Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
sobota, 21 marca 2015

Mieszczańskie wnętrze kryje się w mroku, ogień w kominku dogasa.
Za pięć dwunasta. Nastrojowa kompozycja i bardzo proporcjonalna figura. Na białym atłasie uwodzi zalotną pozą. Czy można powiedzieć, że ma diabła w oczach czy tylko nęcące spojrzenie?
Takie ciepłe malarstwo. Dla porównania kilka innych obrazów z leżącymi kobietami: J.B. Reiter i jego żona pod pierzyną. Kobieta w ujęciu skandynawskim A. Zorna, malowane lewie 11 lat później a jakże inaczej. W. Brymner też nieco później malował, za to E. Grandjean nieco wcześniej.
Dla porównania jeszcze słynny L. Alma-Tadema oraz coś z malarstwa krajowego, akt L. Wyczółkowskiego. Akt malowany rok później niż obraz Egornova.
Można wybierać, który obraz Państwu się podoba najbardziej?.

Obraz S. S. Egornova pojawił się w 1999, w domu aukcyjnym Christie’s.

                        Sergei Semenovich Egornov – Naga kobieta na sofie. 1907
                                                        Własność prywatna.


O rosyjskim malarzu, co nieco można znaleźć, jeśli się przeszuka rosyjskie strony internetowe, ale nawet tam nie za dużo. Szkolił się w Akademii Sztuk Pięknych, zdobywał medale, był wziętym portrecistą i pejzażystą. Miał brata Aleksandra, także malarza. Artysta chyba jeszcze nieodkryty do końca, ale nie można powiedzieć, że nieznany. Jego obrazy wiszą w muzeach, głównie rosyjskich i pojawiają się na aukcjach. Ten wydaje się rozgrzewać widza najmocniej. Wszystko za sprawą nieźle rozpalonego kominka.



sobota, 07 marca 2015

Impresjonizm się tu nie pojawia, ale jeśli chodzi o coś do czytania to, dlaczego nie. Jak się poznaje okoliczności, w jakich czasach i warunkach, ktoś tworzył, to potem łatwiej odbiera się jego sztukę.

Jak powstała grupa, kto dołączył ostatni? Kto sprzedawał a kto nie? Jak toczyło się życie prywatne malarzy.
Książka opowiada o impresjonistach na tle ówczesnych wydarzeń historycznych. Jest ułożona chronologicznie, toteż łatwo możemy porównać dzieje każdego z malarzy. Bardzo bogata w informacje, pełna szczegółów. Tom jest dosyć opasły, ale wciągnie każdego, kto lubi sztukę, biografie a także historię.

                      
                          Sue Roe – Prawdziwe zycie impresjonistów.
                                     Wydawnictwo Iskry. 2007.

Roe Sue jest angielką, poetką, krytykiem, recenzentem, pedagogiem. Udziela się na uniwersytecie w Sussex. W Polsce, chyba to jej jedyna publikacja. Tym, którzy wezmą się za czytanie polecałbym mieć w pobliżu dostęp do netu, bo książki są wprawdzie do czytania, ale malarstwo jest do oglądania a książka pod tym względem jest skąpa.
A ja się tymczasem zastanowię, którego z impresjonistów by tu umieścić. Miłej lektury.



wtorek, 17 lutego 2015

 
O co tu chodzi? Bo coś się nie zgadza.


Bajka pierwsza „Kąpiel Nimfy i Fauna”.
Faun, czyli Pan owszem dybał na cnotliwe Nimfy. Jedną z nich zdybał nad rzeką, a kiedy została zamieniona w trzcinę, zerwał ją i zrobił fletnie. Tu jest i fletnia i Nimfa. Fletnia wisi na drzewie. Nimfa wcale nie wydaje się być zdybana, a usłużnie prowadzona do wody. W dodatku Faun ma nogi ludzkie a powinien mieć kozie. Fletnie to raczej robi się z drzewa a nie z trzciny, ale mogę nie mieć racji. A może to w ogóle nie ta bajka?

Bajka druga „Młoda dziewczyna nad rzeką Skamander”.
Młoda owszem, w wianku, znaczy się, że w dziewictwie. Jakaś woda jest powiedzmy, że rzeka. Jaka rzeka? Tego się nie da określić może i Skamander, tylko, dlaczego w tytule nic a nic nie mów się o tym młodzieńcu? Uwodziciel z pomalowanymi oczami i to sitowie w miejscu fallusa. Skradnie wianek i porzuci, oby nie utopił tylko.

