Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
piątek, 27 stycznia 2012


Poczytajmy. Dzisiaj pozycja łatwa, lekka i przyjemna. Dla niektórych to pozycja „o sztuce” dla innych „biograficzna” dla mnie „przygodowo-awanturnicza”. Wszystko to za sprawą głównej postaci, porywczego awanturnika, który wielkim malarzem był.
To co malował raczej nie pojawi się na tym blogu, nie żebym nie cenił tej sztuki ale po prostu to są ... nie te kadry. I już.

Doceniam za to bardzo samego artystę. Książkę powinna docenić młodzież, to bardzo dobry przykład na to, że talent trzeba pielęgnować a nie trwonić, bo bardzo pomaga w życiu. Przybliża również obraz jak chuligan tworzył arcydzieła.



                        
                        Desmond Seward – Caravaggio awanturnik i geniusz.
                                        Wydawnictwo Dolnośląskie.

Caravaggio!! Nie wiadomo czy bardziej zachwycać się sztuką czy podziwiać życiorys.
Na pewno był porywczym raptusem. W przeciągu 7 lat, co najmniej 11 razy stawał przed sądem, sprawy od znieważeń po pojedynki.
Czy kogoś zabił? Państwo sami doczytają.
Chorobliwie zazdrosny. O kobiety czy malarskie zlecenia? Podobno był homoseksualistą, na pewno rycerzem maltańskim, tym drugim krótko.


Jako Judytę uwiecznił Panią Fillide Melandroni, zajmującą się... nie będę tu opowiadał bo nie przeczytacie ;)


To na koniec na zachętę do czytania: „Będąc na Sycylii namalował „Wskrzeszenie Łazarza”, aby nadać Łazarzowi naturalistyczny wygląd na rozkaz malarza odkopano rozkładające się zwłoki i dano na czas malowania do trzymania jakimś robotnikom, nie mogąc wytrzymać zapachu ludzie upuścili trupa, wówczas malarz zmusił ich sztyletem do trzymania zwłok.”


Taką i inne ciekawostki „ze świata sztuki” zawiera polecana pozycja. Miłego czytania.

Wstawiamy – czytelnia.


środa, 11 stycznia 2012


Od dawna nic nowego nie było zawieszone na blogu, koniec roku przeleciał z prędkością światła a tu cisza. Jakoś tak teraz się dzieje, że miesiąc ma dwa tygodnie. No dobrze, to mamy rok 2012 i co dalej?

Na początek może kobieta ze szpadą, szablą czy innym floretem. No i co?
Wydaje się, że mówi do nas, patrząc gdzieś poza kadr. Dumna, zdecydowana, zna swoją wartość. Niby namalowana kobieta a jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to namalowana forma władzy. Tylko, kto to widział, żeby władza nagość pokazywała?!

Z dodatków zwracają uwagę buty, chyba bardziej niż ta szpada. Przy okazji ciekawe buty były także tutaj. Jakby odwinąć te cholewy to sięgną pół uda, do takich butów dodać mini... Chyba się zapędziłem, bo przecież nie po to autor rozebrał niewiastę, żebym ja ją ubierał.



                   
          James Montgomery Flagg – The Fencer
1939
                              Własność nieustalona

Autor był przede wszystkim rysownikiem i spłodził jeden z najbardziej znanych wizerunków plakatowych, portretując siebie w lekkiej stylizacji. Już jako 12-latek sprzedawał swoje rysunki do gazet. Ilustrował książki i produkował plakaty. Jego rysunki trafiły na znaczki. Rysownicy są mniej znani z nazwiska niż malarze, chociaż rysunek bardziej i częściej trafia pod strzechy, ot paradoks.

A ta szermierka podoba się Państwu? Ciekawe jak ma na imię ?
Inna kobieta z narzędziem ostrym, tak dla porównania.

Wieszamy – salon pierwszy.

czwartek, 22 grudnia 2011


Od dawna nic nowego nie było zawieszone na blogu, koniec roku się zbliża z prędkością światła a tu cisza. To może taki akcent w sam raz na grudzień przed świętami i na nadchodzący nowy rok dwa tysiące dwunasty, rok ostatni.

Facet z mieczem, częściowo w zbroi, chociaż może to kobieta – plisowane mini i ta górna część to chyba body – przegania faceta z motyką i jeszcze jedną postać, podobno to kobieta. Kobiecość podkreślona dyskretnie wychylającą się piersią gdzieś spod pachy. W ręku coś trzyma, czego nie rozpoznaje, może ktoś wie?

