Malarstwo sztuka czy rzemiosło ?
środa, 23 lipca 2014


Na pierwszy rzut oka trochę kiczowate kolorystycznie, ale jak się przyjrzeć całkiem ciekawe. Strażnik pałacowy, bardziej w stroju galowym niż bojowym, chociaż oręża mu nie brakuje. Był taki okres, w którym modny był orientalizm i wszystko, co się z nim wiązało. Inny świat, inna kolorystyka, inna filozofia, inne doznania, w ogóle inne postrzeganie świata. Trochę z przepychem, trochę bajecznie. Bardzo malowniczo i ta malowniczość urzekła nie jednego. Autor namalował kilkanaście obrazów o tematyce orientalnej, ten wybrałem ze względu na żółć. Lubię taki żółty. No i strażnik robi wrażenie, dzisiaj ciężko o takiego. Tylko, dlaczego stoi boso a obuwie leży obok?

 

                
                                 Ludwig Deutsch –
Nubian Palace Guard 1908
                                                 Własność nieustalona.


Ludwig Deutsch, kolejny Austriak, który swój talent spełniał poza Austrią. O ile Blaas urodził się we Włoszech, Deutsch wyjechał do Paryża. Tam zafascynował się orientalizmem, który pieczołowicie i z detalami przelewał na płótno. Kolorowo, bo wschód był kolorowy. Z fotograficzną dbałością o detale, precyzyjnie. Kto lubi wschodnie klimaty może cieszyć oko. Francja jako miejsce zamieszkania też się autorowi podobała, w 1919r uzyskał obywatelstwo francuskie i podpisywał się Louis.

Wśród polskich malarzy też byli orientaliści, niektórzy jednak dostrzegli coś innego: LINK

 



piątek, 11 lipca 2014

 

Zalotnym spojrzeniem obrzuciła mnie, gdy przechodziłem obok… Tak mógłbym napisać gdybym obok przechodził i na przykład, zrobił jej zdjęcie. Ale, to nie ja przechodziłem, tylko Eugeniusz.
Uwiecznił ją pędzlem, ciekawe, tak z pamięci czy poprosił o pozowanie. W powiększeniu widać, że za tym zalotnym spojrzeniem diabeł się kryje, a usta uwydatnia szminka. Niby wyszła z miedzianym garnkiem i dzbanem, może po wodę, ale szybciej by kogoś spotkać właśnie. Zwraca uwagę brak butów, ale to chyba chwilowe, bo prawie wszystkie, które Eugeniusz spotykał i uwieczniał w są butach. Taki zabieg artystyczny.

 

                         
                             Eugene de Blaas –
The Watercarrier 1908
                                          Własność nieustalona.

Eugene de Blaas był Austriakiem, ale urodzonym, wychowanym i pracującym we Włoszech. Ojciec dostał posadę w Wenecji na Akademii Sztuk Pięknych i na dobre wyszło. Zauroczył się chyba Eugeniusz urodą wenecjanek i malował je zaspódniczone, chociaż i naga się trafiła. Portretował solo i gromadnie, panny z dobrych domów i te z mniej dobrych a nawet zakonnice. Charakterne dziewczyny, u których w większości, wyraźnie podkreślił talie osy. Ogólnie malarstwo kolorowe, pozytywne, ozdobne. A dziewczyny niebrzydkie, przyjemnie okiem rzucić na taki widok.

 

sobota, 21 czerwca 2014

Goła baba na murowanej studni, chyba na dziedzińcu klasztoru, gdy dwóch mnichów chce zaczerpnąć trochę wody. Ależ rozpusta, degrengolada i zakłamanie.

Czyżby? Doprawdy? Czy do Prawdy? Przejrzyj się w lustrze Prawdy i powiedz kogo widzisz?! Powiedziała naga kobieta do mnicha z wiadrami.
A co było potem? Któż to wie, może nawet rozwiązali zakon, choć prędzej wepchnęli Prawdę z powrotem na dno studni. Bo ta naga, to alegoria, Prawda. A jak wiadomo Prawda na dnie studni leży. Tu nie leży, tu wyszła. Naga, jak na Prawdę przystało. Ukazała się mnichom co zamknięci w murach klasztornych usilnie jej poszukują.
Pokazała swoje czyste lustro z którego bije blask, coś jak oświecenie w średniowieczu. A nie oświeconym tylko gołe baby w głowie.