Panie Court, co Pan namalował?... Dla kogo? ...I po co!


                
                    Joseph Desire Court – Nimfa i Faun w kąpieli.
1824
             Musee des Beaux Arts at de la Dentelle d’Alencon.
Alencon.


Francuski malarz portretów arystokracji i tematów historycznych. Dosyć przeciętny, owszem można rzucić okiem, ale na kolana nie powala.

Obrazy malarza wiszą w wielu muzeach świata, powyższy w Muzeum Sztuk Pięknych i Koronek w Alencon. Nie wiem czy bardziej można się tam zachwycić sztukami pięknymi czy koronkami, ale jak kogoś nie zachwycają koronki z Koniakowa to tym bardziej nie zachwycą z prowincji we Francji.

 linki do tekstu poniżej:
Muzeum koronek
Tak się prezentuje obraz w muzeum

poniedziałek, 02 lutego 2015


Taniec śmierci, jeden z najpopularniejszych motywów w średniowieczu. Średniowiecze odeszło, ale taniec powraca. Na początku XX w., powrócił na płótnach austriackiego malarza. Niezwykle sugestywnie, przytłaczająco. Zapada w pamięć. Taniec śmierci, to cykl sześciu obrazów, oraz szkiców i wielu powtórzeń, jakie autor dokonał między 1906 a 1921r.

Najbardziej znana wersja jest z Belvedere w Wiedniu, inne są w Dreźnie w Gemaldegalerie, Innsbrucku w Landesmuseum, Klagenfurcie w Muzeum Narodowym, Wiedniu w Leopold Muzeum, kilka jest własnością prywatną, kilku los jest nieznany.


                                Albin Egger Lienz – Dance of The Dead 1915
                                              Leopold Museum, Wiedeń.


Taniec śmierci powstał, jako monumentalna alegoria przeciwko wojnie i dotyczył wojny wyzwoleńczej Tyrolczyków z 1809r. Szybko stał się antywojenna alegorią w ogóle. Antywojennych obrazów A. Egger Lienz namalował jeszcze kilka, sam uczestniczył w działaniach wojennych podczas pierwszej wojny światowej. Wszystkie wersje namalowane przez autora różnią się nieznacznie, patrz linki poniżej. W 2014 była wystawa w wiedeńskim Belvedere oraz Schloss Bruck, na której pokazano 5 z 6 wersji obrazu, linki poniżej.

Wersja z Belvedere, Wiedeń.
Wersja z Schloss Bruck Lienz lub obcięta werja z Belvedere
Tak prezentowały się obrazy na wystwie w Museum Schloss Bruck. – tu wersja z „dechami” fajna, ale nie ustaliłem czyja.

Tu widać rozmiar wersji belvederskiej.
Trzy wersje obok siebie.  
Dwie kolejne wersje na wystawie w Belvedere.

 

sobota, 17 stycznia 2015


Ekspresja, ruch, dynamika, chyżość, animusz, werwa, wigor, szwung..

Nie jest to wszystko proste do wyrażenia pędzlem. A tu proszę, niczym stopklatka z filmu, jeden kadr. O ile ludzkie oko potrafi taki ruch wychwycić, to zapamiętać wszystkie jego szczegóły nie jest prosto, tym bardziej ustawić np. konia w takiej pozie.

Józef Brandt był jednakże, w pewnym okresie swej twórczości, mocno zaangażowany w przekazanie pędzlem takiego ruchu właśnie. I proszę jak pięknie się udało. Dramatyzm sytuacji, zapierający dech w piersiach. Czy Pan w białej sukmanie przeżył?

                            Józef Brandt – Konie poniosły 1885
                                      Własność prywatna.


Bardzo lubię twórczość Józefa Brandta, a ten obraz szczególnie. Nie ma tu kozaków, lisowczyków, walki. Są konie, ale po cywilnemu rzekłbym, jest anegdota, i precyzja w detalu a wszystko ujęte bardzo malowniczo. Józef Brandt tak dobrze malował konie, dlatego, ponieważ będąc w Paryżu postarał się o pozwolenie na rysunkowe i malarskie ćwiczenia w stadninie koni, należącej do żandarmerii, a wiadomo praktyka czyni mistrza.