Wygnańcy ubrani w dwie zszyte płachty, raczej licho. Władza nie dosyć, że obuta, wystrojona to jeszcze ze skrzydłami, dziwne, bo dziwne, ale są. Podwładni niby w raju byli, ale co to za raj co trzeba z motyką zaiwaniać?
No dobrze, powiedzmy, że był to raj, to taki anioł z mieczem jawi się jak katastrofa!! Było miło, ale się skończyło. 2012. Też się ma skończyć ;) raj na ziemi. W niektórych rejonach Polski, w grudniowe święta z prezentami przychodzi anioł (czy też aniołek), to ja życzę jednak Mikołaja, ten nigdy z mieczem nie przychodzi, co najwyżej z rózgą.


Giusto de Menabuoi – Wygnanie Adama i Ewy (frag.) 1376-78
                              Baptysterium w Padwie

Giusto de Menabuoi tę scenę i kilka innych mniej lub bardziej przyciągających uwagę wymalował w baptysterium w Padwie. Całość bardzo imponująca, polecam pooglądać w necie a jak się uda to na żywo.
Autor malował kaplice, bazyliki, baptysteria oczywiście nie, jako „malarz pokojowy”. Tworzył freski religijne, te w baptysterium z Padwy zdradzają wyraźne wpływy bizantyjskie i to mi się bardzo podoba.

Wszystkim stałym czytelnikom i tym, którzy tu zawędrowali przez przypadek, bez względu na to czy wyznają jakąś wiarę czy nie: Wesołych Świat i udanego Nowego Roku 2012. Nie przejmujcie się, że 2012 to rok ostatni, są teorie nakazujące przesunąć koniec świata na bliżej nieokreśloną przyszłość. I tego się będę trzymał ;)

Wieszamy – salon drugi.

czwartek, 24 listopada 2011

Trzy panny z tamburynem
w podskokach pląsające
trzy panny z tamburynem
samiuśkie na wielkiej łące.

Ani to wiedźmy, ani rusałki,
mają tamburyn, nie mają gorzałki...

Nie jest to widok pospolity, choć pewnie dla męskiej części czytelników wielce pożądany. W dodatku z odzienia wręcz wypadają.  Dlaczego występują w liczbie trzech, odsyłam do czytelni, Pani K. Kibish-Ożarowska wyjaśnia to z wielką gracją.

Co do obrazu, kompozycja trochę sztampowa bez szaleństw, oparta na kontrastach. Blondynę owinąć na czarno, Czarną na złoto a Rudą w czerwień. Spojrzenia mówią wprost, czego one chcą od spotkanego, Czarna przywołuje wzrokiem, Ruda daje do zrozumienia, że będzie niebiańsko a Blondyna ciągnie w krzaki. Lekkim, tanecznym krokiem z palców zaczynanym nie z pięty, zbliżają się... i już po Tobie.


             
                 William Edward Frost –
L’Allegro 1848
                Royal Collection, Windsor Castle, Londyn


William Edward Frost był specjalista od malowania portretów i aktów kobiecych w wiktoriańskiej Anglii. Jego ozdobne obrazy stały się szybko bardzo popularne, nie biedował. Oryginał L’Allegro wisi w królewskiej kolekcji, żeby go obejrzeć trzeba udać się na zamek. Pozdrowienia dla królowej.
Dla przypomnienia dwa inne ozdobne kadry malowane: pierwszy francuski, drugi polski.

Wieszamy – pokój imprezowy.

środa, 26 października 2011

Wszystko marność.

Egzystencjalizm nieprzerwanie stanowił zagadnienie podejmowane abstrahując od dernier cri, emanacji prądów i fluktuacji nurtów.

Donna deliberuje nad meritum żywota, a my kombinujemy, nad czym dziewucha duma, konkretnie.
Cokolwiek nie zostanie wykoncypowane przez nią, czy przez nas i tak u schyłku całokształt degraduje się do czaszki a gros przypadków nawet tyle nie ostaje.
Zarówno niewiasta jak i czaszka, może mamić i nęcić. Kobieta nie ma jakichkolwiek precjozów, czacha nie ma żuchwy. Proporcje zostały zachowane.

Proste środki, niezaambarasowany kadr, wielce kongruentne. Adekwatny czas do kontemplacyjnych maceracji i psychologicznych dywergencji nad lichotą istnienia.. itp itd. Można nawet bez czaszki, tylko na końcu trzeba czymś irygować konkluzje.



