Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
sobota, 12 kwietnia 2014


Drzemka. Krótki sen.
Sjesta. Półsen. Kimanie. Niby się śpi, ale nie do końca.
Podobno pomaga i regeneruje. Ale, kto urządza drzemki pod pierzyną. Samo słowo pierzyna kojarzy mi się z mrozem i metrowymi zaspami. Jak już się wchodzi pod pierzynę to nie na drzemkę. Poza tym tak mi się wydaje, że tendencję do ucinania drzemek ma jednak męska cześć społeczeństwa. W fotelu, przed telewizorem, ewentualnie pod kocem, kto by się tam pakował na drzemkę pod pierzynę.

Coś artysta chciał nam powiedzieć, ale tak nie do końca chyba. Sugeruje z taką pewna nieśmiałością... Co go skłoniło do namalowania takiego dzieła?
Sam to wymyślił, czy może na prośbę modelki. Nie ma pewności, co to za dama, ale jest sugestia, że może to być żona malarza.

A do takiej pierzyny, to pierza trochę się trzeba nadrzeć. Ileż to gęsi trzeba oskubać?

                Johann Baptist Reiter – Schlummernde Frau 1849
                                        Belvedere, Wiedeń.


Pan Reiter był Austriakiem, portrecistą. Jego portrety nie są jednak nudnymi popiersiami, to raczej studium charakteru danej osoby. Bardzo oryginalne są portrety dzieci. Mimo, że malarz uznany, jego sława nie wyszła poza Austrię i dopiero teraz jest odkrywany. Większość jego dzieł znajduje się w muzeach i kolekcjach prywatnych w Austrii. Zebrano je w zeszłym roku w Linzu, z okazji dwusetnej rocznicy urodzin i zrobiono wystawę w dwóch muzeach, można o tym w necie poczytać.

A może ta pierzyna wcale nie jest z gęsiego puchu tylko kaczego albo kurzego, hmmm.?!

 

wtorek, 01 kwietnia 2014


Na obrazy, na których są inne obrazy zawsze lubię popatrzeć. Czasami to wnętrza muzeum, czasami pracownie artystów.
Tym razem galeria, czyli taki sklep ze sztuką malowaną. Wnętrze jak najbardziej autentyczne, obrazy na ścianach też, bo i ludzie na obrazie są autentyczni. Prawie reporterska relacja.

Wnętrze to galeria niejakiego Jana Gildemeester’a, facet był znanym kolekcjonerem. Galeria powstała w jego domu, w Amsterdamie w roku 1792. Kolekcja obejmowała ponad 300 prac. Po śmierci kolekcjonera obrazy zostały zlicytowane, a niektóre dziś są w Rijksmuseum. W zbiorach były obrazy m.in. Steena, Rubensa, Rembrandta.

Kasę na kolekcję pozyskiwał z inwestowania w wielorybnictwo.

                 Adriaan de Lilie – The Art. Gallery of Jan Gildemeester 1794/75
                                   Rijksmuseum, Amsterdam.


Malarz Adriaan de Lilie, zajmował się gobelinami, kopiował dawnych mistrzów, malował portrety a także uczył.
Namalował siebie, również na tym obrazie, to ten klęczący. Właściciel galerii J. Gildemeester rozmawia z gościem w okularach w centrum obrazu, inni też zostali rozpoznani ale ich nazwiska raczej nic nikomu tutaj nie powiedzą, to przyjaciele właściciela galerii.

Na ścianach podobno wiszą obrazy Jacoba de Wit, a ten oglądany z drabiny to ponoć Rubensa. Podobno i ponoć, bo ja niczego nie ustaliłem. No i tyle.
Zwracam tylko uwagę, że wszystkie prezentowane obrazy są w złoconych ramach.


piątek, 21 marca 2014


Obrazy z obrazami. Tym razem coś w sensie wizytówki lub raczej reklamy. Portret malarza na tle. Malarze często portretują siebie, w zasadzie nuda.
W tle portrety, jakieś łódki i coś, co nazwano „Kara Kupidyna” aczkolwiek obraz albo wymyślony na potrzeby tego portretu, albo nie przetrwał wieków, w każdym razie ja nie mam pojęcia, co to, kto to i skąd to.

Kupidyn w różnych układach występuje dosyć często, ale w takim układzie nie znalazłem nigdzie. A jeśli chodzi o sam portret to wydaje się być zniszczony nieco, co trochę jest dziwne, jeśli przyjąć, że obraz nie wędrował po świecie, tylko wisiał w Szkocji cały czas. Tu mogę się mylić, tego też nie wiem. Sukces zawodowy osiągnięty, utrwalone dla potomnych. Tyle.



