Na czasie: kto akurat wybiera się lub chadza po Bostonie, może zajrzeć do Museum of Fine Arts, tam jeszcze do 09 maja, wystawa prac malarza.

Wieszamy – Jadalnia  

* W internecie można obejrzeć wiele wersji tego obrazu jednakże przekłamania kolorystyczne są dosyć spore. Mnie też się nie udało, co widać. Tu zamieszczam inne wersje obrazu zbliżone do oryginału, moje oraz b. przekłamane.

- dobra wersja kolorystyczna - TUTAJ
- moja wersja bez ostrości - TUTAJ
- moja wersja z błyskiem - TUTAJ

- bardzo popularny knot ze zwiędłymi figami - TUTAJ

**
autor

czwartek, 04 marca 2010


Zajrzyjmy znów za ocean.
Malarstwo amerykańskie już było, tym razem akt po amerykańsku. John Currin to taki malarski prowokator, może trochę skandalista.
Cała twórczość malarza jest dosyć specyficzna, to obrazy trochę karykaturalne, przedstawiające głównie kobiety zniekształcone niczym odbicie w krzywym zwierciadle. Te obrazy wprowadzają w zachwyt lub oburzenie, są kontrowersyjne ale dzisiaj kontrowersje są modne. A moda zawsze za sobą pociąga kicz, trochę kiczowate też są. 

Malując niektóre postaci nawiązuje do sztuki Cranacha.
Oskarżony o seksizm nie zaprzeczał, a ceny rosły. Ostatnio przedstawia akty mocno pornograficzne, czyżby to już ostatni akt malarskiego skandalizmu.


                          
                                   John Currin – Miesiąc miodowy nago 1998
                                               
Tate Collection, Londyn.

Całość twórczości malarza nie przypada mi do gustu, ale pojedyncze sceny tak.
Na tym obrazie, blondynka wydaje się dosyć sympatyczną, radosna i jest chyba najmniej zniekształcona ze wszystkich które namalował. Trochę podobna do Wenus Botticellego, z wyraźnie renesansowym gestem rąk.
Renesans dawał jednak więcej niż tylko czarne tło.

Miesiąc miodowy, dzisiaj wydaje się być w zaniku, zwykle to ani miesiąc ani taki znów miodowy. Currinowski miesiąc miodowy, w dodatku nago jawi się być bardzo obiecująco.
Obraz wisi w Londynie, trzeba go poszukać w Tate.

Wieszamy – salon drugi  

blogi