 
Charles West Cope – Duch studni
Własność nieustalona



Po kolei. Prawda. Wszystko na miejscu niczego sobie.
Studnia. Porządna murowana, z malunkiem świętego, chyba Floriana ale pewności nie ma. Mnisi. Po kubrakach patrząc to chyba kapucyni, ale pewności także nie mam.
Mury. Chyba klasztorne, grube, porządne, żeby nikt nie uciekł.
Zakon. Nieznany. Miasto. Nieznane.
Artysta. Charles West Cope. Anglik. Wykonał freski w Izbie Lordów  




wtorek, 10 czerwca 2014


Jedni kolekcjonują obrazy, inni rzeźby. Na tym blogu rzeźb nie było. Jeszcze. Może kiedyś.

Na razie obraz z rzeźbami, kiedyś należącymi do niejakiego Charlesa Towneley’a. Swoista dokumentacja, w czasach kiedy nie znano fotografii. Kolekcja jest prawdziwa i dzisiaj w większości do zobaczenia w The British Museum. Kolekcjoner nie interesuje mnie ani krzty. Bogaty był to sobie kolekcjonował, bo kto bogatemu zabroni. Autor obrazu interesuje mnie bardziej. Ale najbardziej interesują mnie te rzeźby, które tu widać. Po kolei.

Autor. Niemiec o czeskich korzeniach. Związał się z Anglią, skąd podróżował do Włoch, Austrii, Indii. Podobno w czasie powrotu z Indii, statek rozbił się na Andamanach a ocaleni rozbitkowie organizowali loterię, w której przegrany robił za posiłek. Smacznego.
Przy sztaludze zajmował się portretami rodzinnymi, i scenkami rodzajowymi.

Johann Zoffany – Charles Towneley w jego galerii rzeźby 1782
Art Gallery and Museum, Burnley.

Rzeźby. W British Museum można zobaczyć większość z namalowanych tutaj rzeźb. Jest Sfinks z Lanuvium. Jest popiersie Clyti, są tacy którzy twierdzą, że to falsyfikat z XVIII w.
Jest Dyskobol oraz marmurowa waza z ok. II w. Można podziwiać Townley Wenus, oraz rzeźbę Satyr i Nimfa, o ile gdzieś nie wyjechała na gościnne występy bo w rozjazdach non stop.
Jest jeszcze kilka innych rzeźb oraz płaskorzeźb z tego obrazu. W British Museum nie ma tylko tego obrazu, ten wisi w Towneley Hall w miejscowości Burnley gdzie znajduje się Art Gallery & Museum Burnley. 
Kto był, kto widział?

Kilka linków do tego co powyżej, które się nie zmieściły w tekście:
Afrodyta
Gra w kości
Odys
płaskorzeźba

Podrasowana wersja kolorystyczna
– chyba jednak nieprawdziwa bo:
tak wyglada na zdjęciu w necie.
 

 

Lokowanie produktu:
Czytasz ?! Kometujesz ?! A czy link do tego bloga jest już u Ciebie ?!
Zalinkuj bloga, poinformuj redakcję mailem lub w komentarzach ;) Redakcja nie jest w stanie wszystkiego wyłapać osobiście. Poinformowana na pewno się odwdzięczy. Zapraszam do czytania i komentowania. Przepraszam za niedogodności i życzę miłego dnia
. 

niedziela, 01 czerwca 2014


Coś nowszego. Sztuka nowoczesna. Może tak, może nie. W każdym razie bardzo fajna zabawa pędzlem, ze sztuką. Pomysł nie jest nowy i wcale nie rzadki, ale trudno trafić na coś więcej niż domalowywanie wąsów Mona Lisie. Niestety wielu malarzy poza tym, że potrafi namalować coś, cokolwiek, to nie za bardzo potrafi spożytkować swój talent i w sumie to mam wrażenie, że jedynym ich pomysłem jest brak pomysłu. Sami też nie bardzo wiedzą po co to robią. A Mark Lang miał pomysł i bardzo fajnie go zrealizował w kilku obrazach. Wybrałem tę właśnie dziewczynę, która zeszła z płótna i przechadza się po Luwrze. Tak, można w Luwrze otworzyć usta ze zdziwienia. Stworzona przez Eugene Delacroix w 1824, być może, że zgubiła własne ramy. Mam nadzieję, że jej, Sardanapal (1827) nie wciągnie na swój stos. 


