Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
niedziela, 31 stycznia 2010

Z gorącego marokańskiego klimatu – ach ta Zocha! - cofnijmy się do Quattrocenta. A gdzie to jest ? A to tak miedzy średniowieczem a renesansem czyli daleko, znaczy się ..dawno.
Niejaki Vasari – pierwszy dziejopis sztuki - podzielił znane mu okresy malarstwa na różne szufladki i jedną nazwał właśnie Quattrocento.
W tym okresie tworzył Piero di Cosimo. Ciekawa postać o której – jak w większości przypadków z tego czasu – wiemy mało. Nie jest to najlepszy czy najbardziej uznawany malarz tego okresu ale przecież nie chodzi o wyścigi.

Mistrzem Piera był Cosimo Rosselli, bo wogóle to Piero nazywał się di Lorenzo, show biznes ma jednak swoje prawa, Piero przyjął nazwisko po mistrzu.
Na początku pomagał swemu mistrzowi malować freski w Kaplicy Sykstyńskiej, potem projektował widowiska uliczne, parady karnawałowe i cenił to bardziej niż malarstwo. Zdobił meble i tworzył wzory dywanów. Swoich obrazów nie datował i nie sygnował, to kolejny który przez to narobił roboty badaczom. Podobno zajmował się również alchemią, a kto się wtedy nią nie zajmował.
Zwariowany dziwak, kapryśny i nieśmiały, który unikał ludzi i nie dbał o swoją egzystencję. No i co najważniejsze miał facet fantazje... bujną.


                             Piero di Cosimo – Perseusz uwalnia Andromedę ok. 1515
                                                Galleria degli Uffizi, Florencja.

Perseusz uwalnia Andromedę, ładnie z jego strony, że po rycersku przyszedł kobiecie z pomocą ale nie ta kwestia zajmuje mnie w obrazie.
Do ram przyciąga bestia a konkretnie smok. Wprawdzie ogniem nie zionie ale kły ma całkiem spore i jakoś tak kokieteryjnie zawinięty ogon, może to smoczyca... tylko dlaczego kokietuje Andromedę, też kobietę ? A może jednak wabi Perseusza ....

Mamy przy krakowskim Wawelu całkiem swojskiego smoka, motyw malowniczy i działający na wyobraźnie a jednak jakoś tak słabo wykorzystany w naszej sztuce. Częściej zostaje wykorzystany w sztuce europejskiej jako ofiara przemocy, obrywająca po łbie od św. Jerzego (tak też u nas Juliusz Kossak) bardzo często w Chinach już bez Jerzego.
Cosimo obraz potraktował w sposób komiksowy. Kompozycja też trochę chaotyczna, ale jak się pojawia bestia to zwykle powstaje chaos. Proszę się dobrze przyjrzeć, Smok jeden ale Perseuszy jakby kilku.
Ilu Państwo widzą ?

Wieszamy – biblioteka prwywatna   

niedziela, 17 stycznia 2010

W zasadzie powinienem nic nie napisać bo i po co, wszystko widać. Panie i Panowie przedstawiam: marokańska Zocha, co ją słońce kocha. No nie całkiem dokładnie bo arabskie imię Zohra a właściwie Zahrah (زهره)  to po naszemu kwiat ale możemy przyjąć swojsko, że to Zocha.
Za oknem śniegi i mrozy a my nacieszmy oczy słońcem Afryki.

Dzisiejsze Zośki w Maroku także noszę się niebanalnie i kolorowo jednakże są jakby-cokolwiek mniej otwarte na tendencje światowe, w szczególności panoszącą się tu i ówdzie teorię globalnego ocieplenia.


                  

                                  Adam Styka – Zohra – tancerka z Maroko
                                                 
Własność prywatna.


Adam Styka, syn Jana, młodszy brat Tadeusza, wszyscy malowali, każdy trochę inaczej. Adam Styka za służbę w Armii Francuskiej podczas I Wojny Światowej uzyskał francuskie obywatelstwo i został odznaczony Krzyżem Zasługi.

Podobnych obrazów o tematyce orientalnej, skąpanych w słońcu marokanek i arabów, namalował kilka. Po wyjeździe do ameryki malował także sceny z Dzikiego Zachodu, tematyka orientalna jest jednak bardziej wpadająca w oko i cieszy się większą popularnością wśród widzów.

Nie wiem co tańczyły tancerki Adamowi Styce, ale pewnie nie wyglądało to tak. Poza dorodną tancerką warto zwrócić uwagę na srebrną i złota biżuterię, zapewne dodającą uroku i blasku.

Wieszamy – sypialnia.   

czwartek, 07 stycznia 2010

Jeden rzut oka wystarczy żeby określić gdzie jesteśmy. Typowo rosyjskie klimaty, wystrój, ikona, szaty, kolorystyka... można by rzec, że typowe rosyjskie malarstwo, z tym że nie do końca. Obraz namalował Niemiec, wprawdzie urodzony w Moskwie ale tylko dlatego, że jego ojciec budował tam kolej na trasie Moskwa – St. Petersburg.
Oscar Freiwirth – Lutzow malarstwo studiował w Genewie, Paryżu , Rzymie, Monachium...
Malował sceny określane mianem realizmu mieszczańskiego.


                 Oscar Freiwirth - Lutzow – Drogi gość z daleka 1888
                                           
Ermitaż, Petersburg.

Na obrazie dwie rzeczy zwracają uwagę swoja malowniczością. Deseń tapety i buty. O ile na ścianach jak ktos bardzo chce, to sobie może takie esy floresy położyć, o tyle takich butów już nie robią. Z rosyjskiego wkładu w obuwnictwo pozostały jedynie walonki, produkowane do dziś... a mogło być tak kolorowo.
Kim jest drogi gość z daleka, skąd przyjechał ? Tego nie wiemy ale pieniędzy mu nie brakuje, być może handluje na Kaukazie lub wraca z dalekiej Syberii. Skłaniam się ku Kaukazowi, po tym co widać w lewym dolnym rogu. Bogato zdobiona szabla być może arabska, jakieś naczynia spowite sznurem pereł, skrzynia pełna prezentów.

Ciekawe czym handlował bo przecież nie gazem, w takim razie może kawiorem ?
Jak jesteśmy przy jedzeniu, co podano w kociołku, pierogi czy Strogonowa ? Stolik mały, dwuosobowy ale zastawa książęca, samo złoto i srebro. Kto chciałby przyjrzeć się z bliska szczegółom obrazu w oryginale musi udać się do Rosji, do Petersburga. Przy okazji można spróbować kawioru czy pierogów i herbaty z samowaru.


Wieszamy – w gabinecie gdzie załatwiamy kameralne audiencje i zbieramy  stojadła z wojaży.   

blogi