Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
niedziela, 30 stycznia 2011

Bliskie spotkanie któregoś tam stopnia.

Ze śmiercią na „ty”.

„Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;

Młodości! dodaj mi skrzydła!” (Adam M. *)


Młodość przemija a ja niczyja.

Dbaj o linie! Niech będzie gruba i wyraźna!

W cztery oczy z nagą prawdą. Może w cztery oczy, nagość z prawdą?


Można mieć takie, można mieć inne refleksje. Zwraca uwagę, że panna nieco rubensowska a szkielet niekompletny. Za to spojrzenia pewne. Szkielet pewnie służył studentom do nauki anatomii a panna? Hmmm.. Tego nie wiem, ale mam wrażenie ze lekko kokieteryjnie zezuje cycuszkiem. Jedna już tak czyniła,
pamiętacie?
 
                           
                        
                                    Antoine Wiertz –
Piękna Rosine **
                                    Antoine Wiertz Muzeum, Bruksela

Autor malował takie „kawałki”, bo fascynowała go śmierć, szokował, dziwił, budził kontrowersje, znaczy się, artysta!.
Oprócz szokowania, malował też monumentalne obrazy i wsławił się nową techniką, pozwalającą obrazom olejnym pozostawać matowymi, co nie odbijało światła ułatwiając oglądanie.
Na swoja sztukę sprytnie wynegocjował z państwem całkiem spora chatę chatę, państwo zasponsorowało w zamian za obrazy. Po śmierci artysty cała pracownia wraz z artystycznym dobytkiem stała się własnością państwa. Obecnie w tej pracowni mieści się Museum Wiertz, które jest częścią Królewskiego Muzeum Sztuk Pięknych w Belgii. Podobno przeżywa trudne czasy, tłumów tam nie ma a mieści się raptem 20 metrów od unijnej twierdzy biurokracji.

Antoine Wiertz zmarł w czasie pracy w swojej pracowni.
Na koniec zrobiono z niego mumię wg przepisu egipskiego. Artysta!

Wieszamy – salon drugi

* Mickiewicz. Adam Mickiewicz nie Małysz !
** Obraz ma też tytuł Dwie Młode Dziewczyny

Prenumerata bloga.


czwartek, 20 stycznia 2011

Idąc w zimie..., jakąś droga za miastem..., spotkaliście kiedyś... jakąś mandolinistkę? Bo, że dziewczynki z zapałkami się snują to wszyscy wiedzą, ale żeby z mandoliną?
Z twarzy na zabiedzoną nie wygląda, odziana raczej nie za ciepło, więc co? Wyrzucili ją z próby? Wybiegła z domu z mandolina i zaskoczyła ją zima?

Zagubiła się? W lesie czy w życiu?


A może ktoś chce jej tą mandolinę zabrać, trzyma ja tak jakby chciała ja chronić. Cokolwiek by się nie działo, dziewczyna wygląda uroczo. Żadne zimne wiatry jej nie pokonają i zaraz zagra coś wesołego na swojej mandolinie.



                             
                            Jules Joseph Lefebvre –
Dziewczyna z mandoliną
                                                   Własność prywatna
*

Francuski malarz J.J. Lefebvre znany jest z zmysłowych aktów kobiet, zwykle nagich. Tym razem uraczył nas ubraną czarnulą ze zmysłowymi oczami. Nietypowy – chyba - jest także instrument, bo posiada, nie jak normalna mandolina cztery pary strun a sześć. Ale na instrumentach to ja się w ogóle nie wyznaje, może to jakaś zawodowa wersja, w każdym razie piąta para (licząc od góry) lub druga (licząc od dołu) się zużyła i uległa. Pękła była, wymienić trzeba. Kto pomoże dziewczęciu?

Dziewczyna z instrumentem jak mandolina czy inna gitara to dosyć popularny motyw malarski, na pewno jeszcze kiedyś tu wróci.

Wieszamy – biblioteka prywatna

*
W internecie można znaleźć dwie informacje, wg jednej obraz znajduje się w kolekcji M.S Rau Antiques to wersja popularna, wg innej obraz jest własnością Collection of Fred and Sherry Ross. Jakby nie było jest w rękach prywatnych.

Prenumerata bloga.

środa, 12 stycznia 2011

Czym by tu rok zacząć, może jakimś tematem popularnym? Na przykład takim o dziejach pięknej czarownicy (nie mylić z czarodziejką) Armidy i dzielnego Rinaldo (nie mylić z Ronaldo, nie te czasy, nie ta branża).
Państwo dobrze znają tą historyjkę, miłosno wojenne kino akcji. Nie?! Ależ...

To tak, na początek jest
Jerozolima i wyprawa krzyżowa, w trakcie pojawia się czarownica Armida, żeby namieszać. Na końcu jest happy end.
Acha, no i ten Rinaldo, dzielny zresztą, też przeżywa, żeby było do pary. W środku mamy kino akcji, miłość, intrygi, nawalanki, dzieją się rzeczy, które filozofom się nie śniły.
Co do Armidy to jest olśniewająco piękna czarownicą po prostu sex bomba pierwszej wyprawy krzyżowej. Nie mogło być inaczej, jak miała namieszać. To, że jest czarownicą niech Państwa nie myli. Różnica między czarodziejką a czarownicą nie tkwi w urodzie tylko w tym, że czarodziejka patrzy głęboko w oczy, potem dzieje się „pościelówa” i kręcą melodramaty, natomiast czarownica patrzy głęboko w oczy, potem napieprzają się, a trup ściele się gęsto.
Kto jest zaciekawiony szczegółami powinien sięgnąć po epos rycerski w 20 odcinkach, pod tytułem Jerozolima wyzwolona niejakiego
Torquato Tasso.

Facet napisał, a inni z tego korzystali, a to malunek jakiś (kilku znanych malarzy) a to operę zmontowali (Giacomo Rossi, Fryderyk Haendel), teatr i film również nie ominął tematu.



                                                Antonio Bellucci –
Rinaldo i Armida
                                            
National Gallery of Slovenia, Ljubljana

Antonio Bellucci  (nie mylić z Moniką Bellucci, nie wypada też mylić z Giovannim Bellinim) jest znany głównie ze swoich produkcji dekoratorskich dla różnych kościołów w Austrii, Anglii i Italii.
Na obrazie Armida urodą specjalnie nie powala (spójrzcie chociażby na Batszebę), ale na czarownicę także nie wygląda, a Rinalda, mam wrażenie czesze ten sam fryzjer, co Armidę. Chyba po to im takie wielkie lustro, żeby loki porównywać. Czegóż to ludziska nie zabierają na schadzki w plenerze!
Za sprawy, które się filozofom nie śniły robi nieletni ze skrzydłami, za intrygantów, podglądacze, a za jelenia na rykowisku papuga.
Ozdobne, bo takie ma być jak wszystko w okresie rokoko.

Oryginał do obejrzenia w
Muzeum Narodowym Słowenii. 

Wieszamy – sala balowa.

Prenumerata bloga.


blogi