                       Mark Lang – Descendant 2007

                                Własność nieustalona

Mark Lang, tworzy i wystawia głównie w Kanadzie. Jego malarstwo to odniesienie do sztuki dawnej. Obrazami pokazuje czym może być malarstwo. Z lekkością i w dowcipny sposób, pokazuje sztukę jako dramat, jako komentarz społeczny, jako żart. Jest chwalony a obrazy się podobają.
Na jego stronie internetowej jest pewna ciekawostka. Kilka firm, które posiadają kolekcje malarstwa Marka Langa (tak to rozumiem), chociaż nie jest podane jakie to obrazy. Kto kupuje takie obrazy? Bez złudzeń. Biednych nie ma. Jest m.in. branża odzieżowa, stalowa, pogrzebowa, czy zarządzająca nieruchomościami a każdej bliżej do korporacyjnego molocha niż rodzinnej firmy. Ciekawscy sprawdzą sobie sami.  

Mark Lang, informacje.

 

piątek, 16 maja 2014


Bez Paryża Polakom
Wyżyć ani, ani:
Bezeń byśmy jak dzicy
Żyli w Oceani

                  Jan Lemański.

Kawałek Paryża nocą. Dokładnie ulica 4 Września, około godziny pierwszej w nocy. Dorożka ze śpiącym fiakrem, koń sam zna drogę do domu. Trafi. Miasto ginie w blasku ulicznych latarń. Ulica prawie pusta, kilku przechodniów. Kapitalnie uchwycony klimat.

Są miasta, które żyją przez 24 godziny na dobę, są takie gdzie się nie wychodzi z domu po pewnej godzinie. Czasami nocne wędrówki mają urok, czasami to może być walka o przetrwanie. Dla autora to nocne malowanie to była walka o przetrwanie, chociaż z innych powodów.

 
                     Ludwik de Laveaux – Ulica paryska nocą 1892/93
                                      Muzeum Sztuki, Łódź.


Ludwik de Laveaux „umarł z głodu, chłodu i goryczy – a głównym powodem nieszczęścia było uporczywe wstrzymywanie przez plenipotenta rodziny, spłaty pieniędzy należnych artyście ze spadku po matce. Działo się to w skutek zatrważająco konsekwentnej, bezwzględnej decyzji ojca – o motywach trudnych do ustalenia” Marek Sołtysik „Piękni szaleńcy czyli sztuka skandalem podszyta”

Gdy umierał, malarz miał 25 lat. Na blogu już raz gościł, proszę kliknąć poniżej.

Ponieważ w wirtualnej przestrzeni istnieją dwie wersje kolorystyczne obrazu a muzeum w Łodzi, mimo, że trafiło do projekt art coś tam, jakoś słabo chwali się posiadanym dobrem, znów mam dylemat. Prezentuje wersję, która bardziej przypadła mi do gustu, chociaż może się okazać, że ta w poniższym linku jest jednak bliższa prawdzie. Może pomoże ktoś z Łodzi?

Linki uzupełniające do powyższego wpisu:

Inna wersja kolorystyczna

Marek Sołtysik - Piękni szaleńcy

L. de Laveaux, pierwsza notka na blogu.

Muzeum Sztuki w Łodzi

 

środa, 07 maja 2014


Rysunek – kompozycja linii wykonana na płaszczyźnie, polegająca na nanoszeniu na powierzchnię walorów wizualnych przy użyciu odpowiednich narzędzi. Także dział sztuk plastycznych. Wikipedia.

Rysunek – kontur, kształt, obrys, szkic, zarys, diagram, wykres, grafika, rycina. Słownik synonimów.

Rysunek - to bardzo prosta sprawa, to jest nie tylko malarstwa, podstawa. Redakcja.