                                 George Jamesone – Autoportret ok. 1642.
                                 National Galleries of Scotland, Edynburg


O George Jamesone, był rodowitym Szkotem, synem masona. Twórca portretów szkockiej szlachty, oraz zmyślonych portretów władców historycznych, coś jak Matejko.
Portrety ogólnie są nudne, portrety ludzi obcych jeszcze nudniejsze, chyba, że interesuje nas historia strojów lub fryzur. Co innego jeśli to nasz przodek. Dlatego też, nie specjalnie polecam oglądanie tego autora, ale polecam obejrzenie zbiorów
National Galleries of Scotland, jest tam trochę fajnego malarstwa, które zdążyło już gościć na tym blogu.
Dla przypomnienia:
po raz pierwszy, oraz  po raz drugi.

A sprawa kupidyna intryguje.

wtorek, 11 marca 2014


Lektura dla tych, co lubią przyglądać się sztuce po przez pryzmat artysty. Wszystko, o czym jest ta książka jest zawarte w tytule. Jest o sztuce, są szaleńcy, jest skandal, a nawet trochę więcej. Wśród opisanych artystów są nie tylko malarze, także rzeźbiarze, aktorzy, pisarze. Narracja nie jest z tych najłatwiejszych, ale przy odrobinie skupienia da się wszystko połapać.

Jest kilka pojedynków: Julian Fałat kontra Wojciech Kossak, Leon Chwistek kontra Władysław Dunin-Borkowski, Mojżesz Kisling kontra Leopold Gottlieb, Mieczysław Szczuka kontra Antoni Słonimski.
Jest kilka tragicznych śmierci Witold Pruszkowski, Wacław Pawliszak, Juliusz Kaden - Bandrowski. Są zabójstwa i porwanie, jest oszustwo, miłość i zdrada. Jest o artystach i okropnościach wojennych, o dylematach twórczych i mnóstwo różnych innych spraw.

Zaczyna się od historii wyłudzania stówy od Jana Matejki, kończy przybliżeniem osoby Jerzego Panka. Czytajcie.
Chociaż to bardziej lektura do studiowania niż czytania jednym tchem.

 

                               
             Sołtysik Marek – Piękni szaleńcy, czyli sztuka skandalem podszyta.
                                             Wydawnictwo Świat Książki

Ja dodam tylko, że sam autor tej pozycji też ma ciekawy życiorys zawodowy. Jest autorem słuchowisk, pracował w kilku poczytnych gazetach na różnych stanowiskach, tworzy poezję, tłumaczy, uczy, recenzuje... zainteresowanych odsyłam do internetu. Ogólnie tworzy dużo a przy tym dobrze i ciekawie. Dla Palestry pisze felietony o procesach artystycznych, stąd ta książka. Miłej lektury.

piątek, 28 lutego 2014


Jezus i dwunastu apostołów. Jeden z podstawowych motywów w sztuce kultury chrześcijańskiej. W różnych sytuacjach i układach, różnych stylach i charakterach, powtarzany przez wielkich i anonimowych twórców.

Tym razem nie chodzi o treść, ale o styl, układ i wykonanie. Kapitalne.

Cześć dawnego ołtarza datowana między 1126r a 1150r (kiedyś przed tym klękano a nawet leżano krzyżem prawdopodobnie, dziś można się pozachwycać w muzeum. To awans czy degradacja? I dla kogo, dla sztuki czy religii? Ot, taka refleksja.)

Chrystus w mandorli, a po bokach symetrycznie 12 postaci, apostołowie, z których rozpoznaje się zwykle dwóch Piotra i Pawła. Tu Piotr po lewej z kluczem, Paweł zaś z prawej strony, reszta wg uznania. Inna refleksja, zarówno Piotr jak i Paweł, nie są na szczycie piramidy, a raczej u jej podstawy, co o niczym nie świadczy jeszcze.


                   Autor Nieznany – Chrystus i Dwunastu Apostołów ok. 1126-1150r
                                  Museu Nacional d’Arte de Catalunya. Barcelona .