                                                          William Dyce – Omnia Vanitas 1848
                                                               Royal Academy of Art, Londyn

William Dyce brytyjski pacykarz, fabrykował cenione konterfekty, okrasił Pałac Westminster freskami, opublikował dzieło o muzyce gregoriańskiej.

Niechybnie w wolnej chwili, medytował aspekty flankującej go sfery i zasięgał informacji w duchu, dokądże to wszystko dąży...

Nie wiem czy znalazł odpowiedź, ale chwila zadumy dała efekt w postaci tego obrazu. Myślę, że warto zajrzeć  tutaj 

Wieszamy – salon pierwszy.

Prenumerata bloga.



środa, 12 października 2011

Nowy rozdział w blogowni, miał się pojawić już dawno, ale tak jakoś zeszło. Jesień dobra pora, żeby coś poczytać o tym i owym. Można nawet o malarstwie, albo innych sztukach.

Wszystkim, którzy wychodzą z założenia, że „na malarstwie to ja się nie znam” proponuje pozycję Krystyny Kibish - Ożarowskiej „O sztuce na wesoło”. Pozwala, co nieco się zapoznać, w przystępny sposób z humorem, z lekkością. Ta książka przekonuje, że sztuka nie gryzie, nie trzeba zdobywać tajemnej wiedzy, żeby się pozachwycać jakimś dziełem malowanym czy rzeźbionym. Wystarczy trochę poczytać i mieć oczy szeroko otwarte.

Fakt, że różne dzieła malarstwa, służyły różnym celom od ozdobnych po polityczne, nie znaczy to jednak, że dane dzieło nie jest dla kogoś, kto na przykład polityki nie znosi, nie zna się i gubi w meandrach.
Każdy może poflirtować z malarskim dziełem na swój autorski sposób, każdy może pozachwycać się albo powybrzydzać tak jak lubi.

Nie ma się, co bać muzealnych sal, ani kłaniać w pas przed bohomazami zmajstrowanymi przez powszechnie uznanych, za wielkich w tej dziedzinie.

Autorka z wdziękiem daje kilka wskazówek jak bez znawców tematu móc odczytywać obrazy i rzeźby, czyli na co my w zasadzie patrzymy.

                        

                           Krystyna Kibish - Ożarowska –
O sztuce na wesoło.
                                                     Prószyński i S-ka.

Dlaczego prawda jest naga? Skąd tej golizny tyle w sztuce? Jest także coś o pomnikach i obeliskach. Dowiemy się o portretach, spojrzeniu i malowaniu duszy... Treści sporo, mnogość nazwisk i tytułów. Do książki przydaje się net, bo wprawdzie jest ilustrowana, ale wszystkiego zamieścić się nie dało. Po prawdzie to i w necie nie wszystko udaje się znaleźć, żeby skorelować tekst z obrazkiem.
Bardzo fajna lektura, rozweseli długie jesienne wieczory, osobiście wole formy papierowe książek, ale kto poszpera w necie znajdzie też w formacie na kompa.

Książek nigdzie nie wieszamy, stawiamy na półce w naszej bibliotece, ale dopiero po przeczytaniu.

Na koniec dwa zdania z ksiązki na zachętę:
„Nagość w sztuce to konflikt między artystą i krawcem”.


„Serpentinata u mężczyzn służy do uwydatniania gwałtowności akcji, dynamizuje posąg z chłodnego marmuru. Może, dlatego często mówimy:
„aż mnie skręciło ze złości”

A co to ta serpentinata i jak to dalej było z nagością w sztuce, proszę sobie doczytać własnymi oczyma



czwartek, 06 października 2011

Przy takim malarstwie wypadałoby coś napisać o winie. Winie w sensie ciekłym, a nie przeskrobanym. Ale ten blog nie jest na ten temat tylko o malarstwie.
No to napisze, że malowane wino jest bardzo urokliwe, pięknie się mieni kolorami, przyciąga uwagę widza i zachwyca. Koniec. Kropka. Obrazek i enter.
Czy to jednak nie mało?

Pijcie wino! Pijcie wino!
Nie wierzycie, że to cud
Gdy strumienie wina płyną
Choć nie sadzi winnic lud.

To może o winie w malarstwie? Ale to temat na grubą książkę a nawet kilka tomów. Ja tylko tyle, że:
- najbardziej intrygujący motyw wina, jest ujęty na obrazie Pana da Vinci pod tytułem „Ostatnia wieczerza”, po prostu go tam brak wbrew zapisom biblijnym.   
- jedynym obrazem, który udało się sprzedać za życia Panu van Gogh jest "Czerwona winnica", obecnie wisząca w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie.
- najczęściej malowanym winiarzem jest Pan Dionizos Bachus ;)




                    George Owen Wynne Apperley – Duch wina 1917-1918
                                              Własność prywatna.