Cokolwiek by to nie było, umieć rysować jest miło (też autor). Poniżej rysunek malarza Jana Matejki, wybór miałem trudny, ale spośród wielu wybrałem ten, ze względu na treść. Tak, facet od malowanej historii przedstawił teraźniejszość. Jego teraźniejszość, nie naszą. Dla nas to właśnie historia. Matejko urodził się w 1838, to jest 3 lata po rozpoczęciu budowy pierwszej linii kolejowej na ziemiach polskich, jak to i dzisiaj bywa budowa się ślimaczyła a rozwój kolejnictwa przypadł na dorosłe życie artysty.

W roku 1885, gdy powstał rysunek Mark Twain opublikował Przygody Hucka Finna a Bolesław Prus zaczyna publikować w odcinkach Placówkę. W kolejnictwie natomiast Orient Express kursował od dwóch lat z Paryża do Stambułu. Od roku 1885 przy budowie dróg zaczęto stosować kostkę ze skał wulkanicznych (granit, bazalt, porfir) spajaną cementem. Ot, taki mini zarys wyglądu świata ówczesnego.

Świat wyraźnie przyspieszył, skojarzenia z pędzącą strzałą jak najbardziej na miejscu. Tym bardziej, że wykorzystywane do dziś. Po torach mkną czerwona i zielona strzała (Włochy), niedawno jeszcze pędziła po Sztokholmie srebrna, a po Słowacji, słowacka, obie dziś w muzeum. Ale pewnie są inne, znacie jakieś?

 

           
    Jan Matejko –
Szkic do cyklu Dzieje Cywilizacji Ludzkości -  Wynalazek kolei żelaznej 1885
                            Muzeum Narodowe, Dom Jana Matejki, Kraków.

 

A któż to, na platformie się ściska? Może to muza i sam artysta!?

Skąd ten pomysł i co artysta miał na myśli, nie wiem, mnie nic do głowy nie przychodzi. Nagość pociągowego i tych na platformie wskazuje, że coś alegorycznie muszą reprezentować.

A co do rysunków Jana Matejki, to nie była to, jego koronna konkurencja. Rysunki traktował raczej użytkowo niż artystycznie, większość ma charakter studium z natury, bądź szkiców, bardziej lub mniej dokładnych. Są też takie, które powstały być może dla małolatów, kręcących się wokół i wcale nie miały być zabytkowymi dziełami (rys.: Jan Matejko i Stanisław Giebułtowski podczas wycieczki do Starego Wiśnicza, Izio wożący siano po parku Krzesławickim) Jest też kilka karykatur, wszystkie warte obejrzenia.

Ach te szkice do Bitwy!! Ileż podobnych powstało w polskich szkołach na nudnych lekcjach i przepadło bezpowrotnie.

Jeśli już jesteśmy na tym malarskim blogu z rysunkami, to mam pytanie: Państwo coś rysują? Idzie jakoś czy w ogóle? Proszę się chwalić.

 

środa, 23 kwietnia 2014

 

Feeria barw, natłok postaci, wiele opowieści zamkniętych w obrazy. I o co w tym wszystkim chodzi, kto to połapie?
Sufitowa opowieść Michała Anioła, przetłumaczona z języka obrazów na język powszechnie dziś znany. Autorzy nie omówili całej kaplicy, ale zwrócili uwagę na kilka ważnych kadrów. Wszystkie teorie osadzone na wydarzeniach historycznych i życiorysie Michała Anioła.
Czy ten Anioł miał anielski charakter? Dlaczego postaci kobiet wyglądają jak napakowani młodzieńcy? W czyich barwach paradują grzesznicy? Po co wężowi ręce i dlaczego Ewa nie ma jabłka a Arka Noego to nie statek a kwadratowe pudło? No i przede wszystkim, dlaczego rzeźbiarz musiał malować taki wielki sufit.
Wszystko w tej pozycji do przeczytania i pooglądania.

 

                                                
             Benjamin Blech, Roy Doliner – Tajemnice Kaplicy Sykstyńskiej.    
                        Utajone przesłanie Michała Anioła w sercu Watykanu.
                                               Dom Wydawniczy Rebis.

Niby ma to być pozycja o tajemnicach Sykstyny, ale autorom nie sposób było nie opisać innych dokonań Michała Anioła, na przykład jak podpisał Pietę, dlaczego Dawid ma zeza? Można także zapoznać się z teorią, gdzie to, Sandro Botticelli namalował płuca w obrazie Primavera. Co znaczą dziwne ozdobniki Michała Anioła na Porta Pia w Rzymie.
Nic tak nie pociąga jak tajemnica, tej jest sporo i w dalszym ciągu nie cała została poznana.

