Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
środa, 26 listopada 2014


Naturalna modelka, bez photoshopa i poprawności w trendach wizerunkowych. Oprócz pozowania, dziewczyna musi gdzieś pracować, popatrzcie na te ręce, te kolana.
Taki prosty studyjny akt, można by dodać węża i byłaby Cleopatra. To jednak nie miała być piękność, tylko poprawnie namalowane ciało. I to, autorowi udało się bardzo dobrze. Reszta, czyli tło potraktowane zostało …powiedzmy „z grubsza”. Za to, przez to „z grubsza” potraktowanie, powstał fajny kontrast między modelką a tłem.

Taki akt to raczej wyjątek niż reguła u malarza, jeśli malował ludzi, to ubranych, w okolicznościach pejzażowych, często dzieci.

Jak ona mogłaby mieć na imię?


William McTaggart –
A life study a female nude model seated on white drapery 1854
       National Galleries of Scotland, Edynburg.


Szkocki malarz krajobrazu, a krajobraz w Szkocji zawsze związany jest z morzem. Wiliam McTaggart już w wieku 12 lat malował portrety, pracując w aptece. To aptekarz namówił go, by szedł ta drogą, studiował i malował.

Autor był płodny zarówno w kwestiach malarskich jak i osobistych. Dwukrotnie żonaty, z pierwszą żoną miał szóstkę dzieci, z druga dziewięcioro. Druga żona była młodsza o 21 lat od artysty. 

Jego wnuczek też William McTaggart, także był malarzem.
Na marginesie, czy pani jest przykładem szkockiej urody czy raczej niekoniecznie? 



sobota, 15 listopada 2014

Jaś nie doczekał. Maria Konopnicka

Lubię takie klimaty, toteż, co jakiś czas pojawiają się na tym blogu.
Deliberacja nad egzystencjalizmem przy butelce wina. Tak to może się skończyć.

Sztuka średniowieczna, jak już pisałem, pełna była takich klimatów, dzisiejsza może mniej, a na pewno przedstawia inaczej. Ja jednakże, lubię tak właśnie. On to czy Ona? On. O ile wzrok w ciemnościach mnie nie myli, siedzi w błazeńskiej czapce. Kpiarz znaczy się. Zaszył się z butelką wina w najdalszym kącie piwnic, pewnie jakiejś okazałej posiadłości i… nikt go nie szukał. Zakpiło z kpiarza życie. Skończyła się błazenada. W gruncie rzeczy jakbym go znalazł to bym go nie ruszał, niech sobie tak siedzi, dobrze wygląda.

Kiedyś w sztuce czaszkami i umarlakami straszono. Tu patrzę, strachu nie widzę, widzę tajemnicę i może jakąś przygodę. 

 

              
                                   Matthew Almy –
House of Mirth
                                        Własność nieustalona.

 
Autor jest z Chicago, ale studiował również we Florencji. Wydaje mi się, że to widać w jego obrazach. Jego żona, Magdalena też maluje, a na dodatek pochodzi z Polski. Ciekawi łatwo odnajdą w necie jej prace. Klimat twórczości bardzo zbliżony.

A co do powyższego obrazu to: Nie pij w samotności, bo Cię tak znajdą, kiedy będzie za późno.
Linki do dzisiejszego wpisu:
Żyj dopóki umrzesz,
oraz kilka innych sentencji.
Pocałunek śmierci
według Baldunga.

Artysta Wiertz oraz kilka refleksji.
Omnia Venitas oraz kilka cennych informacji (w komentarzu) od czytelniczki ada.libra (Ado gdzie znikłaś?) w kwestii, co możemy znaleźć na Wawelu. Polecam.    

 



środa, 05 listopada 2014

 

Chodząc po muzeach oglądamy obrazy lub inne eksponaty a one patrzą na nas. Czasy się zmieniają, a przed nimi przemyka coraz to nowy, inny tłum gapiów. Dawniej, niektórzy-nieliczni, zatrzymywali się na dłuższą chwilę by namalować ten, czy inny obraz ulubionego artysty, teraz niektórzy-większość, zatrzymują się na krótszą chwilę by uwiecznić coś aparatem.
Tym razem jesteśmy po raz kolejny w Luwrze.

Autor obrazu już gościł na blogu, proszę zajrzeć. Grande Galerie malował kilka razy, widocznie jako kustosz Luwru miał sporo wolnego czasu. To, co zwraca uwagę, to nie obrazy na ścianach, ale te maleńkie figurki w strojach z epoki. No i fakt, że nie trzeba się przeciskać przez tłum.

                Robert Hubert – La Grande Galerie, między 1801 a 1805r
                                                               Luwr, Paryż.

 
Robert Hubert żył w ciekawych czasach i tworzył ciekawe rzeczy, nie tylko obrazy. To właśnie on nadał kształt Wielkiej Galerii w Luwrze. Przeszklony sufit znacząco wpływa na komfort podziwiania obrazów, w końcu światło się liczy. Odpowiednim oświetleniem można coś wydobyć z obrazu lub coś ukryć. Mniej więcej mamy lato, (rzeczywiście autor pisał ów tekst w lecie, ale nieprzewidziane perturbacje i przeszkody techniczne niezależne od autora spowodowały, że publikacja następuje teraz – dop. redakcja) czas wakacyjnych eskapad i podziwiań. Jak już zwiedzacie muzea małe, czy duże, zwróćcie uwagę, jak prezentują swoje zbiory.
Bo fakt, że coś w zbiorach się posiada, to jedno, a fakt jak to jest prezentowane, to całkiem inna bajka.

Tu kilka linków:

Ruiny w Polsce

Ruiny za granicą

Zajrzyj do Luwru




blogi