Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
sobota, 21 marca 2009


Portrety zwykle odwzorowują wizerunek, są też takie co odwzorowują duszę. Najlepsze odwzorowują wizerunek i dusze jednocześnie. W tym ich siła.
Portrety malowali prawie wszyscy malarze, często ratowały marne dochody i pozwalały przeżyć. Dzisiaj zgrabny portret „rzymianki” dzieło Michele Tosiniego, włoskiego malarza z Florencji.


                            
                                                    Michele Tosini – Venus Victrix
                                                  
Muzeum Narodowe w Krakowie

Zdrowy rumieniec, misterna fryzura, elegancki strój (niby ubrana po szyję ale nie końca) i przede wszystkim rozbieżnie zezujące cycuszki, tak to one rozpraszają portretową nudę.
Lewy, jakby zsynchronizowany z okiem. Niczym magnez ciągnie w stronę widza. Ba, on właśnie sprawia, że widz „przyciągnie się” do obrazu. Zabawnie to wygląda ale może się podobać.

I pomyśleć tylko, że Pani tak zezuje już prawie 500 lat i nadal zachwyca elegancją stroju i spojrzenia.
Kto chce pozezować z Panią na żywo musi się udać do Krakowa i poszukać obrazu w salach Muzeum Narodowego.  
Nie jest to jedyna zezująca Tosiniego, inna zezująca znajduje się we Florencji, jednak krakowska jest ładniejsza.


Wieszamy – Salon drugi.

niedziela, 08 marca 2009

Myślę sobie, że już czas żeby zawitała na dobre. I niech wreszcie zazieleni się…

Dzisiaj coś w sam raz na początek sezonu i w dodatku przewrotnie. Całkiem sprawny malunek (patrz notkę niżej) artysty, u którego dopatrywano się między innymi: symbolizmu, impresjonizmu, syntetyzmu, nabizmu, dywizjonizmu, ekspresjonizmu i cholera wie czego jeszcze, ufff.

Sam twórca zaś nie wierzył w żadne przepisy i recepty, a „obraz zanim stanie się rumakiem bojowym, nagą kobietą lub pierwszą lepszą anegdotą, jest w swej istocie płaską powierzchnią pokrytą kolorami, zestawionymi w pewnym porządku” (W. Hofman)
Jakież to proste i przemawiające, bez silenia się na dyrdymały.
Tym obrazem autor udowadnia, że: wiosna wcale nie musi być kobietą! Być może bywa, ale nie co roku ! Nie nosi wianka kwiatów na głowie, ale pokazuje różki. Nie przychodzi w radosnych pląsach po zielonej łące, tylko skacze z gałęzi na gałąź. Nie rozdaje uśmiechów na prawo i lewo tylko wybiera pisklaki z gniazd a i jajka pewnie też. I w ogóle, jeśli jest w tej postaci to wiadomo dlaczego w marcu jak w garncu i że wiosenna deprecha

Jakby nie było, któż nie lubi wiosny.



                                                 Wlastimil Hofman – Wiosna 1918
                                                 
Muzeum Narodowe w Krakowie

Wlastimil Hofman, syn Czecha i Polki, urodzony w Karlinie koło Pragi, związany z Krakowem a po wojnie mieszkający w Szklarskiej Porębie.

Nie był lubiany przez krytyków, nazywany był „wybitnym twórcą kiczu” i gorszym Malczewskim, moim zdaniem niesłusznie. Nie wszystko musi się podobać, ale kicz to nie jest. Doceniony najpierw za granicą, a dopiero potem w kraju. Pochodzenie też przyciągało kłopoty i miało wpływ na artystę.

Twórczość artysty jest bardzo bogata, obok Wiosny, obrazów religijnych, portretów, różnych klimatów pod wpływem Malczewskiego, na swym koncie ma także ilustracje do Przygód dobrego wojaka Szwejka, Jarosława Haszka, z którym się przyjaźnił.

Natomiast kibice piłkarscy, szczególnie Wisły powinni zachwycać się obrazem drużyny z 1927r, który artysta namalował po zdobyciu przez Wisłę w 1926r piłkarskiego Pucharu Polski.

W celu podziwiania fani Białej Gwiazdy mogą się wybrać do Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie, w soboty wstęp wolny.

Wieszamy – Przedpokój przy wejściu.

środa, 04 marca 2009

***

Chryzantema ma w Polsce zapisaną całkiem ładną kartę, nie tylko jako kwiat ozdobny masowo wykorzystywany pierwszego listopada…
Panie proszą Panów. Maestro… chryzantemy w kryształowym wazonie dla wszystkich !!

***

Przeglądając różne galerie, stare i współczesne, zastanawiałem się co powinno tu zaistnieć. To nowoczesne paćkanie z koniecznie dorobioną filozofią, bo tak samo bez filozofii to bardziej na bohomazajstwo pozuje, nie wywołuje jakichś większych emocji, jeśli w ogóle. (Przynajmniej u mnie, bo u innych to różnie). Czasami jednak trafia się artysta, który nie musi tłumaczyć co przedstawia jego sztuka i w której kategorii izmów się mieści, podpierając się przy tym stosem wycinków z tzw. prasy fachowej gdzie produkują się literacko koledzy, wpisujący w rubrykach zawód – krytyk.
Czasami trafia się całkiem sprawnie sporządzony malunek.

Taki jak ten. Świetny rysunek, dbałość o detal, wirtuozeria techniczna, proste. Proste i genialne i co najważniejsze jest na czym oko zawiesić.


                                    
                                                  
Claudio Bravo – Chryzantema 1974
                                                              
Własność prywatna

Claudio Bravo chilijski malarz realista, mieszkający i pracujący w Maroku. Głównie współczesne martwe natury w różniastych układach ale nie tylko. Facet, który pędzlem, z powodzeniem zastępuje aparat fotograficzny.
Prawda, że bardzo przyjemnie się patrzy ?

***
Chryzantemy fatalne. Maestro… chryzantemy w półlitrówce, dla dorosłych !!

***

No to tyle tej nowoczesności na razie. Do obrazka jeszcze kawałek poezji produkcji rodzimej, ale nie byle jakiej, bo wprost od noblisty.

A jak ktoś z Państwa będzie miał okazję sprawić sobie jakiegoś Claudia Bravo to polecam, nawet te martwe natury jeśli ktoś lubi. Nie widzę przeciwwskazań do zawieszenia na ścianie.

Tyłek dziewczyny, która przechodzi,
Okrągły tyłek rzeźbiony w blasku
To jest planeta  biednych astronomów,
Kiedy z butelka siedzą na piasku
                                        Cz. Miłosz. 

                                                                             ***
Panowie proszą Panie, na pożegnanie !! Maestro… chryzantemy białe ale zwiędnięte !!


***

Wieszamy – Korytarz. Przy wejściu do sauny.

blogi