Fajna pozycja, szczególnie jak w planie jest zwiedzanie, ale także dla tych, co się nie wybierają do Rzymu, a nawet dla tych, co się nie interesują ani rzeźbą, ani malarstwem. Poza tym tajemnicze kwestie kabalistyczne, o których nie zawsze się mówi.

Miłej lektury.

sobota, 12 kwietnia 2014


Drzemka. Krótki sen.
Sjesta. Półsen. Kimanie. Niby się śpi, ale nie do końca.
Podobno pomaga i regeneruje. Ale, kto urządza drzemki pod pierzyną. Samo słowo pierzyna kojarzy mi się z mrozem i metrowymi zaspami. Jak już się wchodzi pod pierzynę to nie na drzemkę. Poza tym tak mi się wydaje, że tendencję do ucinania drzemek ma jednak męska cześć społeczeństwa. W fotelu, przed telewizorem, ewentualnie pod kocem, kto by się tam pakował na drzemkę pod pierzynę.

Coś artysta chciał nam powiedzieć, ale tak nie do końca chyba. Sugeruje z taką pewna nieśmiałością... Co go skłoniło do namalowania takiego dzieła?
Sam to wymyślił, czy może na prośbę modelki. Nie ma pewności, co to za dama, ale jest sugestia, że może to być żona malarza.

A do takiej pierzyny, to pierza trochę się trzeba nadrzeć. Ileż to gęsi trzeba oskubać?

                Johann Baptist Reiter – Schlummernde Frau 1849
                                        Belvedere, Wiedeń.


Pan Reiter był Austriakiem, portrecistą. Jego portrety nie są jednak nudnymi popiersiami, to raczej studium charakteru danej osoby. Bardzo oryginalne są portrety dzieci. Mimo, że malarz uznany, jego sława nie wyszła poza Austrię i dopiero teraz jest odkrywany. Większość jego dzieł znajduje się w muzeach i kolekcjach prywatnych w Austrii. Zebrano je w zeszłym roku w Linzu, z okazji dwusetnej rocznicy urodzin i zrobiono wystawę w dwóch muzeach, można o tym w necie poczytać.

A może ta pierzyna wcale nie jest z gęsiego puchu tylko kaczego albo kurzego, hmmm.?!

 

wtorek, 01 kwietnia 2014


Na obrazy, na których są inne obrazy zawsze lubię popatrzeć. Czasami to wnętrza muzeum, czasami pracownie artystów.
Tym razem galeria, czyli taki sklep ze sztuką malowaną. Wnętrze jak najbardziej autentyczne, obrazy na ścianach też, bo i ludzie na obrazie są autentyczni. Prawie reporterska relacja.

Wnętrze to galeria niejakiego Jana Gildemeester’a, facet był znanym kolekcjonerem. Galeria powstała w jego domu, w Amsterdamie w roku 1792. Kolekcja obejmowała ponad 300 prac. Po śmierci kolekcjonera obrazy zostały zlicytowane, a niektóre dziś są w Rijksmuseum. W zbiorach były obrazy m.in. Steena, Rubensa, Rembrandta.

Kasę na kolekcję pozyskiwał z inwestowania w wielorybnictwo.

                 Adriaan de Lilie – The Art. Gallery of Jan Gildemeester 1794/75
                                   Rijksmuseum, Amsterdam.


Malarz Adriaan de Lilie, zajmował się gobelinami, kopiował dawnych mistrzów, malował portrety a także uczył.
Namalował siebie, również na tym obrazie, to ten klęczący. Właściciel galerii J. Gildemeester rozmawia z gościem w okularach w centrum obrazu, inni też zostali rozpoznani ale ich nazwiska raczej nic nikomu tutaj nie powiedzą, to przyjaciele właściciela galerii.

Na ścianach podobno wiszą obrazy Jacoba de Wit, a ten oglądany z drabiny to ponoć Rubensa. Podobno i ponoć, bo ja niczego nie ustaliłem. No i tyle.
Zwracam tylko uwagę, że wszystkie prezentowane obrazy są w złoconych ramach.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
blogi