O autorze nie da się powiedzieć nic, bo jest nieznany. Nie wiadomo, był rzemieślnikiem czy artystą? Malarstwo, sztuka to czy rzemiosło? Wiadomo, że ten obraz pochodzi z miasta Le Seu d’Urgell w Pirenejach, które kiedyś było ważne strategicznie i gospodarczo, i ma katedrę. Dziś stanowi ciekawą atrakcję turystyczną, ale nie tylko. Z czasów świetności pozostało do dziś takie dokonanie, że biskup Urgell, od 08-09-1278r jest współ księciem Andory (spółę ma z prezydentem Francji), a to Ci szlachta!

Ten artysta-rzemieślnik to musiał być jakiś zakonnik, tak sobie myślę. Poza tym polecam zajrzeć do Museu Nacional d'Arte de Catalunya.

 A tutaj można zrobić KLIK, i zobaczyć trochę jaśniejszą wersję większych rozmiarów.


 

poniedziałek, 17 lutego 2014


Zwykle, na blogu gości malarstwo z czasów przeszłych i nawet dosyć odległych, ale czasami trafi się artysta żyjący. Głównie wtedy, gdy jego dokonania połechcą mile moje oczy i zatrzymają mój wzrok, bodaj na chwilę. Tak było z Claudio Bravo (wróćmy, choćby na chwilę do chryzantem), podobnie z Carlo Maria Marianim (co, klasyka to klasyka) czy Johnem Currinem (kobiety z krzywego zwierciadła). We wszystkich tych przypadkach, motyw, też nie był obojętny.

A usta… Myśl wiel­ka zwyk­le us­ta do mil­cze­nia zmusza. A. Mickiewicz.

Kontynuując… przeglądając otchłanie cyberprzestrzeni trafiłem na kolejnego artystę cieszącego oko, aktem. Niech Państwa nie zwiedzie to, co tu widzicie. Oczywiście, że to akt. Bo kiedy to, z tak bliska, wabią nas usta kobiece… Tak. Na podobne ujęcia można natknąć się w necie, ale akurat to mnie zatrzymało... Także inne obrazy Pasquale’a Gigliotti, pokazują kobiety w bardzo apetyczny sposób.

A usta… Bezzębnym wiele rzeczy łat­wiej przechodzi przez usta. S. J. Lec.


                                   Pasquale Gigliotti –
Sensualita 2012
                                             Własność nieustalona.

 

O samym autorze nie wiem nic, poza tym, że to Włoch mieszkający w Szwajcarii. Ale wystarczy pooglądać jego malarstwo, żeby wiedzieć, że ma rękę do kobiet. A do tego, w całkiem sympatyczny sposób bawi się fetyszem. Mógłby jeszcze na swojej stronie, więcej prac zaprezentować. Abstrakcję natomiast przemilczę. Artysta wolny człowiek, może sobie paćkać jak mu farb zbywa, może komuś na ścianę pasują.

A usta… Ety­kieta to sztuka ziewa­nia z zam­knięty­mi ustami. R. Emmerson.

Wieszamy – Salon malarstwa zagranicznego.

czwartek, 06 lutego 2014


W kulturze, ze Skandynawii największą karierę na naszym rynku robią kryminały i powieści sensacyjne. Malarze jakby mniej, a szkoda. Na tym blogu już był jeden szwedzki malarz LINK i półnaga dziewczyna ze Skandynawii, dzisiaj kolejna dziewczyna, całkiem naga, za to z mandoliną.

Na tym blogu była już jedna mandolinistka LINK z Francji, za to zmarznięta, dzisiaj kolejna mandolinistka, ze Szwecji, za to naga i raczej gorąca. Którą Państwo wolicie? O mandolinę pytam.

O ile M.E. Winge przedstawiał scenę z mitów o tyle tu mamy dziewczę z rodzinnych stron autora, bo w aktach używał dziewczyn ze swoich rodzinnych stron. W bardzo malarskim ujęciu. Anders Zorn namalował kilkanaście różnych aktów, może nawet lepszych niż ten, ale mnie akurat to dziewczę wpadło w oko. Może to kwestia instrumentu a może tła. Nie macie wrażenia, że leży na futrach. Nie wiem, na jakich ale muszą być miękkie, wygodne, miłe w dotyku i ciepłe. Tak mi wynika z obrazu.

Ciepły akt na mroźna zimę. Obraz stanowi własność prywatną, ale na flickrze dostrzegłem, że był wystawiany w na wystawie malarstwa skandynawskiego LINK1, LINK2 w Groningen chyba w zeszłym roku.  LINK3*

A może by tak u nas wystawa dzieł Andersa Zorna? Chętnie bym pooglądał z bliska.