Jeśli obraz się podoba to należy zapamiętać malarza bo bez niego nie moglibyśmy się zachwycać. Anglik związany z Granadą, zaczął od malowania pejzaży, potem postawił na portretowanie kobiet. Wyszło bardzo smacznie. W twórczości Apperley’a zdecydowanie wole namalowane kobiety niż namalowane pejzaże.
Obrazy malarza można podziwiać w wielu muzeach, czasami są wystawiane także w domach aukcyjnych.

Wróćmy jeszcze do powyższego malowidła, po prawej beczka, po lewej waza. Waza ze względu na scenę jest ciekawsza od beczki. Jakieś diable, pewnie pijane, z dzbanem w ręku goni, chyba kobietę. Na wazach greckich różne rzeczy się działy. Jest pogoń, jest akcja! Po środku siedzi duch, duchami ten blog, też się nie zajmuje. ;)

Wieszamy – jadalnia.

Prenumerata bloga.

środa, 28 września 2011


Pracownie malarskie wyglądają różnie. Jedne są jasne, posprzątane i oświetlone, inne wręcz przeciwnie. Wszystkie zawierają jakieś obrazy, szkice oraz mnóstwo różnych bibelotów wykorzystywanych do tworzenia kadru. Na tym obrazie pracownia malarska po kanadyjsku, chociaż pewności nie ma. Bałagan spory, artyście można wybaczyć, niektórzy odnajdują się tylko w bałaganie.
Portrety kobiet, mężczyzn i jakiegoś podrywacza spod okienka, w dodatku na białym koniu. Białość konia ma niby podkreślać, że taki on wymarzony przez pannę rycerz. Szkoda, że nie widać, nad czym się męczy artycha, co tam na sztaludze paćka?. I odwróciłby sobie ją do światła...

Widać dobrze dwa obrazy, portret kobiety oraz ten z koniem. Te dwa zasadniczo da się rozpoznać, duże, wyraźne, i tyle w temacie. Dodam tylko, że ten z koniem gdzieś widziałem, ale absolutnie nie mogę sobie przypomnieć w jakich odmętach internetu to było, ani też nijak nie mogę trafić na niego, trudno.

                                Cornelius Krieghoff – The Studio 1845
                                 National Gallery of Canada, Ontario.


Urodzony w Amsterdamie Cornelius związany był najbardziej z Kanadą.  Kanadyjski pejzaż, zima, życie Indian stanowią też największą pulę w jego dorobku malarskim. Autor sporo podróżował, najpierw był uczony przez ojca, później studiował malarstwo w Niemczech. W swojej karierze miał też okres kopiowania dzieł w Luwrze.

Kanadyjska tematyka nie specjalnie mnie zachwyca. Wolę zimę w swojskim wydaniu oczywiście w ujęciu malarskim. Ale niektóre inne kadry Krieghoffa, takie jak ten wyżej są całkiem ciekawe. Taki bałagan artystyczny sprawia, że jest, na czym oko zatrzymać. No i ten jeździec na białym koniu...co, za jeden cholerka.

Wieszamy – galeria obrazów wieloobrazowych.

Prenumerata bloga.

środa, 14 września 2011

Medytacja kojarzy się raczej z jakimś hinduskim mnichem niż z młodą dziewczyną. Dziewczyna medytująca, w dodatku nad historią Włoch?! To nie może być nic realnego, to musi być coś alegorycznego.

Sama księga to raczej też nie cała historia a zaledwie jeden z jej tomów. Któż jest w stanie unieść całą historię Italii !!


Ja sobie myślę, że wcale nie chodzi tu o historię, ani medytację tylko o to spojrzenie. Pamiętacie Kaszpirowskiego...adin, dwa, tri... To dopiero był hochsztapler.
Zgubiona dusza tego, co dał się uwieść temu spojrzeniu, dziewczyna ma diabła w oczach, chociaż krzyż trzyma w dłoni. Jak to mówią, skromna jak św. Agnieszka, a diabeł w niej mieszka!

Chłopaki lubią takie dziewczyny. 