 W pierwszym poście z Brandtem zamieściłem dwa z poszukiwanych obrazów, czas leci, poszukiwania trwają, kilka ważnych obrazów odnaleziono i odzyskano, w tym jeden Brandta. W 2012r wrócił do kraju obraz „Czaty” skradziony z Zachęty. A te poniżej nadal są poszukiwane:


             


     

Linki do tekstu:
Józef Brandt z Warszawy
Lisowczycy
Obraz "Czaty"

 



wtorek, 06 stycznia 2015

W przed dzień wesela, huculska kapela ćwiczy muzykę skoczną.
Dźwięki porwały do tańca pary, przed chałupą robi się tłoczno.
Trzaskają obcasy, wirują kiecki, kręci się kołomyjka.
Gdy gra muzyka i na wsi wesoło, dzieje się komedyjka.

 

Ekspresyjne, żywiołowe, radosne. Jeden z obrazów o tematyce ludowej Teodora Axentowicza. Dynamiczne pociągnięcia pędzla na płótnie, widać, że obraz był malowany od serca.
Nie jestem pewien czy „słychać” muzykę z obrazu, ale na pewno jakieś dźwięki przebijają się do uszu.


                                                 Teodor Axentowicz – Kołomyjka 1895
                                                     Muzeum Narodowe w Warszawie

Axentowicz pozostaje malarzem słabo „zbadanym”.  Był uznanym portrecistą w Europie. Wiele poróżował, znał biegle francuski, niemiecki, angielski, bywał na salonach. Ożenił się z Iza Giełgud i miał 8 dzieci. Bardzo dużo malował, w końcu z czegoś musiał utrzymać rodzinę. Dużą wystawę prac artysty (80 obrazów) niedawno można było podziwiać w Sopocie, niestety nie widziałem, tylko tyle, co w necie dane było znaleźć.

Córka Jadzia, na tym blogu już była.



czwartek, 18 grudnia 2014


Smutna trochę, wydaje się, że z wypiekami. Studium kobiety tworzone z natury.
Całkiem udane, nawet bardzo dobre. Florentyna. Być może tak miała na imię, na prawdę, a może tak nazwał ją autor. Kolejny przykład malarstwa skandynawskiego. Całość jest bardzo mała zaledwie 22 cm średnicy i nie jest to obraz olejny na płótnie, ale na miedzi. Tylko, dlaczego jest smutna?



                         Christoffer Wilhelm Eckersberg – Female Model, Florentine 1840
                                               Fyns Kunstmuseum, Odense*.


Autor otrzymał miano ojca duńskiego malarstwa, jako profesor i dyrektor Królewskiej Duńskiej Akademii Sztuk, wprowadził do duńskiej sztuki studium z natury. Nie ma to jak malowanie pozującej nagiej kobiety. Nawet, jeśli jest smutna. Poza tym kariera raczej klasyczna. Najpierw był talent, potem szlify w szkołach, następnie podróże po miejscach malarsko docenionych. Autora w wieku 70 lat zabrała zaraza, co grasowała po Danii.

Odense

Anders Zorn 

Marten Eskil Winge


*Fyns Kunstmuseum zostało zamknięte, jako niezależne muzeum, od 2014r zbiory są częścią Brandts, Odense. 

 

poniedziałek, 08 grudnia 2014


Żeby malować trzeba umieć rysować. A niektórzy poprzestają na rysowaniu a w zasadzie robią z rysunku swoją główna dziedzinę w produkcji obrazków. A jak to robił autor? Trochę pod prąd, a mianowicie zwykle malował farbami olejnymi obraz, który później był reprodukowany, jako np. okładka magazynu.

9 pań, 6 panów, 5 kapeluszy, 1 czapka, 1 chusta… średnia wieku mieszcząca się w górnej połowie średniej życia ludzkiego. Ot, obraz jak rozprzestrzeniała się plotka. Kiedyś. Bo dzisiaj plota nazywa się njus i nie przechodzi z „ust do ust” tylko raczej z ekranu na ekran.

Co tam plota, niech sobie żyje własnym życiem. Twarze są ważne, podobno to znajomi artysty. No i koncepcja, tu bardzo jasna. Trzy przekazy na rząd, pięć rzędów i zaczynamy drugie okrążenie.