                Anders Zorn – Studio Idyll 1918
                         Własność prywatna

Anders Zorn wybitnym portrecistą był. Urodzony w rodzinie rolników, nigdy nie poznał ojca, wychowany przez dziadków zamierzał zostać rzeźbiarzem. Co, można powiedzieć udało mu się, bo do rzeźby wracał do końca życia. Jednakże sławę i uznanie zdobył jako malarz akwarelista.

Wiele podróżuje, w czasie kilkukrotnych podróży do Stanów portretuje prezydentów Grovera Clevelanda, Theodora Roosevelta i Williama Tafta. Portretów różnych wykonuje wiele i dobrze zarabia. W Szwecji staje się mecenasem sztuk m.in., funduje bibliotekę w rodzinnym miasteczku, ustanawia konkurs muzyczny dla muzyków ludowych, dzisiaj nagroda jego imienia wciąż jest najbardziej prestiżową dla muzyków ludowych w Szwecji.
Poza malarstwem sztalugowym zajmuje się także akwafortami, których tworzy prawie 300.

Anders Zorn, świetne malarstwo, świetna kariera i kapitalnie wykorzystana po jego śmierci (fundacja, muzeum, szkoła).
A wystawa u nas by się przydała.

*LINK o LINKA3

Wieszamy – Galeria Van Clompa

poniedziałek, 27 stycznia 2014

 

Kobieta i woda. W zasadzie bardzo młoda kobieta. A nawet nie kobieta a dziewczynka. Dziewczynka, ale już nie dziecko. Lolita. Nimfa. Rusałka. Wyzwanie.
Wyzwanie dla ducha, czasami i ciała, bo przecież nie malarza. Malarze kobiety malowali od zawsze i zawsze znaleźli powód, żeby je rozebrać.
I jak dotychczas, nikt nic, nie poradził, żeby taki widok nie cieszył oka. Bez względu na płeć. Nawet feministki protestujące przeciwko prostytucji też protestowały nagością. LINK „O tempora, o mores!” Cyceron.


Z innej beczki, ten Chabas proszę państwa to tak „z pamięci” czy wstawił niewinną do wody i kazał jej marznąć? O mores!


                     
                                      Paul Emil Chabas – Au Crepuscule ok. 1905
                 Musée d'Orsay, Paryż/ Ambasada Francji w Wiedniu, Austria
*


Paul Émile Chabas, pognał za kasą, za ocean i stał się tak modnym dzisiaj skandalistą. O mores! Reszta, zwięźle w wikipedii. O tempora!
Obraz powyższy nie jest datowany, ale w 1931r był już w spisie Musee Luxemburg, które to muzeum wypuszczało też kartki pocztowe z reprodukcją LINK– dziś do kupienia w necie. Kartki wtedy czarno białe lub w sepii. Obraz ma bardzo ciekawa kolorystykę, jakże inną niż większość obrazów tego autora, ale czy jest ona prawdziwa czy to tylko internetowe przekłamanie pewności nie mam. O tempora!
Inne obrazy także niezłe, gdyby jeszcze ta paleta barw nie była taka pastelowo jednostajna.

Wyjaśnienie – zaciemnienie.
Przy obrazie  - jeśli w ogóle - podawana jest, tu i ówdzie informacja, że jest to „własność prywatna”. W wersji czarno białej (sic!!), prezentowany jest na stronie Musee d’Orsay, LINK w którym znalazła się cześć kolekcji malarstwa z Musee Luxemburg. O mores!
Ale oryginał nie jest do zobaczenia dla przeciętnego turysty w muzeum, ponieważ wisi w Wiedniu. Konkretnie w ambasadzie francuskiej w Wiedniu, gdzie został oddany w depozyt. O tempora!
W otchłaniach internetu jest jeszcze jedna LINK wersja obrazu, taka rzekłbym bledsza i bardziej pastelowa, oraz istnieją kopie do złudzenia przypominające oryginał. Niedawno na rynku aukcyjnym, w ofercie jednej z paryskich galerii był taki bardzo podobny obraz… LINK

Obrazy są tytułowane także różnie, na różnych stronach i w różnych językach niezależnie od języka „miejscowego” danej strony - ten granatowy „Au Crepuscule”, także jako „Baigneuse” (Bather), pastelowo blady jako Blonde in bather. O tempora, o mores!
Kto ma możliwość być gościem ambasady francuskiej w Wiedniu proszony jest o zwrócenie uwagi na oryginał i doniesienie w komentarzach co i jak. Foto mile widziane.


p.s Jestem w stanie zrozumieć wypożyczanie dzieł sztuki do ambasad, w przypadku Francji szczególnie, ale żeby nie zrobić kolorowej foty. Ba! Publikować czarno-białą!! Pycha to czy ignorancja? Zaniedbanie przez zaniechanie. Sknerstwo i lekceważenie. O tempora, o mores!