                 
                   Francesco Hayez – Medytacja na temat historii Włoch 1850
                                     Własność prywatna

Autor był malarzem włoskim. Nieźle wychodziły mu portrety oraz obrazy o zabarwieniu historycznym. Wykazywał ciągoty do malowania obrazów z motywami politycznymi, tak jak ten powyżej. Bardziej rozsławiony jest jego Pocałunek, ale dla mnie tchnie trochę plastikiem, niczym kadr z disneyowskiej bajki. Ten natomiast uważam za najlepszy obraz malarza.

Diabeł w oczach przyciąga, mieć takiego diabła to jedno, a potrafić go namalować to drugie. Tu wyszło dobrze, ale i inni też potrafili, pewnie będzie tu więcej takich spojrzeń „z diabłem w oczach”.

Kto chce może sobie ustawić obraz, jako tapetę w komputerze i hipnotyzować się spojrzeniem w wolnej chwili.

Wieszamy – salon trzeci.

Prenumerata bloga.



poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Panienka z okienka. W Gdańsku toż to jest całe urzędnicze stanowisko z tym, że prawie społecznie pełnione. Co jakiś czas są castingi, trzeba tylko być gdańszczanką między 18 a 23 wiosną życia, reszta to improwizacja. Postać w filmie rozpowszechniła Pola Raksa, dla młodszych co nie kojarzą – to ta piękność co grała Marusię w Czterech Pancernych.

Temat jak widać zachwyca nie tylko w Gdańsku, widok takiej panienki uwiódł Rembrandta i to prawie 400 lat temu. Ze wszystkich malarzy swoich czasów, Rembrandt namalował najwięcej portretów.

Obraz malowany ok. 1645, tożsamości dziewczęcia nikt nie ustalił.



                  
                  Rembrandt Harmenszoon van Rijn – Dziewczyna w oknie1645
                                        Dulwich Picture Gallery, Londyn


Rembrandty mają wzięcie.

Jak cenne są „Rembrandty”? W grudniu 2009r jeden z nich "Portret mężczyzny podpierającego się pod boki" z 1658 r. na aukcji Christie's poszedł za cenę 20,2 miliona funtów (91 milionów złotych wtedy), Rekordowy „Rembrandt”.(W tym samym dniu droższy był tylko Rafael, ale to temat na inna bajkę). Ten sam obraz (o „Rembrancie” mówię) w roku 1930 uzyskał kwotę 18,5 tys. funtów, potem był kilkakrotnie sprzedawany, po raz ostatni publicznie widziany w 1970r.

Rembarandty mają wzięcie.

Najwięcej „Rembrandtów” wisi w USA, śmiało można powiedzieć, że jest ich tam kilka tysięcy więcej niż autor zdołał namalować w całym swoim życiu. Skąd ich tam tyle, ano myślę sobie, że to efekt amerykańskiego snu od pucybuta do miliardera. Taki bogaty w USA działa prosto, światowych malarzy było trzech... (wszyscy na „R” - to ich utwierdza w przekonaniu, że tylko trzech ich było).... Rafael, Rubens, Rembrandt. Rafael wypaćkał tynk na suficie, tego się nie da zaimportować z Rzymu, Rubens to same grube baby, kto by chciał wieszać na ścianie grubą babę, jak tam wkoło ich tyle a jak nie, to się podrzuci markowego hamburgera żonie, raz i drugi, i będzie miał to samo. I to live. Pozostał Rembrandt, prestiżowo. 

Według Urzędu Celnego USA, w latach 1909-1951 sprowadzono do Stanów co najmniej 9428 obrazów „pędzla Rembrandta” !! (Thomas Mc Shane, Dary Matera – ("Na tropie skradzionych arcydzieł") – wprawdzie „pędzla Rembrandta” to nie to samo, co „Rembrandta” ale nie bądźmy drobiazgowi.

Rembrandty mają wzięcie.

Nie dalej jak kilka dni temu z hotelu Ritz w Marina del Ray, rąbnięto szkic tegoż autora, który odnaleziono parę dni później w kościele, po anonimowym jak zawsze telefonie.

Rembrandty mają wzięcie.

Jedna z jego prac, zwana jest potocznie „Rembrandt na wynos”. Obraz w oryginale nosi tytuł Jacob de Gheyn III  był już kradziony 4 razy, na szczęście zawsze się odnajdował.  

Na koniec nieco inna wersja kolorystyczna, dla porównania.
Nie wiem, która jest bliższa oryginału, wiem, że w necie można znaleźć jeszcze kilkanaście innych wersji, każda gorsza jedna od drugiej.

Wieszamy – salon drugi.

Prenumerata bloga.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
blogi