No. Możemy, jak mamy dużo czasu snuć refleksje, co było tematem tego przekazu.



                                 Norman Rockwell – Plotki 1948
                             Norman Rockwell Museum, Stockbridge.

 

Autor, mocna postać w świecie ilustratorów. Największy sukces przyniosły mu okładki Saturday Evening Post, z którym związany był przez 47 lat. Jego obrazki inspirują całą sztukę amerykańską. Kto jest zainteresowany sztuką ilustrowania, odnajdzie w internecie mnóstwo prac artysty. Jest także muzeum, warto pooglądać.

 

Norman Rockwell Museum

Saturday Evening Post

 



środa, 26 listopada 2014


Naturalna modelka, bez photoshopa i poprawności w trendach wizerunkowych. Oprócz pozowania, dziewczyna musi gdzieś pracować, popatrzcie na te ręce, te kolana.
Taki prosty studyjny akt, można by dodać węża i byłaby Cleopatra. To jednak nie miała być piękność, tylko poprawnie namalowane ciało. I to, autorowi udało się bardzo dobrze. Reszta, czyli tło potraktowane zostało …powiedzmy „z grubsza”. Za to, przez to „z grubsza” potraktowanie, powstał fajny kontrast między modelką a tłem.

Taki akt to raczej wyjątek niż reguła u malarza, jeśli malował ludzi, to ubranych, w okolicznościach pejzażowych, często dzieci.

Jak ona mogłaby mieć na imię?


William McTaggart –
A life study a female nude model seated on white drapery 1854
       National Galleries of Scotland, Edynburg.


Szkocki malarz krajobrazu, a krajobraz w Szkocji zawsze związany jest z morzem. Wiliam McTaggart już w wieku 12 lat malował portrety, pracując w aptece. To aptekarz namówił go, by szedł ta drogą, studiował i malował.

Autor był płodny zarówno w kwestiach malarskich jak i osobistych. Dwukrotnie żonaty, z pierwszą żoną miał szóstkę dzieci, z druga dziewięcioro. Druga żona była młodsza o 21 lat od artysty. 

Jego wnuczek też William McTaggart, także był malarzem.
Na marginesie, czy pani jest przykładem szkockiej urody czy raczej niekoniecznie? 



sobota, 15 listopada 2014

Jaś nie doczekał. Maria Konopnicka

Lubię takie klimaty, toteż, co jakiś czas pojawiają się na tym blogu.
Deliberacja nad egzystencjalizmem przy butelce wina. Tak to może się skończyć.

Sztuka średniowieczna, jak już pisałem, pełna była takich klimatów, dzisiejsza może mniej, a na pewno przedstawia inaczej. Ja jednakże, lubię tak właśnie. On to czy Ona? On. O ile wzrok w ciemnościach mnie nie myli, siedzi w błazeńskiej czapce. Kpiarz znaczy się. Zaszył się z butelką wina w najdalszym kącie piwnic, pewnie jakiejś okazałej posiadłości i… nikt go nie szukał. Zakpiło z kpiarza życie. Skończyła się błazenada. W gruncie rzeczy jakbym go znalazł to bym go nie ruszał, niech sobie tak siedzi, dobrze wygląda.

Kiedyś w sztuce czaszkami i umarlakami straszono. Tu patrzę, strachu nie widzę, widzę tajemnicę i może jakąś przygodę. 

 

              
                                   Matthew Almy –
House of Mirth
                                        Własność nieustalona.

 
Autor jest z Chicago, ale studiował również we Florencji. Wydaje mi się, że to widać w jego obrazach. Jego żona, Magdalena też maluje, a na dodatek pochodzi z Polski. Ciekawi łatwo odnajdą w necie jej prace. Klimat twórczości bardzo zbliżony.

A co do powyższego obrazu to: Nie pij w samotności, bo Cię tak znajdą, kiedy będzie za późno.
Linki do dzisiejszego wpisu:
Żyj dopóki umrzesz,
oraz kilka innych sentencji.
Pocałunek śmierci
według Baldunga.

Artysta Wiertz oraz kilka refleksji.
Omnia Venitas oraz kilka cennych informacji (w komentarzu) od czytelniczki ada.libra (Ado gdzie znikłaś?) w kwestii, co możemy znaleźć na Wawelu. Polecam.    

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
blogi