* To czyja własnością jest ten obraz? Nie ma co się zastanawiać, skoro na stronie muzeum tak jest podpisany. Zarówno muzeum jak i ambasada też jest czyjąś własnością a jak będą chcieli sprzedać to już fachowcy rozstrzygną.

 Wieszamy - salon malarstwa zagranicznego.

piątek, 27 stycznia 2012


Poczytajmy. Dzisiaj pozycja łatwa, lekka i przyjemna. Dla niektórych to pozycja „o sztuce” dla innych „biograficzna” dla mnie „przygodowo-awanturnicza”. Wszystko to za sprawą głównej postaci, porywczego awanturnika, który wielkim malarzem był.
To co malował raczej nie pojawi się na tym blogu, nie żebym nie cenił tej sztuki ale po prostu to są ... nie te kadry. I już.

Doceniam za to bardzo samego artystę. Książkę powinna docenić młodzież, to bardzo dobry przykład na to, że talent trzeba pielęgnować a nie trwonić, bo bardzo pomaga w życiu. Przybliża również obraz jak chuligan tworzył arcydzieła.



                        
                        Desmond Seward – Caravaggio awanturnik i geniusz.
                                        Wydawnictwo Dolnośląskie.

Caravaggio!! Nie wiadomo czy bardziej zachwycać się sztuką czy podziwiać życiorys.
Na pewno był porywczym raptusem. W przeciągu 7 lat, co najmniej 11 razy stawał przed sądem, sprawy od znieważeń po pojedynki.
Czy kogoś zabił? Państwo sami doczytają.
Chorobliwie zazdrosny. O kobiety czy malarskie zlecenia? Podobno był homoseksualistą, na pewno rycerzem maltańskim, tym drugim krótko.


Jako Judytę uwiecznił Panią Fillide Melandroni, zajmującą się... nie będę tu opowiadał bo nie przeczytacie ;)


To na koniec na zachętę do czytania: „Będąc na Sycylii namalował „Wskrzeszenie Łazarza”, aby nadać Łazarzowi naturalistyczny wygląd na rozkaz malarza odkopano rozkładające się zwłoki i dano na czas malowania do trzymania jakimś robotnikom, nie mogąc wytrzymać zapachu ludzie upuścili trupa, wówczas malarz zmusił ich sztyletem do trzymania zwłok.”


Taką i inne ciekawostki „ze świata sztuki” zawiera polecana pozycja. Miłego czytania.

Wstawiamy – czytelnia.


środa, 11 stycznia 2012


Od dawna nic nowego nie było zawieszone na blogu, koniec roku przeleciał z prędkością światła a tu cisza. Jakoś tak teraz się dzieje, że miesiąc ma dwa tygodnie. No dobrze, to mamy rok 2012 i co dalej?

Na początek może kobieta ze szpadą, szablą czy innym floretem. No i co?
Wydaje się, że mówi do nas, patrząc gdzieś poza kadr. Dumna, zdecydowana, zna swoją wartość. Niby namalowana kobieta a jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to namalowana forma władzy. Tylko, kto to widział, żeby władza nagość pokazywała?!

Z dodatków zwracają uwagę buty, chyba bardziej niż ta szpada. Przy okazji ciekawe buty były także tutaj. Jakby odwinąć te cholewy to sięgną pół uda, do takich butów dodać mini... Chyba się zapędziłem, bo przecież nie po to autor rozebrał niewiastę, żebym ja ją ubierał.



                   
          James Montgomery Flagg – The Fencer
1939
                              Własność nieustalona

Autor był przede wszystkim rysownikiem i spłodził jeden z najbardziej znanych wizerunków plakatowych, portretując siebie w lekkiej stylizacji. Już jako 12-latek sprzedawał swoje rysunki do gazet. Ilustrował książki i produkował plakaty. Jego rysunki trafiły na znaczki. Rysownicy są mniej znani z nazwiska niż malarze, chociaż rysunek bardziej i częściej trafia pod strzechy, ot paradoks.

A ta szermierka podoba się Państwu? Ciekawe jak ma na imię ?
Inna kobieta z narzędziem ostrym, tak dla porównania.

Wieszamy – salon pierwszy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
blogi